Wydruk pochodzi ze strony: http://www.janusz-zemke.pl/internauci_pisza/_news/5/6/918/wiosenny_kogel_mogel_.html
Władza się wyżywi? RP W tarapatach finansowych? Wstrzymano podwyżki dla budżetówki – ogólnie zaciskamy pasa. Kolejne pomysły na zmiany w funduszach emerytalnych? Szukamy oszczędności. Czy wszyscy?
"Zubożali" przez kryzys i inflację parlamentarzyści otrzymali po 500 zł więcej kasy (podwyżki), aby mogli jako tako "bezpiecznie" egzystować…
– To nie są żadne podwyżki. To nie jest nawet waloryzacja. Biuro musi przecież jakoś funkcjonować, a koszty rosną — stwierdza elbląski poseł Witold Gintowt-Dziewałtowski (Sojusz Lewicy Demokratycznej).
Sekunduje mu parlamentarzysta Prawa i Sprawiedliwości Leonard Krasulski. — To są pieniądze na utrzymanie biur, a wszystko przecież drożeje — tłumaczy poseł Prawa i Sprawiedliwości.
– Pieniądze zostaną wydane na monitoring biur parlamentarzystów. Koszty ochrony drożeją — tłumaczy poseł Naguszewski.
– Ryczałt nawet po podwyżce starcza jedynie na pokrycie minimalnych kosztów utrzymania biur poselskich – mówi Damian Raczkowski, poseł PO. – Zatrudniam dwóch, czasem trzech pracowników, dodatkowo mamy wydatki związane z telefonami, przyborami biurowymi, przejazdami. Podwyżka jest praktycznie niezauważalna.
Podniesienie uposażenia na prowadzenie biur poselskich było jedną z pierwszych decyzji marszałka Grzegorza Schetyny. Została ogłoszona w kuluarach zaraz po oficjalnym podniesieniu podatku VAT.
Podwyżka dla polityków kosztowała podatników ponad 4 miliony złotych rocznie. I bez tego na jednego parlamentarzystę wydajemy dziennie 900 zł! Dla porównania na jednego pacjenta w białostockim szpitalu przypada 3,2 zł.
"Skromnością" to nasi parlamentarzyści nie grzeszą. Każdy musi mieć biuro, personel, itp. Paniska?
Chyba nikomu korona z głowy by nie spadła, gdyby posłowie jednej opcji – partii w danym mieście korzystali z jednego biura, tym bardziej, że w tych biurach są "gośćmi".
W większości pochłania ich praca w parlamencie, służbowe podróże – wycieczki na koszt podatnika.
Taniej, bezpieczniej, profesjonalny personel – warto się nad tym zastanowić?
Społeczeństwo ubożeje a "wybrańcy" narodu obrastają w piórka. Pan prezydent Komorowski, z "bulem" żegnawszy się z posadą marszałka Sejmu, przyznał sobie "skromną" nagrodę 22 tys zł .
Następca Komorowskiego w fotelu marszałka – Grzegorz Schetyna dostał 36 tysięcy.
Wicemarszałkowie Sejmu: Stefan Niesiołowski (PO), Ewa Kierzkowska (PSL), Jerzy Wenderlich (SLD) oraz Marek Kuchciński (PiS) wzbogacili się o kwoty od 32 tys. zł do 50 tysięcy.
Dzień po otrzymaniu premii Komorowski zrzekł się mandatu posła, by usiąść w fotelu prezydenckim.
– Zostaliśmy nagrodzeni za ciężką pracę. Po katastrofie smoleńskiej w Prezydium Sejmu pracowaliśmy jedynie we troje – Stefan Niesiołowski z Platformy nie widzi problemu. Pozostawiam tę wypowiedź bez komentarza.
"Władza się wyżywi” – mówił klasyk. A emeryt – rencista? Szary obywatel? "Hojna" władza RP nie zapomniała jednakże o emerytach – rencistach, w marcu otrzymali średnio ok. 53 zł waloryzacjo–podwyżki.
"Radość" moja nie ma granic, będę miał na "kukawkę", podczas wiosennego odpustu w Berdyczowie, a i na tacę starczy podczas sumy.
Zastanawiam się, czy nie jest to hipokryzja i granie na nosie zwykłego obywatela?
Z jednej strony mamy podwyżki cen dosłownie wszystkiego, bo jest ciężka sytuacja finansowa, z drugiej strony – lekką ręką wydajemy takie pieniądze?
Może drodzy parlamentarzyści warto byłoby wziąć przykład z bułgarskich kolegów, którzy zamrozili swoje uposażenia na poziomie tych z grudnia 2009 roku. Według nich – to “akt moralny w okresie kryzysu”.
"Pieniądze szczęścia nie dają" – jak mawiał mój szef, tylko dlaczego tak garną się do nich nasi "wybrańcy"– ludzie władzy RP.
(obywatel RP – dt, dane adresowe do wiadomości posła, 3 kwietnia 2011 r.)
***