Wydruk pochodzi ze strony: http://www.janusz-zemke.pl/w_mediach_regionalnych/_news/4/0/545/co_straszy_w_budynku_nr_4.html
Nie ma tego złego, co by na dobre nie wyszło? Być może, choć patrząc na perypetie z niedoszłą siedzibą Dowództwa Wojsk Specjalnych trudno o taki optymizm.
Trzykrotne w ciągu roku zmienianie siedziby szefostwa polskich sił specjalnych nie wystawia najlepszego świadectwa kierownictwom MON, tym przeszłym i temu obecnemu. Nie rozumiem, dlaczego Kraków jest lepszą lokalizacją DWS niż Rembertów, tak samo jak Rembertów był ponoć lepszy od Bydgoszczy. Wygląda mi to wszystko na działania chaotyczne, obliczone na zadowolenie lokalnych środowisk wojskowych, a nie na znalezienie optymalnego rozwiązania.
Wróćmy jednak do feralnego budynku nr 4. Zasadne wydaje się pytanie, kto odpowiada za to, że najpierw wpompowano w ten obiekt wiele milionów złotych, a potem na gwałt szuka się sposobu na jego zagospodarowanie. Szczęściem w nieszczęściu mamy w Brukseli europosła, który jest częstym bywalcem w Kwaterze Głównej NATO i potrafi wywalczyć dla Bydgoszczy to i owo. Decyzja o umieszczeniu u nas 3. Batalionu Łączności NATO już zapadła.
To ważne, tyle że życie pokazało, że od takiej decyzji do realnego uruchomienia jednostki mija sporo czasu. Jest jeszcze pytanie, na ile światowy kryzys finansowy wpłynie na realizację inwestycji NATO-wskich w Polsce. Bydgoszcz pod tym względem plasowała się dotąd na czołowym miejscu i oby było tak dalej.
Departament Prasowo-Informacyjny MON zapewnił nas kilkanaście dni temu, że ewentualne ograniczenia w finansowaniu inwestycji NATO nie będą dotyczyły Centrum Szkolenia Sił Połączonych w Bydgoszczy oraz powołania batalionu łączności NATO w tym mieście, którego zalążki już tam obecnie funkcjonują. Trudno nam ustalić co oznaczają owe „zalążki”, bo budynek nr 4 okrywa aura tajemnicy. Do tego stopnia, że nie pozwolono naszemu fotoreporterowi zrobić jego zdjęcia. Odpowiedzialne to zadanie powierzono wojskowemu z tym zastrzeżeniem, aby fotografia była wykorzystana tylko i wyłącznie do jednego artykułu. Pan minister Sikorski już cztery lata temu osobiście usuwał tabliczkę „zakaz fotografowania” z ogrodzenia koszar. Sytuacja jak widać jest dynamiczna. Zwłaszcza w armii, gdzie nic nie dzieje się bez rozkazu.
(W „Expressie Bydgoskim”, 13 sierpnia 2010 r., Jarosław Jakubowski)