Uważam, że...
GROM kontrolowany
- Ta kontrola jest bezprecedensowa. Szczerze powiem, że nie do końca wiemy, jaka jest wewnątrz GROM-u sytuacja, dlatego że jest to jednostka, o której działaniu mówi się stosunkowo mało, jest to jednostka rzeczywiście świetna, to taka duma naszego kraju, ale tam ostatnimi czasy są różne nieczytelne rzeczy. Ja to mogę tylko mówić warunkowo. Otóż gdyby było prawdą to, co czytałem w Rzeczpospolitej, ale nie tylko, że z tej jednostki odeszli dowódcy zespołów bojowych, czyli to są w gruncie rzeczy najważniejsze osoby w jednostce, bo to oni prowadzą operacje, to zły sygnał. Dlatego, że takiego dowódcę przygotowuje się długo. Nie wystarczy, że on ma określone predyspozycje, że przejdzie wszystkie szkolenia w Polsce.
Dowódca zespołu bojowego bierze udział w różnych misjach, ale także uczy się współdziałania z podobnymi jednostkami w świecie, więc utrata takich ludzi oczywiście musi mieć wpływ na zdolność działania. Liczę na to, że pan minister Klich, kontrola, która tam pojechała, wyjaśni, jaki jest stan rzeczywisty w GROM-ie. (PR, Sygnały dnia, 3 marca 2010 r.)
Kontrola Sejmu nad misjami zagranicznymi?
- Inicjatywę grupy posłów, która przedłożyła projekt ustawy o zwiększeniu kontroli Sejmu RP nad wojskowymi misjami zagranicznymi uważam za dyskusyjną, gdyż za bezpieczeństwo państwa odpowiada rząd i Prezydent RP, a nie Sejm. Decyzje wykonawcze są wyłącznie w kompetencjach rządu i Prezydenta RP.
Pożądane by było – mówił poseł – by o misjach trwających ponad 3 miesiące i liczących ponad tysiąc żołnierzy dyskutowano w Sejmie, by rząd przedkładał informacje na ten temat.
Analizowałem jak to jest w 27 państwach, należących do NATO i tylko w trzech wprowadzono kontrole parlamentu (Hiszpania, Niemcy, Czechy), w innych pozostaje to w kompetencjach organów wykonawczych.
Zgadzam się z tym, że opinia publiczna musi wiedzieć po co, gdzie wysyła się żołnierzy na misje i jakie są tego koszty. Parlament liczący, jak u nas, 560 osób, nie powinien jednak decydować o każdej misji. (radio PiK, 15 stycznia 2010 r.)
Zwiększenie misji w Afganistanie
- Zwiększenie kontyngentu w Afganistanie o 600 żołnierzy oceniam krytycznie. Uważam, że wszystkie państwa natowskie powinny traktować swoje zobowiązania jednakowo. Tymczasem są państwa, których wysiłek jest duży: USA, Wielka Brytania, Kanada, Holandia, Niemcy i Polacy, ale są państwa, których udział w misji jest symboliczny, a już broń Boże, żeby wzięły udział w jakichś działaniach bojowych. Oczekiwałbym, żeby w NATO przeprowadzono uczciwą analizę tej sytuacji.
Nie może być tak, że wszyscy oczekują od NATO wsparcia w razie sytuacji konfliktowej, ale gdy trzeba dać swój wkład finansowy czy ludzki, to się pokazuje plecy. (Express Bydgoski, 3 grudnia 2009 r.)
Nowe przywództwo UE
- Ostatnie wybory czołowych postaci Unii pokazują sensowną, moim zdaniem, politykę personalną wspólnoty. Na szefów najważniejszych instytucji nie wybiera się silnych czy apodyktycznych przywódców wielkich państw, lecz sprawnych polityków. I co najważniejsze - zdolnych do kompromisów. Ta umiejętność w gronie 27 państw jest fundamentalna, inaczej nie byłoby mowy o współpracy.
Nowe państwa UE, głównie z naszej części Europy, mają swojego szefa Parlamentu Europejskiego - Jerzego Buzka. Państwa południowe – np. Hiszpania, Portugalia czy Włochy - szefa Komisji Europejskiej - Jose Manuela Barroso, o którym też mówiono, że nie jest wyrazistym i dynamicznym człowiekiem. Z kolei prezydent UE pochodzi z małego kraju – trudno tu więc mówić o dominacji Berlina, Paryża czy Londynu. A czy to nowe unijne przywództwo okaże się równorzędnym partnerem wobec światowych mocarstw - USA czy Chin - pokaże czas. (Gazeta Pomorska, 21 listopada 2009 r.)
Nadzór na służbami
– Obecny model, w którym szef służby podlega bezpośrednio premierowi, jest bardzo korzystny z punktu widzenia samych służb. Bo to sytuacja, w której służbom daje się pozycję, jakiej nie ma żaden szef urzędu centralnego. Tyle tylko, że premier w polskim modelu rządzenia jest niebywale obciążony obowiązkami. Założenie więc, że znajdzie czas na służby, jest czystą iluzją.
To musiałby być pakiet działań: skoro już mamy model pięciu służb, to trzeba je mądrze wkomponować w podległości. Obie wojskowe służby powinny stać się częścią sił zbrojnych. Przecież wojsko w Polsce bardzo się skurczyło: mamy 90-tysięczną armię, więc nie rozumiem, dlaczego służby, które pracują tylko dla niej, mają to robić poza resortem. Druga sprawa: formuła MSWiA. Uważam za przytomny pomysł, aby nadzór nad wojewodami przekazać albo kancelarii premiera, albo ministrowi rozwoju regionalnego. Takie działania odciążyłyby MSWiA, a wtedy pozostałe trzy służby mogły by być jego elementem. To by się trzymało kupy: bo szef resortu kontrolowałby policję, straż graniczną, ABW i CBA, których działania w wielu kwestiach są zbieżne.
Nad tymi niezwiązanymi z wojskiem. Za wojskowe odpowiedzialny byłby minister obrony. Przecież i tak szef MSWiA już dziś odpowiada za bezpieczeństwo państwa. Ale oprócz tego parlamentarnej komisji ds. służb trzeba dać uprawnienia śledcze, takie jak prokurator, bo co innego zapraszać gościa na rozmowę, a co innego żądać od niego materiałów.
(Polska The Times, 21 października 2009 r.)
Podsłuchy dziennikarzy
– Wiadomo, że zastosowano podsłuch wobec pana Wojciecha Sumlińskiego, który był podejrzany o próbę sprzedaży aneksu do raportu Antoniego Macierewicza z weryfikacji WSI. To był podsłuch bez wątpienia zastosowany zgodnie z wymogami prawa. Jestem przekonany, że na ten podsłuch były wydane wszystkie wymagane decyzje prokuratury i sądu. Podsłuchując jednak pana Sumlińskiego przy okazji podsłuchano prywatne rozmowy dziennikarzy. I tu są fundamentalne wątpliwości.
Dlaczego zgodnie z artykułem 27 ustawy o ABW te rozmowy nie zostały zniszczone. Nijak się mają do meritum sprawy podejrzeń o handel aneksem do raportu z weryfikacji WSI. A przecież podsłuch stosowano właśnie w tej sprawie.
Komisja ds. Służb i rządowe kolegium powinny się zastanowić, czy takie działania za daleko nie idą. Jest duża łatwość uzyskiwania zgody na stosowanie technik operacyjnych, w gruncie rzeczy nie ma żadnej kontroli nad działaniami służb.
Nie można się tłumaczyć, że prokurator mógł taką decyzję podjąć. Ma prawo. Tylko że trzeba jeszcze merytorycznie taką decyzję uzasadnić. A tego w tej sprawie zabrakło. (Trybuna, 19 października 2009 r.)
O aferze hazardowej
– Mimo odwołania z rządu 7 najbliższych osób premiera Tuska, nie znajduję odpowiedzi na dwie fundamentalne kwestie:
1. W wyniku blokowania prac nad zmianami ustawy, budżet państwa stracił bardzo duże pieniądze. Trzeba wyjaśnić, czy panowie w ujawnionych stenogramach rozmów tylko się popisywali przed sobą, czy też rzeczywiście ktoś skutecznie blokował wejście w życie nowej ustawy?;
2. Zdumienie posła budzą liczne przecieki stenogramów podsłuchanych rozmów. Po poinformowaniu kilku osób w państwie, przedstawiciele branży hazardowej zostali uprzedzeni, że interesuje się nimi CBA. Jak to się stało?
Odpowiedzi na te kwestie szukać musi parlamentarna komisja śledcza. Pan premier przyjął taką filozofię, że z punktu widzenia PO kluczowe są wybory prezydenckie, więc teraz nastąpiło przegrupowanie i próba pójścia do przodu. Czy taki manewr się uda? Zobaczymy. (PiK, 8 października 2009 r.)






RSS: Aktualności

