Internauci piszą...
Ból i wstyd
* Na początku lutego br. zamieściliśmy list otwarty do Prezydenta i Premiera RP oraz marszałków Sejmu i Senatu, skierowany tam przez toruńskie Stowarzyszenie KLUB POJEDNANIE dot. święta żołnierzy wyklętych. Kontynuując temat – poniżej zamieszczamy odpowiedź z Kancelarii Senatu RP z 10 marca br. oraz komentarz "Klubu Pojednanie" wysłany do Kancelarii Senatu i innych zainteresowanych 22 marca br.:
***
Warszawa, dnia 10 marca 2011 r.
DZIAŁ PETYCJI I KORESPONDENCJI
BKS/DPK–131–27665/11 JK
Stowarzyszenie „Klub Pojednanie”
Ul. Pająkowskiego 6a/13
87-100 Toruń
razem@klub-pojednanie.pl
Szanowni Państwo!
Uprzejmie informujemy, że list otwarty który przesłali Państwo m.in. do Senatu – został skierowany do Działu Petycji i Korespondencji Biura Komunikacji Społecznej Kancelarii Senatu, celem udzielenia odpowiedzi.
W liście wyrażają Państwo swój sprzeciw wobec uchwaleniu ustawy o ustanowieniu Narodowego Dnia Pamięci „Żołnierzy Wyklętych”. To nowe święto państwowe będzie obchodzone 1 marca. Ustanowienie święta w tym dniu ma szczególne znaczenie ze względu na fakt, że 1 marca 2011 r. przypada 60. rocznica stracenia na Rakowieckiej całej IV Komendy WiN (Wolność i Niepodległość). Prezydent Lech Kaczyński w swej inicjatywie ustawodawczej z 2010 r. pragnął tą drogą oddać „hołd żołnierzom drugiej konspiracji za świadectwo męstwa, niezłomnej postawy patriotycznej i przywiązania do tradycji niepodległościowych, za krew przelaną w obronie Ojczyzny”. Instytut Pamięci Narodowej był orędownikiem wprowadzenia tego święta. Po śmierci prezydenta Lecha Kaczyńskiego prezydent Bronisław Komorowski podtrzymał projekt. Rada Ministrów pozytywnie go zaopiniowała. Podczas prac legislacyjnych nad ustawą na 70. posiedzeniu Senatu na 82 obecnych senatorów wszyscy głosowali za ustanowieniem święta. W Sejmie za przyjęciem ustawy głosowało 406 z 417 obecnych posłów, 8 było przeciw, 3 wstrzymało się od głosu. Prezydent podpisał ustawę 8 lutego 2011 r. i została ona opublikowana w dzienniku ustaw (Dz. U. Nr 32, poz. 160).
Dziękujemy za podzielenie się opinią na temat historii i związanych z wydarzeniami historycznymi oraz ich różnym postrzeganiem – konfliktów społecznych i politycznych.
Wprawdzie parlamentarzyści nie podzielają Państwa stanowiska, na co wskazuje uchwalenie powyższej ustawy, ale pragniemy podkreślić, że zarówno opinie, jak i wnioski wynikające z indywidualnych przemyśleń i doświadczeń obywateli są senatorom przekazywane, stanowią one cenne źródło informacji o nastrojach i oczekiwaniach społecznych.
Z wyrazami szacunku
Główny specjalista
Jolanta Krynicka
***
KANCELARIA SENATU
BIURO KOMUNIKACJI SPOŁECZNEJ
DZIAŁ PETYCJI I KORESPONDENCJI
Wasz znak: BKS/DPK–131–27665/11 JK
Dzień dobry,
Witamy Panią oraz wszystkich, którzy zechcieli rzucić okiem na nasz List otwarty – Protest z dnia 5 lutego 2011r. wobec uchwalonego przez Sejm, Senat i Prezydenta nikczemnego święta tzw. „Dnia żołnierzy wyklętych”, witamy również tych, którzy zechcą łaskawie spojrzeć na poniższy tekst.
Odpowiadając na pismo znak jw. z dnia 10 marca 2011r. pozwalamy sobie na wstępie zwrócić uwagę, że wysłaliśmy do Państwa (a także do Kancelarii Sejmu, Prezydenta i Premiera) nasz List otwarty – Protest nie tylko drogą elektroniczną lecz przede wszystkim tradycyjnie, to znaczy przesyłką poleconą-priorytetową (Urząd Pocztowy Toruń 1, dnia 16.02.2011r., nr nadania: 199935692), na którą – jak zwykle - nie otrzymaliśmy żadnej odpowiedzi. Bowiem za wyjątkiem kilku osób nikt inny, żaden poseł, żaden senator, ani urzędnik czy dziennikarz nie raczył nawet ust otworzyć. Ale to przecież standard w III RP, więc nie bądźmy małostkowi.
Na początek wyjaśnienie.
My, ludzie znikąd, z najniższego szczebla drabiny społecznej, zepchnięci na margines życia, ale znający to życie lepiej niż Prezydent, Sejm, Senat, Premier i cały establishment III RP razem wzięty; my, ludzie pogardzani, ośmieszani i znienawidzeni za swe poglądy; my, ludzie z obu stron „zaprzeszłej barykady”, ludzie Socjalizmu i Solidarności, realizujący i propagujący idee Zgody i Pojednania – zranieni do żywego wykreowaną przez III RP ideologią nienawiści i zemsty - pragniemy jeszcze raz wyraźnie i dobitnie, bez ogródek i bez fałszu, bez hipokryzji i bez interesu osobistego, bez pychy i agresji oświadczyć, że:
… ustawa z 3 lutego 2011r. honorująca świętem państwowym tzw. „żołnierzy wyklętych” czyli zbrodniarzy, którzy po 1944 mordowali przedstawicieli państwa polskiego i władzy ludowej jest kolejnym, po Konstytucji, Ustawie IPN i ustawach represyjnych wobec ludzi Polski Ludowej i Socjalizmu świadectwem kulturowego i cywilizacyjnego regresu, intelektualnego i etycznego upadku. To kolejne świadectwo nienawiści, zła i nieprawości panującej w III RP, w środowisku elit sprawujących władzę, a także w części społeczeństwa poddanego niegodziwej manipulacji.
Uhonorowanie zbrodniarzy, czyli tzw. „żołnierzy wyklętych” świętem państwowym i równocześnie wyrażenie w Ustawie sejmowej z 3 lutego 2011r. niebywałej nienawiści i pogardy do Polski Ludowej, do Socjalizmu i ustroju sprawiedliwości społecznej świadczy o osiągnięciu przez establishment i elity sprawujące władzę w III RP cywilizacyjnego regresu i kulturowej zapaści, tej zapaści, której jakimś echem i konsekwencją była katastrofa smoleńska.
Kto myśli ten rozumie !
Natomiast przywołanie orędownictwa Instytutu IPN jako etycznego uzasadniania i intelektualnego zaplecza dla tej nikczemnej ustawy jest hańbą, jest potwarzą dla ludzi broniących i budujących przez dziesięciolecia Polskę Ludową i ustrój sprawiedliwości społecznej, naszego wspólnego państwa. Bowiem Ustawa IPN degradując i wykluczając z życia społecznego tych ludzi i przyrównując ich do nazistów i SS-manów a Polskę Ludową i Socjalizm do III Rzeszy i hitleryzmu jest zbieżna z Ustawami Norymberskimi, które w sposób arbitralny wykluczały z życia społecznego określoną grupę ludzi odbierając im godność i prawa. To kolejny dowód jak ideologia neofaszystowska zawarta w Ustawie IPN zniewala i niszczy ludzką świadomość, ludzką kulturę i ludzki rozum. Niestety, od tego niszczycielskiego trendu nie ma już odwrotu, to działa jak nowotwór.
Konkluzja.
Nasze Stowarzyszenie Klub Pojednanie ma świadomość, że niczego nie zmieni; że nie zmienimy ani zepsutej kultury, ani zepsutej polityki, ani zepsutego prawa. Ale chcemy chociaż ujawnić to zepsucie i wskazać kto jest za nie odpowiedzialny.
I dać świadectwo prawdzie. Ból i wstyd.
Prosimy o przekazanie powyższej refleksji adresatom naszego Listu otwartego i zainteresowanym.
Z poważaniem
Stowarzyszenie „Klub Pojednanie”
Toruń, 22 marca 2011 r.
PS.
Ponieważ nasz List otwarty – Protest z 5.02.2011 r. był przeznaczony do wiadomości publicznej pozwalamy sobie również ten komentarz wraz z załącznikami przesłać do kilku wybranych adresatów.
***
Dezubekizacja, a Polska gospodarka rynkowa
1. Wprowadzenie
a/ główne tezy do dyskusji:
– Rzeczywistość społeczną, gospodarczą i polityczną większych, czy mniejszych grup obywateli, narodów można różnie kształtować. Tezy te można dyskutować w aspektach historycznych i geograficznych, na gruncie: Polski, Europy, Azji, itd.
– W dyskusji o myśleniu historyczno-geograficznym współczesnego człowieka można podkreślać różne możliwości kształtowania świadomości człowieka od urodzenia po dorosłość, które byłyby najkorzystniejsze do eksponowania ich dla potrzeb jednostki, grup społecznych, narodowościowych, państwowotwórczych. Dla społecznego bytu człowieka istotną rolę odgrywa tu genetyka a w tym teza, że człowiek (o ile nie występuje u niego oligofrenizm) po urodzeniu jest „tabula rasą” – czystą niezapisaną kartą. Zasadne jest wskazywanie w tym miejscu na rolę jaką w kształtowaniu człowieka mogą mieć środowiska rodzinne i opiekuńcze, grupy rówieśnicze, szkoła, religia, kościoły i związki wyznaniowe, czy też aparat administracyjno-państwowy, a w tym sama jednostka/człowiek. W moich dyskusjach z interlokutorami pojawiały się wypowiedzi, że dla potrzeb niektórych przywódców państwowych/narodowych niezależnie od kraju na Globie niedouczony obywatel ale posłuszny jest najkorzystniejszy?!
– Wprowadzony w Polsce po 1945 roku system społeczno-ekonomiczny w założeniach teoretycznych bardzo humanitarny wymagał od realizującego go społeczeństwa potężnej wiedzy naukowej i praktycznej, a w tym technicznej, a także odpowiednich środków i nakładów. Społeczeństwo było do tego systemu nieprzygotowane, a majątek narodowy prawie zerowy. Władze starając się wprowadzić ten system bazowały z konieczności na ludziach przypadkowych, nieprzygotowanych itd. itp., pojawiały się elementy przemocy i uszczęśliwiania oraz unieszczęśliwiania na siłę. W Polsce dość szybko po 1945 r. edukowano obywatela bogatego w szeroką wiedzę historyczną, geograficzną, co wywoływało różne inspiracje nie tylko poznawcze do bezpośredniego oglądu całości życia ludzkiego w innych krajach na Globie, a co jednak stawało w opozycji do potrzeb i możliwości gospodarki oraz rozwiązań prawnych.
– Widoczne w Polsce kłopoty w istniejącym w latach 80. systemem społeczno-gospodarczym były efektem/pokłosiem również zdarzeń z lat 70., kiedy to słuszne w założeniach pobierania pożyczek zagranicznych, a także kredytowane zakupy linii technologicznych, maszyn i sprzętu technologicznego, do którego nie byli najczęściej przygotowani polscy robotnicy czy też technicy, wywołało spiralne zadłużanie kraju wobec zagranicy, w efekcie czego spotęgowało się niezadowolenie społeczne, a na bazie tych niezadowoleń powstał prawie 10-milionowy solidarnościowy front obywateli na czele z Lechem Wałęsą.
– System centralnego zarządzania nazywany też nakazowo-rozdzielczym nie był na ogół akceptowany przez społeczeństwo, społeczeństwo wykazywało tendencje i chęci do współgospodarowania majątkiem narodowym. Nie był jednak społeczeństwu znany system społecznej gospodarki rynkowej, a tzw. prywaciarze byli wiązani z kapitalistyczną gospodarką rynkową i traktowani najczęściej „po macoszemu”. W związku z tym zasadnym jak sugerowali w latach 80., dość radykalnie, moi rozmówcy – było modyfikowanie istniejącego systemu społeczno-gospodarczego w kierunku stopniowego prywatyzowania – przez komunalizowanie – przedsiębiorstw z co najmniej 50-procentowym udziałem skarbu państwa. Uznawano słusznie, że wtedy pracownicy czuliby się współgospodarzami takich przedsiębiorstw, a ewentualne niepowodzenia w efektach funkcjonowania takich przedsiębiorstw nie zrzucaliby automatycznie na rząd, partię itd. W takich sytuacjach likwidacja czy przekształcenia przedsiębiorstw nie byłyby społecznie negowane, tak jak to było wtedy powszechnie postrzegane.
– W latach 80. w środowiskach inteligenckich akceptowano szeroko rozumianą indywidualizację, jednak nie było to w pełni realizowane w szkolnictwie, ani też i w przemyśle. Przez co twórcza myśl naukowa uciekała. Naukowcy, czy stypendyści pozostawali poza krajem.
– W latach 80. społeczeństwo było najczęściej informowane przez tzw. podziemną literaturę o nieprawidłowościach w systemie społeczno-gospodarczym i politycznym nie wskazując najczęściej jednak na możliwości jego modyfikacji. Moi rozmówcy podkreślali, że każda zmiana zjawisk społeczno-ekonomicznych powinna następować ewolucyjnie poprzez przygotowanie najpierw bazy technologicznej, legislacyjnej i edukacyjnej społeczeństwa. Najczęściej nie akceptowano zmian dokonywanych w sposób rewolucyjny.
– W latach 80. najczęściej rozmówcy podkreślali, że w ich otoczeniu panuje przekonanie, że władze powinny dogadywać się z ruchem solidarnościowym tak, by społeczeństwo o tym wiedziało. Akceptowano w tym względzie wspólne rozmowy rządu z przywódcami „Solidarności”. W trakcie tych negocjacji (mówiąc naukowym językiem dnia dzisiejszego) powinien być wypracowywany konsensus, tak aby nie było podejrzeń, że któraś ze stron chce oszukać drugą. Postulowano ponadto, aby powolne zmiany ewolucyjne obejmowały wszystkie kraje bloku państw RWPG. Przy okrągłym stole zwyciężyła koncepcja radykalna (korzystna dla potrzeb polityki międzynarodowej, ale dość niekorzystna dla rozwiązań dobrosąsiedzkich).
– Każdy z rozmówców negował relacje jakie powstały pomiędzy władzami a Kościołem katolickim po 1984 roku. Stwierdzano jednoznacznie, że sprawa księdza Popiełuszki i jego zamordowanie wpłynie negatywnie na negocjacyjne modyfikowanie systemu i zjawisk społeczno-politycznych.
– Obecnie coraz więcej obywateli uznaje, że filozofia okrągłego stołu z końca lat 80. – słuszna w swoich założeniach – była za szybko wdrażana i poszła w złym kierunku. „Pokrzywdzeni” tego nie mówią wprost, bowiem nie akceptując prywatnej gospodarki rynkowej nie widzą siły politycznej, która bardziej ucywilizowałaby, „uspołeczniłaby” ten typ rozwiązań ekonomiczno-gospodarczych.
– Prawie podobnie jak w 1945 roku społeczeństwo nie było przygotowane w 1990 roku do nowej formacji społeczno-politycznej, a nieznana dla przeciętnego robotnika prywatna gospodarka rynkowa połączona z typową kapitalistyczną prywatyzacją, odbiegająca od gospodarki uspołecznionej negatywnie skutkuje po dzień dzisiejszy. W środowiskach inteligenckich wskazywano na początku lat 90. na zgubne w skutkach realizacje tej polityki na obszarze szczególnie „ściany” wschodniej. Wydaje się, że nie ma potwierdzeń tej tezy w analizach socjologicznych (bo pewnie nikt takich badań nie prowadził).
– Rozwiązania polityczne oraz społeczno-gospodarcze po 1989 r. „ładnie” wkomponowały się w europejskie, światowe (ale też i krajowe) potrzeby, co skutkowało łatwym przyjęciem nas do UE i NATO.
– Balast złych rozwiązań gospodarczych po 1989 roku – dla przeciętnego człowieka – powoduje, że mamy tak mało zwolenników nurtów lewicowych.
– Odrębną kwestią są społeczne skutki wprowadzenia prywatnej i społecznej gospodarki rynkowej, które mogą ze sobą wspaniale koegzystować.
2. Systemy i formy prowadzenia działalności gospodarczej, niektóre definicje – /propozycja/.
System gospodarczy – to system zarządzania gospodarką, z charakterystycznymi typami instytucji i mechanizmów regulacyjnych.
Dopełnieniem każdego systemu gospodarczego jest układ zjawisk sfer realnej gospodarki. Scharakteryzowanie występujących w nim elementów pozwala na stosunkowo łatwy opis istoty dowolnego systemu gospodarczego. Faktyczne systemy stanowią zawsze kombinację elementów i rozwiązań występujących w układzie.
Można wyróżnić następujące typu systemów gospodarczych:
– autonomiczny system gospodarczy (zwany także zdecentralizowanym lub czysto rynkowym);
– scentralizowany system gospodarczy.
Ww. skrajne modele systemu gospodarczego odzwierciedlają wprawdzie kompozycje elementów niewystępujących „w czystej postaci”, jednakże wszystkie faktycznie istniejące systemy da się zlokalizować w przedziale, którego brzegi wyznaczają wyżej wymienione systemy skrajne. Z reguły bowiem mamy do czynienia z systemami mieszanymi, przy czym dotyczy to nawet państw, których gospodarki były przez zachodnich ekonomistów określane jako centralnie planowane. Nawet w tych państwach nie były spełnione wszystkie założenia modelu scentralizowanego.
Autonomiczny system gospodarczy – to jeden z modelowych rodzajów systemu gospodarczego.
Założenia systemu:
– wszystkie występujące w gospodarce podmioty są własnością prywatną;
– wszystkie fundamentalne decyzje przedmiotowe mają charakter autonomiczny;
– wszystkie elementy układu regulacji są autonomiczne – subsystem parametrów regulacyjnych, pobudzania, zasilania i planowania.
Założenia systemu autonomicznego wykluczają prowadzenie w jego ramach jakiejkolwiek polityki gospodarczej bowiem:
– brak tu podmiotów, które mogłyby prowadzić taką politykę, a prywatne podstawowe podmioty nie mogą tego robić,
– polityka gospodarcza już z definicji oznacza centralną ingerencję w kształtowanie się fundamentalnych decyzji przedmiotowych, zaś ich autonomiczność musi oznaczać brak polityki gospodarczej państwa,
– nawet gdyby pojawił się podmiot generujący cele polityki gospodarczej, nie miałby szans na ich realizację, ponieważ istnienie autonomicznego systemu polityki gospodarczej wyklucza istnienie jakichkolwiek instrumentów polityki gospodarczej.
Skrajny system autonomiczny jest jedynie modelem, w rzeczywistości nigdzie nie występuje. Realnie istniejące systemy gospodarki rynkowej zawsze zawierają pewną dozę elementów i rozwiązań o charakterze centralnym, na co wskazywał nawet Milton Friedman, zagorzały orędownik systemu rynkowego.
Centralny system gospodarczy – przeciwieństwo autonomicznego systemu gospodarczego. Jest to taki sposób prowadzenia gospodarki, który opiera się na następujących założeniach:
– wszystkie występujące w gospodarce podmioty są publiczne, brak własności prywatnej;
– wszystkie fundamentalne decyzje przedmiotowe mają charakter centralny;
– wszystkie elementy układu regulacji są centralne.
Cele centralnej polityki gospodarczej:
– Z założeń systemu centralnego można wyprowadzić tylko ogólne narzędzia polityki gospodarczej, nie da się za to wyprowadzić pełnego wektora celów tej polityki, ponieważ jest on wynikiem dążeń władz danego państwa.
– W państwach o systemach gospodarczych zbliżonych do scentralizowanego, systemy polityczne są oparte na hegemonii jednej partii, z czego wynika, że cele polityki gospodarczej muszą być związane z utrzymaniem hegemonii przez tę partię.
W polityce gospodarczej prowadzonej w takich warunkach muszą więc występować:
a/ – cele systemowe (dążenie do wprowadzania i utrzymywania reguł funkcjonowania oraz instytucji zgodnych z założeniami systemu scentralizowanego);
b/ – cele strukturalne (to organy władzy decydują o strukturze dóbr i usług dostępnych w danej gospodarce, a także o alokacji, sposobie wytwarzanie i podziale tych dóbr oraz usług);
c/ – cele mikroekonomiczne (dążenie do rozwoju określonych sektorów przemysłu, rolnictwa, budownictwa mieszkaniowego, sfery świadczącej usługi zdrowotne, edukacyjne itp.);
d/ – mogą występować także dążenia do zapewnienia szybkiego tempa wzrostu gospodarczego, utrzymania stanu pełnego wykorzystania czynników wytwórczych, zrównania poziomu życia wszystkich warstw społecznych, przy czym występowanie tych celów zależy wyłącznie od inwencji szczebla centralnego, nie zaś od ich osiągalności.
Główne działania władz w gospodarce planowanej centralnie:
a/ – Podmioty prowadzące politykę gospodarczą muszą być podporządkowane władzy, która jest orędownikiem systemu i określonych celów polityki gospodarczej. Muszą mieć strukturę dopasowaną do zakresu swych działań. Czyli –
im większa skala gospodarki, tym bardziej rozbudowana powinna być struktura biurokratyczna centralnego szczebla.
b/ – Polityka gospodarcza powinna być nastawiona na rozwój silnego aparatu przymusu i kontroli, są one bowiem siłą napędową całego systemu. Aparat kontroli i represji jest potrzebny do zwalczania przeciwników systemu totalitarnego (idącego zazwyczaj w parze z centralnym systemem gospodarczym) oraz do zmuszania społeczeństwa do podporządkowania się wydawanym centralnie poleceniom.
c/ – Głównym instrumentem polityki gospodarczej w systemie scentralizowanym są normy, przybierające postać zapisów w aktach, które regulują strukturę podmiotową, własnościową i decyzyjną systemu gospodarczego. Występują także w formie ustalanych centralnie parametrów regulacyjnych, wśród których najważniejsze są limity i nakazy. Takie parametry regulacyjne osłabiają znaczenie parametrów cenowych, gdyż podstawowe podmioty systemu gospodarczego są biernymi wykonawcami nakazów, przybierających postać zadań planowych.
W systemie centralnym może być prowadzona polityka autarkiczna (samowystarczalność), zaś w wypadku prowadzenia polityki zewnętrznej jest ona ograniczona tylko do zasad naturalnej wymiany produktów, w związku z czym gospodarki o systemie scentralizowanym skłaniają się do kontaktów gospodarczych z państwami o podobnych systemach.
Scentralizowany system gospodarczy, podobnie jak autonomiczny, jest modelem skrajnym, nieodzwierciedlającym rzeczywiście funkcjonujących systemów.
Z historii wiadomo, że gospodarki, w których usiłowano wprowadzić w życie idee takiego systemu, cechowała niezwykle niska efektywność, ponadto nie sprzyjały one osiąganiu celów społeczeństw.
Realnie istniejące gospodarki nigdy nie spełniały wszystkich założeń systemu scentralizowanego, choć ich funkcjonowanie było oparte na doktrynie właśnie takiego systemu. Zazwyczaj istniał w nich określony margines własności prywatnej oraz pewien zakres autonomicznych decyzji przedmiotowych. I choć znaczna część dochodu społeczeństwa była scentralizowana, to pewna jego część pozostawała na szczeblu podstawowych podmiotów systemu gospodarczego, co jest niezgodne z założeniami systemu.
Elementy gospodarki rynkowej: społecznej i prywatnej – nieco inaczej.
Systemy te obejmują: rynek i jego mechanizmy, a do podstawowych jego elementów należą poziome i pionowe stosunki rynkowe i sposoby podejmowania decyzji ekonomicznych w zakresie głównych wyborów, samodzielne podmioty gospodarcze zdolne do podejmowania decyzji, parametry i mechanizmy rynkowe, tj. popyt, podaż, ceny, stopa procentowa, kurs walutowy, konkurencja, itp., zasady ekonomiczne, preferencje i mechanizmy polityki gospodarczej obejmujące niezbędne instytucje, instrumenty i systemy motywacyjne wpływające na postawy i decyzje podmiotów gospodarczych, instytucje finansowe systemu rynkowego służące do funkcjonowania i zasilania podmiotów w gospodarce (banki, giełdy, instytucje ubezpieczeniowe, obrót papierów wartościowych) oraz inne podmioty rynkowe, doradcze, itp.
System gospodarczy, to inaczej system ekonomiczny. Taki system jest także określany jako zespół instytucji związanych z podejmowaniem oraz realizacją decyzji ekonomicznych, razem ze wszystkimi podmiotami ekonomicznymi. System gospodarczy ma za zadanie określić co, kto, a także jak decyduje o tym, które z dóbr powinny być wytwarzane i w jakich ilościach.
Kolejną jego funkcją jest określenie jak wytwarzanie uzupełniających się produktów ma być bilansowane, a także koordynowane pod kątem zaspokojenia różnorodnych potrzeb społecznych.
Ważne jest także to, w jaki sposób dokonywany jest podział globalnego produktu społecznego między członków społeczeństwa.
Poszczególne systemy gospodarcze można wyróżnić na podstawie takich kryteriów jak choćby własność środków zwane konkurencyjnymi, gdzie systemy gospodarki rynkowej regulowane są jedynie w niektórych fragmentach, a całość wymiany sterowana jest poprzez działanie mechanizmów wolnorynkowych?!. Z kolei mechanizmy wolnorynkowe to wzajemne oddziaływanie na siebie popytu, podaży, kształtowanie się ceny, czyli ogólnie rzecz ujmując jest to samoczynnie działający rynek.
Drugim systemem, jaki można tu wyrazić jest system gospodarki regulowanej administracyjnie.
System ekonomiczny, który funkcjonuje w danej gospodarce, decyduje o jej wynikach ekonomicznych, ale także nadaje jej ramy prawne, organizacyjne i instytucjonalne. W ten sposób system ten kształtuje efektywność ekonomiczną gospodarki i daje solidne fundamenty do kształtowania się sprawiedliwości społecznej. Nie można jednak zapominać, że tak ważne kategorie, jakimi są efektywność i sprawiedliwość, decydują o losach jednostek gospodarujących, ale również są przez nie determinowane.
T. Kowalik, definiując pojęcie systemu ekonomicznego, twierdzi, że „jest to zespół, kompleks organizacji, gospodarstw domowych oraz jednostek działających według określonych zasad, bodźców, nakazów i zakazów, w dziedzinie produkcji, podziału, wymiany i konsumpcji dóbr i usług”.
W teorii ekonomii wspomina się o dwóch dużych megasystemach, jakimi są system socjalistyczny i system kapitalistyczny. W każdym z nich poszukuje się pewnego rodzaju subsystemów, które w ogólności nawiązują do danego megasystemu, ale wyróżniają się pewnymi specyficznymi cechami.
Jako jeden z takich subsystemów w stosunku do gospodarki kapitalistycznej można potraktować koncepcję społecznej gospodarki rynkowej, która powstała na bazie ordoliberalizmu wywodzącego się z kolei z nauki klasycznego liberalizmu. Zdaniem T. Kowalika podłoże do koncepcji społecznej gospodarki rynkowej stanowiło negowanie faszyzmu i jego gospodarki wojennej oraz przeciwstawienie się biurokratycznemu planowaniu w krajach sowieckich (vide: T.Kowalik), połączone z totalitaryzmem politycznym.
Twórcy ordoliberalizmu dokonali krytycznej oceny roli państwa w polityce gospodarczej wyznaczonej przez liberałów. Zdaniem ordoliberałów, by zagwarantować wolność jednostki w życiu społecznym i gospodarczym oraz jej odpowiedzialność, konieczne jest radykalne przekształcenie pozycji i zadań państwa w gospodarce.
Klasyczny liberalizm pozostawił decyzjom rynkowych podmiotów gospodarczych zarówno kształtowanie ładu gospodarczego, jak też samego przebiegu procesu gospodarowania. Przedstawiciele myśli liberalnej sądzili, że na całkowicie wolnym rynku konkurencja i konkurencyjny ład gospodarczy ukształtują się niejako same z siebie. Według ordoliberałów takie podejście było błędne, ponieważ „jednostki dysponujące na rynku pełną swobodą kształtowania
zarówno przebiegu własnej działalności gospodarczej, jak i form ładu gospodarczego zawsze będą bowiem czyniły z tego użytek przede wszystkim w swoim własnym, egoistycznym interesie”. Można się spodziewać, że będą one próbowały zdobyć przewagę w stosunku do konkurentów, a uzyskawszy pozycje monopolistyczne lub przynajmniej oligopolistyczne, będą chciały wyzwolić się spod działania mechanizmu konkurencji rynkowej, określanej przez W. Lippmanna jako „bezlitosna dyktatura rynku”.
W. Eucken uważał nawet, że w każdej gospodarce rynkowej mamy do czynienia z występowaniem ciągłych tendencji do wypierania konkurencji i zastępowania jej przez monopole i oligopole. Z tego powodu stawiał przed państwem zadanie zapobiegania tworzeniu się na rynkach struktur monopolistycznych, mogących dysponować władzą gospodarczą.
Z kolei inny ordoliberał, F. Böhm, określał konkurencję rynkową jako jedyną skuteczną procedurę służącą ograniczaniu władzy podmiotów gospodarczych. Czeski polityk i liberał V. Klaus stwierdził, że od Euckena nauczył się tego, iż konkurencyjna gospodarka
rynkowa nie jest w żadnym razie „prawem natury”, ponieważ nieustannie zagrażają jej silne grupy interesów. Dlatego też musi ona cały czas być chroniona przez politykę kształtowania ładu gospodarczego.
Ordoliberałowie wskazywali na to, że błąd myślowy klasycznego liberalizmu, polegający na rozszerzeniu zakresu obowiązywania zasady leseferyzmu również na kształtowanie ładu gospodarczego, miał wysoce negatywne skutki. Konkurencyjny ład gospodarczy jest z definicji ładem bez jakichkolwiek przywilejów dla podmiotów gospodarczych.
Zdaniem A.F. von Hayeka „indywidualizm liberalny wypowiada się przeciwko wszelkim zapisom o specjalnych uprawnieniach i sprzeciwia się ich ochronie, czy to poprzez regulacje ustawowe, czy też zastosowanie przemocy, jeżeli nie opierają się one na ustawach, które stosowane są wobec wszystkich”. Jednakże nawet w przypadku jednakowych reguł gry dla wszystkich podmiotów jest możliwe, a często wręcz nieuniknione, że niektórzy jej uczestnicy (bądź też ich grupy) dostrzegą możliwość osiągnięcia dodatkowych korzyści dzięki nieprzestrzeganiu tych reguł. Może to następować poprzez wykorzystywanie swojej pozycji rynkowej do wymuszenia akceptacji takiego stanu przez inne podmioty bądź też poprzez wywieranie wpływu na państwo w celu uzyskania określonych przywilejów. Tego rodzaju działania wynikają z dążenia podmiotów do poszukiwania renty (rent seeking).
Sposobem na zagwarantowanie państwu roli niezależnego arbitra jest, zdaniem ordoliberałów, równoczesne ukształtowanie ładu politycznego i gospodarczego. Zdaniem W. Euckena bez konkurencyjnego ładu gospodarczego państwo nie może działać skutecznie w polityce gospodarczej, a zarazem bez skutecznej państwowej polityki gospodarczej ład konkurencyjny w ogóle nie może być zbudowany.
W związku z tym ordoliberałowie proponują tak ukształtować konstytucję, aby ograniczała możliwości przyznawania przez państwo przywilejów określonym podmiotom bądź też chronienia ich przed konkurencją rynkową i jej skutkami. Konstytucja tego rodzaju powinna uniemożliwiać poszczególnym podmiotom gospodarczym uzyskiwanie pozycji przewagi w odniesieniu do innych uczestników gry rynkowej. Ma to zapobiegać uzyskiwaniu przez jedne podmioty dodatkowych korzyści (kosztem innych) nieznajdujących uzasadnienia w wynikach działalności gospodarczej, weryfikowanej w sposób obiektywny przez ceny ustalane na wolnokonkurencyjnym rynku.
Termin „społeczna gospodarka rynkowa” przypisywany jest w literaturze Ludwigowi Erhardowi, który definiował ją jako nowoczesną gospodarkę rynkową będącą przeciwieństwem gospodarki centralnie planowanej, zdolną do elastycznego reagowania na zmieniające się preferencje konsumentów, leżące u podstaw zapewnienia wolności wyboru.
Model ten powinien wykazywać dużą dbałość o efektywność gospodarowania, jednakże przy założeniu wypełniania funkcji socjalnych. Ma być połączeniem gospodarki konkurencyjnej z wysokim stopniem interwencjonizmu nastawionego na aspekty socjalne.
Z kolei w ramach klasyfikacji modeli kapitalistycznych, zaproponowanej przez F.L. Pryora, znajdujemy główne cechy społecznej gospodarki rynkowej. W tak przedstawionym podejściu zastanawia i wyraźnie kontrastuje z wcześniej zaprezentowanymi definicjami pokazanie cech społecznej gospodarki rynkowej, a szczególnie, obok znacznej roli państwa i dużego zakresu.
Dla naszych rozważań wprowadźmy jako propozycje dwie definicje:
Społeczna gospodarka rynkowa, to taka gospodarka rynkowa, w której wygenerowany zysk ze środków społecznych jest przeznaczany na cele społeczne (w tym socjalne).
Prywatna gospodarka rynkowa to taka gospodarka rynkowa w której wygenerowany zysk ze środków prywatnych jest przeznaczany na cele prywatne (również społeczne – altruizm przedsiębiorcy).
Wydaje się, że bliskie powyżej proponowanej definicji społecznej gospodarki rynkowej są nurty partii lewicowych.
Wydaje się, że bliskie powyżej proponowanej definicji prywatnej gospodarki rynkowej są nurty partii prawicowych.
Rozważmy funkcjonowanie (praktyczne i możliwe do zaistnienia w warunkach RP po transformacji ustrojowej) następujących dwóch podmiotów prawa gospodarczego:
1. Często w szkole publicznej na zasadach wynajmu lokalu/sal lekcyjnych itd. prowadzi działalność gospodarczą osoba fizyczna na własny rachunek, która wykorzystując środki społeczne (określona kwota na każdego zapisanego – niekoniecznie uczęszczającego na zajęcia) generuje zysk. Nie ma rozwiązań legislacyjnych, które obligowałyby taki podmiot (właściciela) do przeznaczenie części tego zysku np. na zakup sprzętu i środków dydaktycznych. Uczniowie tego podmiotu korzystają ze sprzętu publicznej placówki, a wygenerowany zysk pozostaje w zasobach właściciela.
2. Na bazie straszliwej powodzi nękającej kraj można stworzyć wizję budowy w ciągu np. 4–6 najbliższych lat akwenów retencyjnych wokół Wisły i Odry (ale nie tylko tych rzek), które powstałyby na gruncie ww. filozofii społecznej gospodarki rynkowej, gdzie udziałowcami w tych przedsięwzięciach byłyby gminy, województwa, a także biznesmeni krajowi i zagraniczni oraz chętni obywatele. Wokół tych akwenów oczywiście konieczne byłyby inne inwestycje np. o charakterze sportowo-rekreacyjnym itp.
3. Analiza historyczna budzi refleksje, czy w wyniku transformacji mogłyby istnieć PGR-y (lub wiele innych podmiotów życia gospodarczego w PRL) jako spółki komunalne (gminne, miejskie itp.) z rozwiązaniami społecznej gospodarki rynkowej?!
W reasumpcji rodzi się teza oczywiście mało odkrywcza, iż w warunkach RP mogą wspaniale koegzystować podmioty prawa gospodarczego z zachowaniem zarówno lewicowości, jak i rozwiązań prawicowych. Wydaje się przy tym, że więcej społeczeństwa byłoby aktywnego w życiu społeczno-gospodarczym z wizją wyraźnego wzrostu gospodarczego (w tym twórczego).
Należy podkreślić, że społeczna gospodarka rynkowa jest terminem zawartym w polskiej Konstytucji RP. Jej Art. 20 stwierdza, że: "Społeczna gospodarka rynkowa, oparta na wolności działalności gospodarczej, własności prywatnej oraz solidarności, dialogu i współpracy partnerów społecznych stanowi podstawę ustroju gospodarczego Rzeczypospolitej Polskiej".
Józef Kuciński
(dane adresowe autora do wiadomości posła Zemke, 17 marca 2011 r.)
***
Podkomisja Praw Człowieka PE nie zajmie się emeryturami...
* Odpowiedź europosla Janusza Zemke na jeden z listów:
Bardzo dziękuję za nadesłaną opinię prawną do wniosku złożonego w Trybunale Konstytucyjnym przez Zarząd Główny NSZZ Policjantów w sprawie ustawy drastycznie obniżającej świadczenia emerytalne b. funkcjonariuszy służb.
Pragnę zaznaczyć, że z tezami tej opinii się zgadzam. Niestety jednak, Podkomisja Praw Człowieka PE najprawdopodobniej nie zajmie się tą sprawą, co wynika głównie z faktu, że podkomisja, w której jestem wiceprzewodniczącym – analizuje przestrzeganie praw człowieka, przede wszystkim poza granicami Unii Europejskiej. Unia przeznacza rocznie kwotę 1,3 miliarda euro na pomoc humanitarną dla wielu państw, zwłaszcza w Afryce i Azji (dziś, przykładowo, rozpatrywaliśmy sytuację w Etiopii). Jednym z warunków uzyskania tej pomocy jest przestrzeganie elementarnych praw człowieka – zaniechanie wykonywania kary śmierci, tortur, okrutnego traktowania kobiet i dzieci, aresztowania opozycji politycznej i związkowej.
Do tej pory nie było przypadku, by podkomisja zajmowała się sprawami socjalnymi, w tym zasadami wymiaru świadczeń emerytalnych, w jakimkolwiek z 27 państw należących do Unii Europejskiej. Parlament uważa, że do rozstrzygania tych sporów właściwy jest Europejski Trybunał Praw Człowieka w Strasburgu.
Oczywiście, jako wiceprzewodniczący Podkomisji Praw Człowieka, podjąłem rozmowy z pozostałymi członkami prezydium, aby wpisać tę bulwersującą sprawę do porządku dziennego jednego z jej posiedzeń, jednak spotkałem się z odmową, gdyż byłby to precedens w ponad 50-letnim funkcjonowaniu Parlamentu Europejskiego.
Z pozdrowieniem
Janusz ZEMKE
Bruksela, 14 marca 2011 r.
***
Emerytury-renty pracowników służb do "naprawy"– cd. nastąpi?
"Rzepa" piórem red. Cezarego Gmyza ujawniła "rewelacje"? "Rzeczpospolita" ustaliła: "Tysiące byłych wysokich oficerów SB uniknęło obniżki emerytur. Jak? Uciekając na renty zdrowotne. Esbecki sposób na rentę. Oliwy do ognia dolał internet: Byli SB-cy zaczęli masowo chorować.
"Przy okazji dyskusji o reformie OFE rządowi eksperci odkryli, że ustawa ograniczająca emerytury byłym funkcjonariuszom PRL-owskich służb nie działa tak, jak się spodziewano – dowiedziała się „Rz". No to zaczęła się nam kolejna emerytalna nagonka?
Niedługo jakiś "pisarczyk" napisze, "problemy reformy - nieudana reforma OFE, to wina "wysokich" emerytur i rent sb-eckich".
Pragnę przypomnieć panu red. GMYZIE, że jego "rewelacje", to bzdury, które mają na celu sianie fermentu, bicie piany, kasowanie za wierszówkę. Każdy z funkcjonariuszy służb, odchodzący na emeryturę (zwalniany, wyrzucany) może, ale nie musi, staje przed komisją resortową, która określa jego stan zdrowia.
Schorowani – niezdolni do służby otrzymują tak zwaną grupę inwalidzką w związku ze służbą lub bez. Grupa inwalidzka w związku ze służbą – skutkuje dodatkowymi punktami procentowymi w naliczaniu emerytalnym. Każdy kto otrzyma grupę w związku ze służbą, będąc na emeryturze, z chwilą pogorszenia się jego stanu zdrowia, może po zgłoszeniu się do miejscowego ZER stanąć przed komisją. Tak stanowi prawo. Decyzja o przyznaniu wyższej grupy w związku ze służbą, należy tylko i włącznie od lekarskiej komisji resortowej. Czyżby red. Gmyz miał wątpliwości co do fachowości, obiektywizmu, komisji lekarskich?
Slogan "Rzepy" jest chwytliwy: "Byli SB-cy zaczęli masowo chorować". Esbecy uciekli na renty? "Głupi naród" to kupi, (jak mawia Kurski), ale mądry wie o co chodzi.
W czasach RP wielu funkcjonariuszy UOP, Policji – pozytywnie zweryfikowanych, po odejściu, zwolnieniu (wyrzuceniu) ze służby, orzeczeniem komisji resortowej stało się emeryto-rencistami. "Nie uciekali"– to stan zdrowia sprawił, iż lata służby, pełne napięcia, wyrzeczeń,"uciekły" w chorobę - schorzenia.
"– Wniosków było tak wiele, że musieliśmy wystąpić o przeznaczenie dodatkowo blisko miliona złotych na pokrycie kosztów – przyznaje „Rz" dyrektor Zakładu Emerytalno-Rentowego Ministerstwa Spraw Wewnętrznych i Administracji Artur Wdowczyk. – Prawo jest bowiem tak skonstruowane, że nie można nikomu odmówić stanięcia przed komisją lekarską."
Wyznający wartości chrześcijańskie – miłość bliźniego itp. sprawy, posłowie Giżyński, Halicki – w swoich wypowiedziach dla "Rzeczpospolitej" nie pozostawiają złudzeń – trzeba "naprawić" ustawę dezubekizacyjną. "– Ustawa dezubekizacyjna jest mocno niedoskonała. Poprzemy każdą nowelizację, która ją zaostrzy – deklaruje Zbigniew Girzyński, poseł PiS. – Ofiary komunizmu biedują i nie stać ich na leki, a oprawcy opływają w dostatki."
"Poseł PO Andrzej Halicki zastrzega, że nie wie nic o nieoficjalnych konsultacjach. Sam opowiada się za zaostrzeniem przepisów. – Jeśli ubecy rzeczywiście korzystają z takiej furtki, to trzeba ją czym prędzej zamknąć – mówi „Rz". – Nie może być tak, że w demokratycznym państwie wyższymi świadczeniami nagradzane są osoby, które były filarem totalitarnego państwa."
Złowieszcze wypowiedzi posłów, nie zapowiadają nic dobrego, podnoszą ciśnienie społeczne, nie wróżą spokoju emerytalnego pracownikom służb. Tylko "tsunami polityczne" może zapewnić spokój starym, schorowanym ludziom na emeryturze.
Parafrazując wyliczankę z lat mego dzieciństwa (dedykuję ją ww.): "Kto daje i zabiera ten sie w piekle poniewiera". Wszystko wskazuje na to, że to ja "zweryfikowany - oszukany" w tym piekle, będę robił za Belzebuba.
Szanowni posłowie i redaktorze Gmyz! Co z tymi, których oszukano w majestacie prawa – zweryfikowanymi?
W jednym z wywiadów były minister MSW RP Andrzej Milczanowski powiedział:
"– Kiedy zacząłem kierować Urzędem Ochrony Państwa i przyjmowałem do pracy pozytywnie zweryfikowanych funkcjonariuszy dawnej SB, zapewniałem, że przyjmuję ich na określonych warunkach, a więc również z zachowaniem całego systemu zabezpieczenia emerytalnego, takim, jaki funkcjonuje w służbach niemal na całym świecie. Mówiłem to jako urzędnik państwowy i było to zapewnienie w imieniu państwa polskiego. To państwo 19 lat temu uznało, że ci ludzie mogą pracować w służbach specjalnych niepodległej Rzeczypospolitej. Dzisiaj ci ludzie mogą powiedzieć, że Polska ich oszukała i mogą mi powiedzieć, że ja ich oszukałem."
Zweryfikowany wyklęty (dane adresowe do wiadomości posła, 12 marca 2011 r.)
PS
Poczytaj były pracowniku służb tekst pod poniższym linkiem – prawdę Ci powie: http://jajakobyly.bloog.pl/
***
Przy ustawie znowu zaczyna się "grzebać"?
Szanowny Pani Pośle, niestety obawiam się, że sprawa rent funkcjonariuszy "zaowocuje" wkrótce nowelizacją ustawy obniżającej emerytury i obejmie również renty funkcjonariuszy, a tym samym jeszcze bardziej dotknie wdowy – ponieważ miały one "zagwarantowaną" obniżkę tylko do wysokości 85 % wysokości renty inwalidzkiej (nawet jeśli zmarły mąż nie miał renty inwalidzkiej), zgodnie z niezmienionym zapisem w ustawie:
"Rentę rodzinną po zmarłym emerycie lub renciście wymierza się od kwoty świadczenia, które przysługiwało zmarłemu, jednakże od kwoty nie niższej niż kwota renty inwalidzkiej II grupy, która przysługiwałaby zmarłemu".
Poniżej przesyłam link do artykułu z dzisiejszej Rzeczpospolitej, który niestety świadczy o tym, że przy ustawie znowu zaczyna się "grzebać".
Z poważaniem (dane adresowe do wiadomości posła, 12 marca 2011 r.)
***
Zweryfikowani – wyklęci?
Sąd Apelacyjny w Warszawie, rozpatrując pierwsze wnioski zaskarżające wyroki z pierwszej instancji, skierował zapytanie prawne do Sądu Najwyższego w kwestii interpretacji ustawy emerytalnej w części ustanawiającej 40 proc. emerytury po 15 latach służby.
Zapis ten – zdaniem Zakładu Emerytalno-Rentowego Ministerstwa Spraw Wewnętrznych i Administracji – nie dotyczy byłych pracowników organów bezpieczeństwa PRL.
Prawnik reprezentujący Ewę Cz. – funkcjonariuszkę z pionu obserwacji od 1979 r., po 1990 r. w policji - której emeryturę Zakład Emerytalno-Rentowy MSWiA obniżył z 1,9 tys. zł do 1,4 tys., argumentował w SN, że MSWiA zastosowało ustawę "niezgodnie z wolą ustawodawcy", bo bezpodstawnie pominięto prawo do zachowania 40 proc. podstawy wymiaru.
"Gdyby ustawodawca chciał to zabrać, to wyraźnie by to zapisał w ustawie" – dodał.
Podkreślił, że było to zasadą już w II RP, a "nie było wymysłem PRL".
Po kuriozalnym werdykcie TK, gdzie zatriumfowała polityka, łudzono się, iż orzekający w SN juryści, kierujący się literą prawa, odpowiedzą pozytywnie na pytanie SA w powyższej sprawie.
Troje sędziów Izby Pracy, Ubezpieczeń Społecznych i Spraw Publicznych SN odpowiedziało 3 marca 2011 r. na pytanie prawne Sądu Apelacyjnego w Warszawie.
Sąd Najwyższy potwierdził, że za każdy rok służby w organach bezpieczeństwa w latach 1944-1990 przelicznik wymiaru emerytury wynosi 0,7 proc.
Nie podzielił zatem opinii byłych funkcjonariuszy, że mogą zachować prawo do 40 proc. podstawy wymiaru świadczeń za okres 15 lat służby.
"– Przelicznik 0,7 wcale nie jest niekorzystny..." konkludował sędzia Myszka.
"Ustawa nie daje podstaw do stosowania wyższego przelicznika niż 0,7 za każdy rok służby w organach bezpieczeństwa totalitarnej Polski z lat 1944-1990" – mówił . Podkreślił, że sądy powszechne nie mogą dokonywać wykładni ustawy w sposób podważający jej "wyraźne brzmienie" i wyrok Trybunału Konstytucyjnego o jej konstytucyjności.
Sędzia dodał, że SN unika "wchodzenia w podłoże polityczne", ale powiedział zarazem, że demokratyczne państwo prawa nie może utrzymywać przywilejów emerytalnych dla osób dobrowolnie pełniących służbę w organach, które przeciwdziałały powstaniu tego państwa.
Co tu komentować – kolejny akcent polityczny wyroku!
To jest apolityczne, niezawisłe stanowisko sędziego SN? – pogratulować kręgosłupa!
Pragnę podkreślić, jak napisał jeden z byłych funkcjonariuszy, że bez względu na charakter motywacji, ludzie podejmujący w przeszłości pracę w tych organach i nienaruszający prawa w jej toku, nie mieli i oczywiście nie mogli mieć świadomości, że popełniają czyn, który okaże się w przyszłości czynem karalnym, a kara polegać będzie na konfiskacie znacznej części emerytur.
W latach 90. ubiegłego stulecia, w tworzącej się demokratycznej Rzeczypospolitej, zatrudniono w służbach wywiadu, kontrwywiadu, policji, pozytywnie zweryfikowanych pracowników byłych służb PRL.
Zatrudniono, bo taka była potrzeba chwili, racji stanu RP. Przyjmowano do pracy pozytywnie zweryfikowanych funkcjonariuszy dawnej SB, zapewniano, że przyjmuje się ich na określonych warunkach, a więc również z zachowaniem całego systemu zabezpieczenia emerytalnego. Było to zapewnienie w imieniu państwa polskiego.
To państwo 20 lat temu uznało, że możemy pracować w służbach specjalnych niepodległej Rzeczypospolitej.
RP, ustawą z 1994 potwierdziła nasze prawa do emerytur – była gwarancją.
Po wejściu tzw. ustawy dezubekizacyjnej w życie, niektóre autorytety RP, media wyraziły swój pogląd, iż ustawa swoją restrykcyjnością dotknęła pozytywnie zweryfikowanych, co jest krzywdzące. Zweryfikowanych chwalono, awansowano, odznaczano, pracowali, szkolili nowe kadry.
Państwo miało z ich zaangażowania i pracy wymierne korzyści, w tym materialne (USA za robotę wywiadu umorzyły dług zagraniczny Polski, itp.).
Niestety, pamięć ludzka jest ulotna, parlamentarzyści, trybunał, sądy zdecydowali inaczej.
Przykre i smutne jest to, że ustawę forsowali ludzie zaślepieni w swojej nienawiści, zapominając iż wychowali się i zdobyli wykształcenie w czasach PRL-u.
Czary goryczy dopełnił Trybunał Konstytucyjny, orzeczenie-wykładnia Izby Pracy, Ubezpieczeń Społecznych i Spraw Publicznych SN "dobiła".
Skrzywdzić można szybko, naprawić o wiele trudniej.
Pozbawiono nas równocześnie honoru, godności, podziękowania za pracę dla swojej Ojczyzny. Wykorzystano nas i oszukano. Funkcjonariusze ze służb PRL dostali za swoje.
Zweryfikowani czują się jak ludzie wyjęci spod prawa, zbiorowo osądzeni przez ustawodawcę za bliżej nieokreślone przestępstwa i oszukani przez państwo, które ustawowo (m.in. art. 150 Ustawy o Policji z 1994 r.) zagwarantowało nam określone prawa – przyjmując do służby. Ciche wzmianki mediów, słowa osób z autorytetem, iż dokonano zemsty, oszukano, to wołanie na pustyni podczas burzy piaskowej. Nie dają satysfakcji, zwrotu zabranych kwot emerytur.
RP po chrześcijańsku, w duchu miłości bliźniego rozliczyło swoich „poddanych", nie wybaczyło roboty w służbach PRL-u, oczekując samobiczowania.
To ludzie władzy w swoim zaślepieniu, nienawiści zgotowali nam ten los w poczuciu własnego swoistego patriotyzmu.
Patriotyzm – wielkie słowo. My znamy pojęcie tego słowa, dlatego z dumą pracowaliśmy dla Polski. Na usta ciśnie się pytanie: – Dlaczego oszukano nas w majestacie prawa?
Czy sprawiedliwości mamy szukać u obcych w Strasburgu? Potrzeba racji bytu, sprawiedliwości – usprawiedliwia.
Zweryfikowanych awansowano, dekorowano, doznali zaszczytów generalskich. Uczyli, szkolili nowe kadry. Wielu z nich ukończyło uczelnie resortowe-WSPol ,otrzymali szlify oficerskie w RP. Godnie działali i reprezentowali Polskę w świecie. Zostawili trochę zdrowia w resorcie.
Zweryfikowani po przejściu na emeryturę (czytaj – wydaleni z resortu) nie zawiesili "butów na kołku". Wykorzystując swoją, wiedzę, doświadczenie, wykształcenie, usiłowali kontynuować pracę w strukturach cywilnych, grać dalej w drużynie "Polska".
Niestety, "aut", rzeczywistość okazała się okrutna.
Panie Prezydencie, Panie Premierze, to Wasza opcja nas skrzywdziła, zostaliśmy wyklęci.
Zweryfikowano, dopuszczono do pracy, a następnie "kopnięto", oszukano. Czy tak być musi? Aktu łaski nie oczekujemy, chcemy poszanowania prawa, sprawiedliwości.
Poszanowania – respektowania praw nabytych, o których mawia – pisze Pan Premier i inni prominentni politycy RP.
"Góra urodziła mysz". Pozostał nam Strasburg.
Czy RP jest państwem prawa?
- zweryfikowany 07%
(dane adresowe do wiadomości posła, 5 marca 2011 r.)
***
Oszołomskie interpretacje historii?
Witam serdecznie,
w związku z orzeczeniem SN w sprawie uznania 40% podstawy emerytury wydaje mi się, że duża część spraw w sądzie pracy będzie "z urzędu" przegrana. Czytam ustawę "deubekizacyjna" i czy to nie jest tak, że jest ona ustawą uzupełniającą i paragrafy pomniejszające przelicznik do 0,7% nie wykreślają z automatu podstawy naliczania emerytury?
"Każdy rok pracy w organach służby bezpieczeństwa" nie równa się ze stwierdzeniem, że takiemu funkcjonariuszowi odbiera się prawo do 40% podstawy emerytury, które zostało zachowane w tej ustawie. A przecież wszystkie paragrafy ustawy obowiązują byłych funkcjonariuszy SB, nie tylko te dodane.
Jak to się ma do ustawy o emeryturach "cywilnych", gdzie funkcjonariusz mający "szczęście", czyli nie nabywający prawa do emerytury mundurowej, ponieważ nie pracował 15 lat w mundurowej służbie, ma liczone po 1,3% za ten sam okres pracy w służbie bezpieczeństwa, a nie 0,7%?
Co to jest za kuriozalne państwo, gdzie wyroki argumentowane są polityczną "poprawnością"?
Nie dziwię się byłym funkcjonariuszom SB, że wyśmiali takie orzeczenie sądu – dla mnie było to czystej wody orzeczenie polityczne i wyraz poprawności "po linii i na bazie" – gdzie tu różnica?
Czy rzeczywiście nasze społeczeństwo jest narażone na oszołomskie interpretacje historii, gdzie nie ma pragmatycznego rozliczenia zła? Czy kiedyś zobaczę debaty na temat PRL, takie jak np. prowadzą Niemcy o swojej historii 20 wieku?
Długa przed nami droga. Jako 46-letnia obywatelka tego kraju nie czuję szacunku ani do władzy ani nie mam zaufania do organów państwowych. Jestem dumna, że jestem Polką, nie jestem dumna, że jestem obywatelką takiego państwa.
(dane adresowe do wiadomości posła, 4 marca 2011 r.)





RSS: Aktualności

