Uważam, że...
Nowe informacje o katastrofie smoleńskiej
* … są to informacje ważne, ale nie o charakterze przełomowym, dlatego że jeśli chodzi o przyczyny katastrofy, to mogą być oczywiście bardzo różne.
Przyczynami mogą być techniczne problemy samolotu, przyczyną mógłby być zamach na pokładzie, a potem przyczynami bywają skrajnie trudne warunki pogodowe i błędy pilotów. Otóż nie ma żadnych dowodów i żadnych danych, że krąg tych przyczyn wykracza poza skrajnie ciężkie warunki pogodowe i poza błędy pilotaż. Do tego bym jeszcze dodał niestety nie najlepsze funkcjonowanie wieży kontrolnej na lotnisku w Smoleńsku. Czyli jeśli chodzi o te podstawowe przyczyny, to moim zdaniem – nie ma tutaj istotnej zmiany. Natomiast oczywiście te akcenty się rozkładają inaczej i z tych materiałów widać, i ja się z tego cieszę, że nie ma żadnych dowodów, żeby dowódca Sił Powietrznych wywierał jakiś bezpośredni nacisk na pilotów. To ważne, jeśli chodzi o pamięć o panu generale Błasiku.
Te nowe ustalenia moim zdaniem potwierdzają, że polscy śledczy, że polska komisja wykonała swoją pracę solidnie. Natomiast jeśli chodzi o rosyjski raport, to przypomnieć warto, że od początku było do tego raportu sporo różnych uwag, m.in. taka łatwość obarczania dowódcy Sił Powietrznych, a druga sprawa to ten rosyjski raport pomniejszał absolutnie rolę wieży. Uważał, że właściwie to ta wieża działała w perfekcyjny sposób, z czym my oczywiście zgodzić się nie możemy. Więc rosyjski raport jest raportem dość jednostronnym.
Z tego, co wiemy, śledztwem smoleńskim zajmuje się kilkudziesięciu prokuratorów wojskowych i nie widzę dzisiaj żadnych powodów, żeby kwestionować pracę, jaką ci prokuratorzy wykonują. Tylko problem polega na czymś innym – że jest część osób w Polsce, część polityków, część opinii publicznej, która jest zwolennikami innej wersji przyczyn tej katastrofy i wszelkie wątpliwości są przez te osoby interpretowane w taki sposób, że pewnie tam jest jakieś drugie, trzecie albo czwarte dno. Tam nie ma żadnego innego dna, chcę podkreślić jeszcze raz.
Podstawową przyczyną katastrofy były skrajnie ciężkie warunki pogodowe i niestety błędna decyzja o tym, żeby w tych skrajnie trudnych warunkach pogodowych podjąć próbę lądowania. I to są te podstawowe przyczyny. Wszystkie inne rzeczy są – moim zdaniem - istotne, ale jednak mają charakter wtórny.
Janusz Zemke
Strasburg, 17 stycznia 2012 r.
Wycofanie wojsk z Afganistanu
* Tragiczna sytuacja, kiedy w konwoju wylatuje w powietrze jeden z samochodów z całą załogą, a przyczyną jest 100-kilowa bomba domowej konstrukcji odpalona za pomocą kabla – jest porażką polskiego rozpoznania, zarówno osobowego jak i technicznego.
To kolejny dowód, że nasza misja afgańska nie radzi sobie w prowincji Ghazni. Błędem było podjęcie 3 lata temu przez ówczesny polski rząd decyzji, że samodzielnie przejmiemy nadzór nad całą prowincją Ghazni. Szybko się okazało, że na tak trudnym terenie i przy nieprzyjaznych mieszkańcach – mamy za mały potencjał, by temu zadaniu podołać. Zwrócono się wtedy o wsparcie tysiąca żołnierzy USA, którzy zostali tam skierowani.
Misja w Afganistanie rozpoczęła się 10 lat temu, była umocowana prawnie przez Radę Bezpieczeństwa (po zamachu w USA jej celem było zniszczenie ogniw talibów) i jest zadaniem całego NATO, wszystkich 28 państw członkowskich. Obecnie okazuje się, że sytuacja jest tam gorsza niż na początku misji.
Jestem za tym, aby określić termin zakończenia misji i wyprowadzenia stamtąd wojsk polskich. Nie jest to na pewno sprawa łatwa, albowiem jesteśmy członkiem NATO i trzeba taką decyzję uzgodnić z szefostwem NATO.
Niepokoi mnie to, że termin wycofania się z Afganistanu jest jednak przez polskich decydentów ciągle przesuwany, najpierw mówiono o roku 2012, teraz już – 2014.
Sama operacja wycofania wojsk nie będzie łatwa, bo mamy tam 5 baz, w których służy 2.500 ludzi i znajduje się ok. tysiąca ciężkiego sprzętu, najnowocześniejszego, jakim dysponujemy w Polsce. Nie możemy tego zostawić, a przewiezienie drogą lotniczą – jedyną możliwą – może potrwać kilka miesięcy.
Janusz Zemke, 23 grudnia 2011 r.
Reformowanie Unii Europejskiej
– Polska powinna bardzo pilnować tego, jakie nastąpią zmiany w Europie, bo jesteśmy od ponad 7 lat członkiem Unii Europejskiej, odnosimy z naszego udziału w Unii cały szereg korzyści i dla nas, wszystko co byłoby niekorzystne dla Unii, co pogarszałoby sytuację wewnątrz Unii, oczywiście będzie złe.
Powinniśmy bardzo uważnie patrzeć na to, co się dzieje, ale jednocześnie być aktywnym – zgłaszać różne propozycje, dające wyraźny sygnał, że jesteśmy za silną Unią, chcemy żeby miała duży budżet, żeby Unia była solidarna, czyli – skupiała swoje środki w większym stopniu na wyrównywaniu poziomu życia i szans rozwoju wielu nowych państw członkowskich, niż na pomocy tym krajom, które sobie i tak dobrze radzą. Ja się cieszę, że Polska – późno bo późno, ale jednak się w tę dyskusję włączyła. Głos Polski o przyszłości Europy słychać.
Niestety, w naszym kraju słychać też coraz głośniej eurosceptyków. Na ich wątpliwości, skierowane głównie na wewnętrzny rynek polityczny – mam pytanie: Jeżeli im się nie podoba Unia, to czy chcą zrezygnować z gigantycznych środków, które otrzymujemy? Warto tylko przypomnieć, że oprócz setek różnych inwestycji, przykładowo w województwie kujawsko-pomorskim, na które znaczną część środków przeznaczyła Unia – mamy inwestycje wielkie, jak autostrada A1, budowana wyłącznie dzięki środkom Unii. Mam też inne pytanie: – Czy oni się godzą na to, żeby po ewentualnym wyjściu z Unii (co byłoby fatalne), Polacy znowu musieli mieć paszporty, starać się o wizy, mieli kłopoty z przekraczaniem granic w Europie, czy chcieliby, żeby Polska się wycofała z programów dla młodzieży – Erasmusa, Sokratesa? Takie pytania mógłbym mnożyć.
Osoby będące przeciwnikami Unii, a są takie i mają do tego prawo, niechże uczciwie mówią, co po wyjściu z Unii Polska by straciła. Straty byłyby – w wymiarze ogólnonarodowym, ale także w wymiarze indywidualnym – kolosalne. Dlatego zanim się coś powie, to trzeba dodawać, jakie by to rodziło skutki.
Janusz Zemke
Bruksela, 7 grudnia 2011 r.
***
Emerytury dla mundurowych
Na nowe zasady przechodzenia mundurowych na emerytury można się zgodzić, pod jednym warunkiem, że nie zmieni się warunków emerytalnych dla żołnierzy i funkcjonariuszy, którzy już są w służbie. Jeżeli zaś ten nowy system miałby objąć tych, którzy rozpoczną służbę, to ktoś wiedząc jaki będzie miał system płac, jaka go czeka emerytura – świadomie podejmie decyzję czy chce być żołnierzem czy funkcjonariuszem. Z tym się zgadzam i widzę tu sens społeczny z ekonomicznego punktu widzenia.
Jarosław Gowin – ministrem sprawiedliwości?
Odebrałem źle nominację Jarosława Gowina na ministra sprawiedliwości, podobnie jak jeszcze kilka innych.
Pan Gowin nie ma kwalifikacji prawniczych, ale to jeszcze jakoś można przeżyć, natomiast Jarosław Gowin jest głównie kojarzony i chce być ideologiem polskiego konserwatyzmu.
Ja uważam, że minister sprawiedliwości powinien być absolutnie, na ile się da osobą neutralną, obiektywną, więc nie może być ideologiem. To mnie zdumiewa, bo Jarosław Gowin ma skrajne poglądy np. na temat in vitro, aborcji, na ileś innych rzeczy, to mógłby być w resorcie np. ochrony środowiska, bo drzewom w lasach by to za bardzo nie szkodziło, ale jego resort zajmuje się żywymi ludźmi, to ideolog na jego czele nie powinien stanąć – nigdy.
Janusz Zemke
Bruksela, 23 listopada 2011 r.
Modernizacja armii...
Decyzja, jaka zapadła 3 lata temu, żeby Polska miała profesjonalne wojsko była decyzją słuszną. Popełniono jednak kilka błędów. Jeden błąd polega na tym, że utożsamiono terminy „wojsko zawodowe” i „wojsko profesjonalne”, tymczasem samo wstrzymanie poboru nie oznacza, że mamy już profesjonalne wojsko. By mieć profesjonalne wojsko trzeba znacznie więcej środków i czasu przeznaczyć na specjalistyczne szkolenie i musi być dokonany radykalny postęp w technicznym poziomie wyposażenia naszego wojska.
Niestety, obecny rząd, a mówiąc szerzej ostatnie 6 lat jest pasmem niepowodzeń, jeśli chodzi o techniczną organizację wojska. To czas stracony. Nie został przyjęty żaden duży program modernizacyjny, w sytuacji, kiedy nowy sprzęt jest zwykle wprowadzany na 25 do 30 lat.
Obecny rząd przyjął 14 priorytetów. Chcę wyraźnie podkreślić, że to jest kolejny błąd, bo jak się ma 14 priorytetów, to faktycznie nie ma się żadnego.
Postulaty, jakie zawarł SLD w swoim programie „Bezpieczna Polska” są następujące:
Na techniczną modernizację armii winno się wydawać co roku minimum 25 proc. budżetu MON-u, co by dawało kwotę około 6-7 mld złotych, jest to możliwe. Jednakże w ramach owej technicznej modernizacji należałoby skoncentrować się na trzech ważnych sprawach, a ich kolejność nie jest przypadkowa:
1. odbudowa, a właściwie stworzenie nowego systemu obrony przeciwlotniczej i przeciwrakietowej; obecny system przestanie funkcjonować za 3 lata, jeżeli nie podejmiemy w tym zakresie działań o wyprzedzającym charakterze, to polskie niebo za 3 lata będzie bez ochrony;
2. marynarka wojenna; dzisiaj przeciętny wiek okrętu wojennego w Polsce osiągnął 40 lat. Jeżeli nie podejmiemy energicznych działań, polska marynarka praktycznie przestanie istnieć;
3. program śmigłowcowy; jak się spojrzeć na problemy poszczególnych rodzajów wojsk, to wszystkie sprowadzają się do jednego – braku śmigłowców. Jeżeli siły specjalne maja działać efektywnie, to muszą mieć nowoczesne śmigłowce. Jeśli misje maja być skuteczniejsze i bezpieczniejsze, to także powinniśmy mieć większą liczbę śmigłowców.
A zatem nie 14 programów, ale metodycznie i długofalowo trzeba się skupić na owych trzech programach.
Ostatnie lata są, niestety, latami silnych napięć między wojskiem – przemysłem a nauką. Ta filozofia, którą zaczął w 2005 r. lansować PiS, filozofia polegająca na korupcyjnej podejrzliwości – jest i trwa po dzień dzisiejszy. Nie można patrzeć się na przemysł jak na przeciwnika, nie można w każdym przetargu upatrywać przede wszystkim jakichś korupcyjnych zapędów, trzeba współdziałać. My uważamy, że MON – i w interesie wojska i polskiego przemysłu powinien znacznie lepiej współdziałać z przemysłem i nauką.
Janusz Zemke, Warszawa, 15 sierpnia 2011 r.
***
Kampania informacyjna
Nie ogłoszono jeszcze terminu wyborów, więc i kampania wyborcza jeszcze nie wystartowała, choć mamy tzw. kampanię informacyjną.
Z jednej strony chcielibyśmy, by na kampanię wydawać znacznie mniej środków, a z drugiej strony, wymagamy informacji co zrobił rząd, co zrobili poszczególni parlamentarzyści. Ja jednak opowiadam się za tym, żeby wyborcy mieli pełne prawo wiedzieć co dany polityk robi.
Polityk ma obowiązek – i to podkreślam z całą mocą – obowiązek informowania o swej pracy i zamierzeniach. Ja przygotowałem specjalną broszurę o tym, co przez dwa lata zrobiłem jako poseł do Parlamentu Europejskiego. Nie dlatego, że jest kampania, bo kampania do europarlamentu będzie za 3 lata, tylko że poseł jest osobą publiczną i powinien jasno i publicznie mówić co konkretnego zrobił. W kampanii informacyjnej powinniśmy odrzucić PR, bo problem nie polega na tym, że się informuje, tylko że zwraca się uwagę na wygląd, makijaż, czy być z krawatem czy bez…
To co teraz widzę na polskich ulicach, to jest w dużym stopniu gra wizerunkowa, a nie informacja i to mnie martwi, bo wtedy w wyborach będziemy wybierali między jednym celebrytą a inną celebrytką, a ja się pytam - gdzie konkrety, fakty?
Pytam, co z tego wynika np. dla naszego województwa? Wyborcy mają prawo zapytać co się konkretnego dla okręgu wyborczego zrobiło.
Janusz Zemke
22 lipca 2011 r.
Drogie doświadczenia rządu
Podczas mojej ostatniej kadencji posłowania w Sejmie RP pracowałem w Komisji ds. Służb Specjalnych, a przez pół roku nią kierowałem. Patrząc z perspektywy tamtego doświadczenia nie rozumiem jak można było dopuścić do powierzenia tak ważnej inwestycji drogowej chińskiej firmie Covec bez sprawdzenia jej wiarygodności przez służby specjalne.
W każdym poważnym przetargu jest to jedno z podstawowych kryteriów. Cena jest też oczywiście ważnym elementem, ale jeśli oferent proponuje swoją usługę na poziomie tak niskiej ceny, prawie dwukrotnie niższej niż inni, to tym bardziej powinno to wzbudzić zainteresowanie służb i zbadanie historii zleceń wykonywanych przez tę firmę (np. realizacje w Afryce, a brak doświadczeń w Europie), a także jej obecnej sytuacji finansowej.
Po przykrych doświadczeniach rządu z próbą sprzedaży stoczni w Gdyni katarskiej firmie, której egzystencja była co najmniej tajemnicza, tutaj należało wykazać więcej ostrożności.
Nie rozumiem co robią setki pracowników ABW i CBA, którzy powinni zajmować się ochroną interesów gospodarczych państwa polskiego? Inwestycja drogowa tej miary co autostrada A2 jest niewątpliwie sprawą strategiczną dla Polski.
Uważam, że teraz – cokolwiek zaproponuje rząd, jakiekolwiek przyjmie rozwiązanie sytuacji z firmą Covec, strona polska poniesie straty, bo wyegzekwowanie od Chińczyków nawet kar zapisanych w umowie będzie bardzo trudne, a czas, jaki pozostał do Euro 2012 – zmusi do wyboru rozwiązania z poniesieniem dodatkowych kosztów.
Janusz Zemke
13 czerwca 2011 r.
***






RSS: Aktualności

