Uważam, że...
Czy jest sens zgłaszać kandydatów na szefa MFW?
* Uważam, że nie ma sensu. Słyszę, że się wymienia 3 kandydatów z naszego kraju, ale powinniśmy szanować i siebie, i tych kandydatów…
Przecież Polska nie jest krajem, który ma w tym Międzynarodowym Funduszu Walutowym jakieś gigantyczne środki. Dobrze z góry wiadomo, że szefem MFW zostanie Francuz, Brytyjczyk albo Niemiec.
Kiedy mówimy o Leszku Balcerowiczu czy Marku Belce, to powiem szczerze, że trochę szkoda mi tych ludzi. Bo tak codziennie słyszymy o kimś innym jako naszym kandydacie. Ja odczytuję to jako próbę zajęcia opinii publicznej taką dyskusją, kto się z nich bardziej nadaje.
W rzeczywistości nie mamy szansy na to stanowisko i jako państwo powinniśmy sobie zdawać sprawę, gdzie taką szansę mamy. Jeśli chodzi o szefa Międzynarodowego Funduszu Walutowego, to póki co Polska mocarstwem nie jest.
Janusz Zemke
Bydgoszcz
21 maja 2011 r.
Przyszłość energetyki jądrowej
Wszyscy dziś się zastanawiają nad przyszłością energetyki jądrowej, a bezpośrednim powodem tych rozważań jest kataklizm i jego skutki w Japonii. Tamtejsze rozmiary awarii elektrowni pokazały, że jednak ta energetyka do końca bezpieczna nie jest.
Dyskusje na ten temat toczą się też na szczycie Unii Europejskiej w Brukseli. Kraje UE wyraziły wstępną zgodę na przeprowadzenie testów wytrzymałości w swoich elektrowniach jądrowych, by zbadać zabezpieczenia na wypadek katastrof oraz aktów terroryzmu.
SLD, działając konsekwentnie w tej dziedzinie, zaproponowało zwrócenie się do społeczeństwa, by wypowiedziało się w ogólnopolskim referendum o budowie elektrowni w kraju, bo skutki instalacji elektrowni jądrowej, zarówno te pozytywne, jak i negatywne będą dotyczyły całego społeczeństwa.
Ja uważam, że to słuszny pogląd, który zresztą dobrze przyjęty został zarówno przez pana prezydenta jak i pana premiera.
Nie jesteśmy wprawdzie w stanie przewidzieć jaka będzie frekwencja, ale referendum jednak stwarza każdemu szansę, by się wypowiedzieć.
Ja upatruję w referendum jeszcze drugiego istotnego czynnika. Zakładam, że nie chodzi tu tylko o sam akt glosowania, tylko że to głosowanie poprzedziłaby dyskusja, byłaby okazja do wypowiedzi specjalistów, pokazywania różnych argumentów, czyli że ta kampania przed samym referendum mogłaby mieć istotny walor edukacyjny. Myślę, że to w przypadku państwa demokratycznego jest ważne. Jest to poważne traktowanie swoich współobywateli.
O szczegółach decyzji, ich uwarunkowaniach i bezpieczeństwie na pewno rozmawiać powinni specjaliści, bo wiedza staje się coraz bardziej wąska. Muszą jednak pamiętać, że ich decyzje dotyczą wszystkich obywateli i ludzie powinni wiedzieć o co chodzi i jakie będą skutki. To jest narastające wyzwanie dla osób pełniących różne funkcje w organach władzy. A prawem obywateli jest świadoma opinia, wyrażona w referendum.
Janusz Zemke, 25 marca 2011 r.
W PE powrót do dyskusji nad GMO
W dyskusji nad GMO (żywność genetycznie modyfikowana) podstawą powinno być bezpieczeństwo konsumentów. Zanim zapadnie decyzja o tym czy zezwolić na żywność GMO, musimy być absolutnie pewni, że nie będzie ona wywierała negatywnych skutków dla zdrowia i środowiska.
Konsumenci muszą mieć prawo wyboru produktów i być pewni, że produkty, które kupują nie zetknęły się w przypadkowy sposób z produktami GMO. Towary spożywcze zawierające GMO powinny być dokładnie oznakowane, tak by konsumenci dokonywali świadomego wyboru. (1 marca 2011 r.)
2011 – polska prezydencja w UE i wybory parlamentarne
– W 2011 roku czekają Polaków dwie duże kampanie polityczne – polska prezydencja w Unii Europejskiej oraz, najpewniej na jesieni, wybory parlamentarne.
Polska wyda na prezydencję w Unii Europejskiej prawie 400 mln zł. O rozmachu przedsięwzięcia może świadczyć to, że w naszym kraju ma się odbyć ponad 700 unijnych spotkań. Cieszy mnie, że tak starannie przygotowujemy się do przewodnictwa w Unii. Będzie to sukces Polski, ale PO też na tym trochę zyska, bo pokaże się jako europejska i stabilna siła. Dlatego chce, żeby wybory do polskiego parlamentu odbyły się w maksymalnie późnym terminie, czyli prawdopodobnie w listopadzie.
W moim przekonaniu, Sojusz Lewicy Demokratycznej zwiększy swój stan posiadania mandatów w Sejmie RP podczas tegorocznych wyborów. Stawiam taką tezę w oparciu o analizę wykonaną na moje zlecenie przez politologów z województwa kujawsko-pomorskiego.
Jak z niej wynika, w parlamencie znajdą się przedstawiciele pięciu sił, czyli PO, PiS, SLD, PSL i PJN.
Partia Palikota jest raczej pomysłem, który zagospodaruje najwyżej 1-2 proc. głosów.
PO zdobędzie poparcie około 35 proc., SLD i PiS po około 20 proc., PSL około 8 proc., a PJN 5-6 proc.
SLD będzie miał w Sejmie od 75 do 80 posłów, w tym 6 z województwa kujawsko-pomorskiego, obejmującego dwa okręgi wyborcze.
Gdybyśmy wyniki ostatnich wyborów do sejmiku województwa przenieśli na wybory parlamentarne, to w okręgu (nr 4) bydgoskim, mielibyśmy 3 posłów, a w okręgu (nr 5) toruńsko-włocławskim – 2.
(4 stycznia 2011 r.)
***
O kontroli nad służbami specjalnymi
– Ze społeczną kontrolą służb specjalnych jest w Polsce coraz gorzej. Dziś państwo ma nieprawdopodobne możliwości inwigilacji, przede wszystkim elektronicznej. Szpiegować można wszystkich w każdej sprawie. Dowodem – inwigilacja red. Moniki Olejnik i innych dziennikarzy.
"Wielkie ucho" zaczyna się od podsłuchów, poprzez kontrolę przepływu finansów, wykorzystania kart płatniczych, kontroli GPS i miejsca pobytu z billingów komórek. A nikt nie ma nad tym kontroli!
Rozumiem, że inwigiluje się w uzasadnionych sprawach związanych z bezpieczeństwem państwa czy wielkich afer. Ale najbardziej groteskowy jest fakt, że nowe przepisy nie będą dotyczyły przestępców.
Oni doskonale wiedzą, czego im nie wolno mówić przez telefon, czy też przekazywać za pośrednictwem Internetu. („Gazeta Pomorska”, 30.11.2010)
Unijna służba dyplomatyczna
Uważam za niepokojącą, w odniesieniu do polskich interesów, sytuację tworzenia się służby dyplomatycznej Unii Europejskiej.
Jest ona budowana w konsekwencji traktatu z Lizbony. Unia ma wybrać ponad stu swych ambasadorów. Na cel funkcjonowania dyplomacji unijnej przeznaczono budżet roczny w wysokości 9,5 mln euro.
Niestety, dotąd tylko 2 ambasadorów reprezentuje kraje Europy Środkowej, reszta kierownictw służby dyplomatycznej pozostaje w rękach krajów starej Unii.
Paradoksem jest, że w krajach objętych tzw. Partnerstwem Wschodnim, gdzie przewodnictwo i swoisty patronat sprawuje Polska, stanowiska ambasadorów powierzono innym reprezentantom, np. na Ukrainie funkcję tę otrzymał Portugalczyk, w Azerbejdżanie – Belg, w Armenii – Włoch. Podobnie w Rosji – Hiszpan.
Polscy dwaj ambasadorzy, którzy mają szansę na nominację, będą skierowani prawdopodobnie do Libii lub Jordanii oraz Korei.
Uważam, że polski rząd powinien wzmóc działania dyplomatyczne, by poprawić sytuację Polski w tym zakresie, przynajmniej przy obsadzaniu kolejnych stanowisk w ambasadach UE. Jest jeszcze czas, albowiem już teraz wiadomo o opóźnieniu w budowaniu służby dyplomatycznej, która miała być gotowa wiosną, a prawdopodobnie proces ten zamknie się z końcem bieżącego roku. (6 września 2010 r.)
Zakończenie misji w Afganistanie
– Padają zapewnienia, że nasza misja w Afganistanie ma się zbliżać powoli ku końcowi. To jest słuszne, bo chcę przypomnieć, że to nie jest tylko coś, co jest dla nas typowe czy właściwe. Amerykanie przykładowo mówią, że od roku 2012-2013 chcą swój udział radykalnie w Afganistanie zmniejszać, więc podobne problemy ma szereg państw.
Dobrze, że już Polska to sygnalizuje. Uważam natomiast, że trzeba się w takich sytuacjach zachować jako państwo odpowiedzialnie, my nie jesteśmy w Afganistanie sami, działamy jako ważny członek koalicji natowskiej, więc oczekiwałbym szerszych informacji o tym, co robimy wewnątrz NATO, jakie poglądy przedstawiamy, jak dyskutujemy, jaką mamy wizję.
Ja się zgadzam co do tego, że nie możemy czekać na decyzję Amerykanów, powinniśmy być aktywni. Natomiast, trochę mam taki niesmak, jak się o Afganistanie dyskutuje, bo obecny rząd zapomina, że to on tak radykalnie zwiększył udział Polski w misji w Afganistanie, że to obecny rząd zupełnie zmienił charakter naszej misji. Kiedyś tam byli tylko saperzy działający wewnątrz jednej bazy – bazy Baghram – dzisiaj są to przede wszystkim grupy bojowe, i że to obecny rząd 1,5 roku temu zdecydował, że Polska przejmuje odpowiedzialność za jedną z najtrudniejszych prowincji, prowincji w Ghazni. Więc ze zdziwieniem słucham kiedy ludzie związani z Platformą mówią: a to kiedyś SLD zdecydował, a to PiS, to nieprawda. Rozszerzenie misji, zmiana charakteru nastąpiła teraz.
Cieszę się, że dyskutuje się o wyjściu z Afganistanu, natomiast trzeba mówić prawdę, a nie zwalać wszystko na innych.
(Polskie Radio, 1 lipca 2010 r.)
***





RSS: Aktualności

