Internauci piszą...
Pojednanie polsko-ukraińskie?
* Szanowny Pan dr Janusz Zemke, Europoseł do Parlamentu Europejskiego
Przysyłam w załączeniu list skierowany do posłów z uprzejmą prośbą o zainteresowanie się tą sprawą. Pro banderowskie służby Prezydenta będą chciały znów zrobić jakieś sztuczne „pojednanie”, by skompromitować Polskę. To, co się teraz dzieje trudno pojąć. Bandytów z UPA, IPN zaliczył do „Osób represjonowanych z powodów politycznych", a żołnierze Wojska Polskiego i inne formacje walczące z UPA zostały potępione.
Serdecznie pozdrawiam
Łukasz Kuźmicz – www.kuzmicz.pl
DO PANÓW POSŁÓW SEJMU RZECZPOSPOLITEJ POLSKIEJ
Warszawa – Sejm
Środki masowego przekazu w Polsce i na Ukrainie opublikowały informacje, że prezydenci obu krajów przygotowują jesienią 2011 roku „Wielkie pojednanie” polsko-ukraińskie.
Jestem Kresowianinem z Wołynia i autorem książki ZBRODNIE BEZ KARY, prezentowanej na stronie www.kuzmicz.pl . Pragnę zwrócić uwagę, że „pojednania” polsko-ukraińskie już były robione:
a) 11 lipca 2003 roku przez Aleksandra Kwaśniewskiego i Leonida Kuczmę w Porycku (obecnie Pawliwka),
b) 13 maja 2006 roku przez Lecha Kaczyńskiego i Wiktora Juszczenkę.
Wynik tych dwóch „pojednań” był dla Polski kompromitujący i poniżający Polaków. Czy planowane „pojednanie” polsko-ukraińskie ma być trzecią kompromitacją dla nas Kresowian i dla Polski? Nam Kresowianom nie potrzeba żadnego pojednania z narodem ukraińskim, bo on przeciwko Polakom nie walczył. Chodzi więc nie o pojednanie, a wyraźne, bez niedomówień potępienie zbrodni OUN – UPA dokonanych na Wołyniu i w Małopolsce Wschodniej. Potrzebne jest nie pojednanie, ale Ustawa Sejmu RP uznająca organizacje OUN – UPA i SS „Hałyczyna” za organizacje zbrodnicze i zakazująca propagowania ich faszystowskich ideologii w Polsce.
Skazanych w Polsce bandytów z UPA należy zaliczyć do zbrodniarzy i unieważnić „Kwestionariusze” wystawione przez IPN, zaliczające bandytów z UPA do kategorii osób „Represjonowanych w PRL ze względów politycznych”. Czy to tak ma wyglądać „pojednanie”, z bandytami ?
Bez potępienia zbrodni OUN –UPA i SS „Hałyczyna” za ich morderstwa i ludobójstwo organizatorzy „pojednań” kompromitują nas Polaków i takim „pojednaniom” mówimy stanowczo NIE.
Zwracam się do Was Panowie posłowie z apelem. Nie czekajcie na gorzki finał, a podejmujcie osobiście działania, by sprawiedliwości stało się zadość.
Z należnym szacunkiem
Mjr Łukasz Kuźmicz
4 sierpnia 2011 r.
***
Anankastyk na kozetce
* Zgodnie z obowiązującą we współczesnej psychologii klasyfikacją zaburzeń psychicznych DSM-IV (Diagnostic and Statistical Manual of Mental Disorders), a także przyjętą przez Światową Organizację Zdrowia WHO Klasyfikacją Chorób i Problemów Zdrowotnych ICD-10 osobowość anankastyczną (obsesyjno-kompulsyjną), uznawaną za jedno z zaburzeń osobowości, posiadają osoby, u których zdiagnozowane zostały przynajmniej cztery z poniższych cech:
• postępowanie charakteryzujące się nadmiernym w stosunku do potrzeb, maniakalnym zajmowaniem się szczegółami, regułami, tworzeniem szczegółowych planów, harmonogramów, zestawień danych statystycznych z przeszłości, kosztem utraty świadomości sensu samego zamierzonego działania,
• wymaganie od siebie oraz innych perfekcji w wykonywaniu wszystkich, nieraz mało istotnych, szczegółów projektu, doprowadzające często do nieosiągania zamierzonego celu; samo określenie celu jest już sporym osiągnięciem, przeważnie są to cele sformułowane na tyle szeroko, by mogły służyć do tworzenia wielu, alternatywnych harmonogramów i wybieraniu z nich „najlepszego”, co także może odsunąć w czasie realizację lub ja wręcz uniemożliwić
• irracjonalny brak zaufania do podwładnych i współpracowników przejawiający się w unikaniu przekazywania prerogatyw do działania, a spowodowany niewiarą w możliwość zrozumienia przez nich zamierzeń i przyjęcia prawidłowego (czyli swego) sposobu działania; „lepiej zrobić coś perfekcyjnie samemu niż tracić czas na wyjaśnianie i oczywiste poprawianie cudzych błędów”,
• niechęć lub wrogość do współpracowników, którym się coś udało samodzielnie osiągnąć, zwłaszcza gdy dokonali tego „na przekór” uznanym zasadom,
• sumienność, skrupulatność, wręcz pedanteria we wszystkim co się czyni i twierdzi w kwestiach moralnych, politycznych i etycznych nie powodowane przesadną religijnością lub imperatywami ideologicznymi; cechy te wymagane są od siebie, inni najczęściej nie potrafią być tak perfekcyjni, moralni, przesiąknięci etosem,
• upór, doktrynerstwo, brak elastyczności i spolegliwości w życiu zawodowym, politycznym i osobistym, wysoki stopień samokontroli,
• brak dbałości o zewnętrzne przejawy powodzenia życiowego, abnegacja, skąpstwo, traktowanie majątku osobistego jako zabezpieczenie na niespodzianki przyszłości,
• opór przed pozbywaniem się zużytych lub bezwartościowych przedmiotów, nawet nie posiadających żadnych konotacji sentymentalnych; podobnie ma się z poglądami, nawet wówczas (a może przede wszystkim) gdy okazały się one błędne, a raczej nieskuteczne, gdyż poglądy osoby anankastycznej są prawie zawsze właściwe, a to otoczenie tylko nie dostrzega ich perfekcji.
Jak można z łatwością wywnioskować z przytoczonego zestawienia, wzorzec zachowania osoby o skłonnościach anankastycznych zdeterminowany jest perfekcjonizmem, drobiazgowością, zamiłowaniem do obsesyjnego utrzymywania porządku fizycznego, moralnego i intelektualnego, brakiem elastyczności, spolegliwości oraz kontrolowanym, pełnym nieufności całokształtem kontaktów z otoczeniem, przy znacznym ograniczeniu poziomu asertywności.
Osoba ta ma zwarty system wartości, który uważa za jedynie słuszny i w praktyce niezmienny. Jej pragnieniem jest stworzenie mechanizmu obrony przed skutkami zmian w otaczającym ją świecie. Świat ten wydaje się raczej nieprzyjazny, lub wręcz wrogi, gdyż ulega zmianom, prawie zawsze nie do zaakceptowania przez anankastyka. Należy więc budować system zabezpieczający przed zmianami, a raczej przed skutkiem zmian.
Jeżeli współczesny anankastyk staje do walki politycznej, to musi być konserwatystą, no bo jakie ma wyjście. Jak być konserwatystą na przełomie XX i XXI wieku ? Należy przesunąć zegar dziejów o kilkadziesiąt lat. Oczywiście anankastyczny polityk ma patrona, którego z racji upływu czasu nie może pamiętać, ale otoczenie przecież jest w tej samej sytuacji. I kogo za swój wzorzec z Sevres przyjąć może?
O, i tutaj wchodzę na ścieżkę political fiction. Mi się zdaje, że anankastyk chciałby być postrzegany jako Naczelnik Piłsudski, a wychodzi mu tylko popłuczyna po endeku Romanie Dmowskim, no może bez Jego zdolności lingwistycznych. Aha – Żydzi zastąpieni przez Górnoślązaków.
No bo czy Dmowskiemu się cokolwiek udało poza wspaniałym pogrzebem?
A niby komu pisanie to dedykuję? A tak sobie. Bo przecież psychoanaliza to nie badania psychiatry, zwłaszcza przymusowe, co rzeczywiście byłoby nielekkim przegięciem w polskiej rzeczywistości.
No bo potem - kolejka.
Jerzy Milek
http://lauraluizalife.blogspot.com
16 lipca 2011 r.
Sprawiedliwość musi być po naszej stronie?
* Sąd sądem, a sprawiedliwość musi być po naszej stronie – powiedział klasyk. Niesusznie – niegodnie – niegodziwie?
Ponizszy artukuł przesyłam Panu europosłowi do wiadomości.
– zweryfikowany, oszukany, upokorzony, okradziony (dane adresowe do wiadomości posła)
***
> Dziś, gdy mamy drugie już pytanie warszawskiego Sądu Apelacyjnego do Sądu Najwyższego, czy reprezentujący dyrektora Zakładu Emerytalno-Rentowego MSWiA w postępowaniu przed warszawskim Sądem Okręgowym urzędnik musi mieć uprawnienia radcy prawnego ? (ZER odpowiada na to zainteresowanym, że dysponuje tylko 7 radcami, a więc nie jest możliwe, żeby "obskoczyć" wszystkie sprawy), warto przypomnieć uzasadnienie SN do marcowej uchwały Sądu Najwyższego na poprzednie pytanie SA. Czynię to z jeszcze jednego powodu: nie każdy, nawet zainteresowany, przebrnie przez ponad 20 stron tego uzasadnienia, należy więc wychwycić jego istotę, a ta stawia sędziów najwyższego organu polskiego sądownictwa powszechnego w bardzo ciekawym świetle. Faktycznie – politycznym.
"Państwo totalitarne", "organy bezpieczeństwa państwa o naturze totalitarno-komunistycznej", "ściśle określone (niby w ustawie lustracyjnej, do której odwołuje się ustawa dezubekizacyjna – MT) struktury aparatu przemocy politycznej". Oto epitety, których nie pożałował Sąd Najwyższy RP (Izba Pracy, Ubezpieczeń Społecznych i Spraw Publicznych) w kwietniowym uzasadnieniu uchwały z 3 marca 2011 r. uznającej, że byłym funkcjonariuszom napiętnowanym przez ustawę "lustracyjno-dezubekizacyjną" (to pojęcie wprowadzone przez SN do "obrotu prawnego") nie przysługuje naliczanie 40 proc. podstawy wymiaru emerytury za pierwsze 15 lat służby.
Wysoki Sąd uznał, w opozycji do pełnomocnika jednej z osób pokrzywdzonych i wielu innych prawników interpretujących przepisy ustawy z 23 stycznia 2009 r., a także niżej podpisanego, że jej "przepisy są jednoznacznie czytelne, a przeto jasne i niewymagające szczególnie pogłębionej analizy prawnej ani prawniczej".
Wychodząc z takiego założenia, sędzia sprawozdawca Zbigniew Myszka mógł skupić się na całkowicie politycznym aspekcie sprawy. Stąd też Wysoki Sąd w składzie: SSN Małgorzata Wrębiakowska-Marzec (przewodnicząca), SSN Zbigniew Myszka i SSA Krzysztof Staryk mogli wyrazić zdumienie, że porównuje się (pełnomocnik skarżącej się osoby, prof. Stanisław Pikulski) funkcjonariuszy policji polskiej po odzyskaniu niepodległości w 1918 r. "do sytuacji prawnej przeciwników tych wartości (reprezentowały je "demokratyczne formacje niepodległościowo-wolnościowe"), "którzy (...) stosowali lub uczestniczyli w systemie stosowania represji, opresji lub innych środków przemocy politycznej wobec osób lub organizacji działających na rzecz niepodległości, wolności oraz odzyskania przyrodzonych praw człowieka, swobód narodowych, demokratycznych i obywatelskich".
Włos jeży się na głowie, gdy czyta się uzasadnienie pisane językiem inkwizycji, nieustępujące w niczym tyradom najwyższej próby wygłaszanym i wypisywanym przez historyków Instytutu Pamięci Narodowej, lub wygłaszanym przez najbardziej gorliwych harcowników PiS. Zdaniem Sądu Najwyższego obcinanie emerytur funkcjonariuszy "ściśle określonych organów bezpieczeństwa PRL" (np. służby polityczno-wychowawczej? – MT) to tylko dostosowanie wysokości ich świadczeń emerytalnych "zgodnie z konstytucyjnymi zasadami sprawiedliwości społecznej oraz elementarnej (zwykłej) przyzwoitości" do poziomu świadczeń nabywanych z powszechnego systemu emerytalnego. Chodzi jedynie o to, by ludzie ci nie mieli możliwości dalszego korzystania "z przywilejów niesłusznie, niegodnie lub niegodziwie uzyskanych".
Nie może być inaczej, skoro Sąd Najwyższy jest święcie przekonany, że osoby pełniące służbę w organach bezpieczeństwa państwa totalitarno-komunistycznego (zapewne wszystkie, choć winy im przecież nie udowodniono w normalnych procesach karnych) "stosowały bezprawne, niegodne lub niegodziwe akty lub metody przemocy politycznej wobec innych obywateli".
Wysoki Sąd podparł się także tezą sformułowaną w lutym ubiegłego roku przez sędziego sprawozdawcę w postępowaniu w sprawie ustawy "lustracyjno-dezubekizacyjnej" w Trybunale Konstytucyjnym, dziś już jego prezesa, prof. Andrzeja Rzeplińskiego, że demokratyczne państwo prawne "nie ma obowiązku ani prawa do utrzymywania przywilejów z tytułu bezprawnego zniewalania przyrodzonych praw i swobód obywatelskich przez służby bezpieczeństwa totalitarnego bezprawia państwowego".
W pisarskim ferworze sędzia sprawozdawca Zbigniew Myszka pozwolił sobie zdefiniować, że organa bezpieczeństwa państwa PRL "w istocie rzeczy były strukturami niebezpieczeństwa państwa totalitarnego", więc tego samego państwa, w którym w pamiętnym okresie apogeum stanu wojennego, w 1982 r., obronił doktorat na Wydziale Prawa i Administracji Uniwersytetu Mikołaja Kopernika w Toruniu.
W tak zagęszczonej atmosferze było do przewidzenia, że w konkluzji "Sąd Najwyższy jednoznacznie krytycznie ocenia i dyskwalifikuje powoływanie się na jakiekolwiek argumenty zmierzające do utrzymania przywilejów nabytych z tytułu lub w związku z uczestnictwem w systemie zniewolenia i stosowania represji politycznych przez służby niebezpieczeństwa państwa komunistyczno-totalitarnego".
Oto kwintesencja wykładni prawnej. Najpierw funkcjonariuszy okradziono, później jeszcze upokorzono. Sąd Najwyższy napiętnował kilkadziesiąt tysięcy ludzi. Bez procesów uznał ich za przestępców. Temidzie nie trzeba zawiązywać oczu. Z natury jest ślepa?
Marcel Tabor <
14 lipca 2011 r.
Prawo w państwie "prawa"?
* Z chwilą powstania III RP łudziliśmy się, że w nowej Polsce prawo ustanawiane przez demokratyczny parlament będzie prawem.
Niestety jest inaczej.
Tzw. ustawa dezubekizacyjna pokazała "kto tu rządzi" i jak agendy nowego państwa na swój, sobie wygodny sposób, do bliżej nieokreślonych celów interpretują prawo - ustawy.
Ustawa dezubekizacyjna pozbawiła emerytur pracowników służb PRL-u (SB).
Cięła wszystkich "równo", tych zweryfikowanych i tych niezweryfikowanych, oraz tych wszystkich, którzy odeszli na emerytury o wiele lat wcześniej i nie mogli poddać sie procedurze weryfikacji, bo i po co?
Ustawodawca zastosował tzw. odpowiedzialność zbiorową, co w cywilizacji demokratycznej jest kuriozalne!
SB i jej pracownicy byli "be" i trzeba im było "dokopać" w imię "sprawiedliwości społecznej", za "popełnione grzechy", których nie popełnili.
Wszechmocny w tych sprawach IPN, posiadający w swoich szeregach prawników, zaczął "dzielić i rządzić".
Na podstawie zgromadzonych w swoich archiwach akt personalnych wspólnie z ZER zaczął wyliczać - przeliczać SB-eckie emerytury.
Rzecz w tym, iż dane z IPN były dla ZER wytycznymi.
Z chwilą powstania Niepodległej RP tworzący się UOP przejął z całym dobytkiem inwentarza-pracownikami, tzw. piony pomocnicze „B" (obserwacja) i „T" (technika), Pesel.
Cześć pracowników przeszła do Policji, tworząc podwaliny pod tworzące się WTO (wydział techniki operacyjnej).
Niepodległa RP, przyjmując ich do służby, gwarantowała im ciągłość emerytalnych praw nabytych.
Pracownicy tzw. "betki" przeszli wszelkie procedury kadrowe, składali ślubowania, awansowali, ich praca jak wszystkich innych zweryfikowanych pracowników służb-policji dała wymierne korzyści państwu.
Definicja ustawowa nie pozwala zaliczyć pionu „B” do organów bezpieczeństwa państwa, ponieważ jednostka nie została rozwiązana w momencie utworzenia UOP.
W toczącym się aktualnie procesie sądowym apelacyjnym, sąd wypytywał powoda o podległość wydziału „B” i pionu „B”, najwyraźniej nie wiedząc nic o zakresie definicji ustawowej i usytuowaniu jednostki.
Jednak sam fakt, że sąd podniósł kwestię definicji ustawowej daje dużo do myślenia, bo jeśli pójdą tym torem, to nie mogą ustalić nic innego jak to, że pion „B” został wchłonięty - "wcielony", istnieje do dziś, a zatem nie jest organem bezpieczeństwa państwa w rozumieniu definicji ustawowej.
Z informacji wolontariusza sądowego wynika, iż sąd nakazał pozwanemu (Dyr. ZER) dostarczyć wyjaśnienia, na jakiej podstawie zaliczył pion „B” do obniżenia emerytur.
IPN pytany, dlaczego zaliczył pion "B" do organów bezpieczeństwa, odpowiada, że zgodnie z poleceniem dyrektora biura lustracyjnego IPN i dlatego, że to była jednostka SB.
Tak więc to nie prawo decyduje, tylko jakiś dyrektor-urzędnik według własnego widzimisię.
Dyrektor ZER oparł się na tym bezkrytycznie, chociaż jako urzędnik MSW musi wiedzieć, że jednostka istnieje do dziś bez zmian – tym samym naruszył obowiązujące prawo poprzez niezastosowanie się do definicji ustawowej.
Mając powyższy "kogel mogel" prawny, należy stwierdzić, iż organa państwa IPN i ZER pozbawiły nas pracowników "betki" ustawowych praw nabytych –emerytalnych, interpretując prawo w sobie wygodny sposób, pomimo że RP, ustawą z 1994 r. potwierdziła prawa do emerytur – dała gwarancję.
Było to zapewnienie w imieniu państwa polskiego – Rzeczypospolitej Polskiej.
Premier w swoim ostatnim piśmie zapewniał o prawach nabytych! A jest jak jest.
W jednym z wywiadów były minister MSW RP Andrzej Milczanowski powiedział:
"– Kiedy zacząłem kierować Urzędem Ochrony Państwa i przyjmowałem do pracy pozytywnie zweryfikowanych funkcjonariuszy dawnej SB, zapewniałem, że przyjmuję ich na określonych warunkach, a więc również z zachowaniem całego systemu zabezpieczenia emerytalnego, takim, jaki funkcjonuje w służbach niemal na całym świecie. Mówiłem to jako urzędnik państwowy i było to zapewnienie w imieniu państwa polskiego. To państwo 19 lat temu uznało, że ci ludzie mogą pracować w służbach specjalnych niepodległej Rzeczypospolitej. Dzisiaj ci ludzie mogą powiedzieć, że Polska ich oszukała i mogą mi powiedzieć, że ja ich oszukałem."
Mając powyższe na uwadze, zastanowię się co do powiadomienia - złożenia doniesienia do prokuratora generalnego RP o popełnieniu przestępstwa przez IPN i ZER MSWiA, w kwestii bezpodstawnego pozbawienia pracowników pionu "B" emerytalnych praw nabytych i konsekwencji przez to spowodowanych.
- były pracownik pionu "B" (dane adresowe do wiadomości posła, 11 lipca 2011 r.)
PS
Podobnie było z tzw. pionem PESEL, który również został przez IPN błędnie zakwalifikowany do tzw. organów bezpieczeństwa państwa.
Pracownikom -"Pesel", IPN i ZER również "rewitalizowało" emerytury!
Aktualnie IPN weryfikuje swoje błędne decyzje w stosunku do Peselu.
Czas podjąć stosowne kroki celem wyłączenia Biura "B" spod ustawy obniżającej świadczenia emerytalne byłym pracownikom i zakończyć szarogęsienie się IPN i ZER w kwestii naszych emerytur.
Przypominam, iż skarga złożona przez NSZZ Policjantów 4.06.2009 do Trybunału Konstytucyjnego leży w "zamrażarce" trybunału.
Kiedy trafi na wokandę?
***
Gratulacje za decyzję na NIE
* Panie Pośle szacunek dla Pana.
W związku z artykułem w Fakcie pt. Szok, minister miał odejść...
Czapki z głów przed Panem.
Tadeusz D z gronem kolegów-przyjaciół (dane adresowe do wiadomości posła)
***
Gratulujemy! bardzo dobrej decyzji, w sprawie propozycji objęcia stanowiska w rządzie. Krystyna (dane adresowe do wiadomości posła)
***
* Panie Pośle,
bardzo słuszna decyzja. Syndrom Arłukowicza nie jest honorowym rozwiązaniem. Ryszard (dane adresowe do wiadomości posła)
***
* Panie Europośle,
pokazał Pan, że stanowisko w rządzie na 3 miesiące przed wyborami, nie jest warte utraty autorytetu, który Pan posiada. Choć resort zapewne by na tym zyskał... Edward (dane adresowe do wiadomości posła)
Listów w podobnym tonie nadeszło kilkanaście. W imieniu posła - podziękowanie.
Bydgoszcz, 8 lipca 2011 r.
***
Obviousness oczywiście
* No i prawie padło publicznie, oficjalnie to słowo, może jeszcze nie we wskazaniu na fakt, modus operandi, zleceniodawcę, zleceniobiorcę, wspólników, cui prodest i te inne zasady teorii spiskowych.
Powiedziano jakby prowadząc „rozpoznanie walką” o ostrzeżeniu przed zamachem jakoby otrzymanym przez wiadome służby, co to nic w tym zakresie nie zrobiły i Rządzie, co to biernie się współprzyczyniał. No i te 15 metrów, na której to wysokości „zgasło światło” i komputer badany przez wszechwiedzących Amerykanów też padł, co odsłoniło zasłonę wszeteczeństwa.
Słowo – to najważniejsze – jak u Hitchcocka padnie na następnej konferencji, prawdopodobnie po antykonferencji Zespołu Rządowego. Jeszcze się Główny Wielbiciel Che Guevary zastanowi nad scenografią, doborem zdjęć i ich kolejnością, ostrością oskarżeń i ich kolejnością. Ale już wie, że to słowo paść musi – przygotowywał się do tego wiekopomnego faktu od miesięcy. Bo przecież już diesiatowo apriela było wiadome Mu kto winien i czemu winien. Jakby tam był dziewięćdziesiątym siódmym.
Dobrze, że Komisja Prawdy zwraca się do Służb Największego Przyjaciela Rzeczpospolitej, Obrońcy naszych granic przed Wrogiem naszym Największym i wielusetletnim. Mają te służby wiele doświadczenia w ekspresowym rozwiązywaniu spraw najważniejszych, zamachami zwanych. Nie bójmy się tego słowa – ZAMACH. I zwłaszcza zamachami z maszynami latającymi w rolach niepoślednich.
Bo oczywistość jest oczywista. ZAMACH.
(http://lauraluizalife.blogspot.com, dane adresowe do wiadomości posła J. Zemke, 3 lipca 2011 r.)
Czy uda się wyłączyć "B" spod ustawy? Inicjatywa Barbary M.
Truskawki i bączki?
Tak więc stało się, polska Prezydencja w Unii stała się faktem.
Polska przewodzi w Unii – to duma dla nas i refleksja.
Symbolem polskiej Prezydencji są truskawki i kolorowe bączki.
Tak więc wypada jeść truskawki i puszczać kolorowe "bączki"?
W swoim czasie, gdy PiS trzymał ster władzy w Polsce, PO i prominentni działacze SLD podczas kampanii wyborczej wzywali swój elektorat: „Głosujmy na PO aby odsunąć PiS od władzy, będzie lepiej – normalniej itp.”. Tym hasłom ulegli byli pracownicy służb PRL. Głosowaliśmy.
PO podziękowała?
Szczególnie byłym pracownikom służb – zabierając im emerytury.
Dotknęło to też pozytywnie zweryfikowanych pracowników pionu "B", których "wcielono" do UOP – pozwolono pracować, a ustawą z 18 lutego 1994 roku gwarantowano im emerytalne prawa nabyte.
Powyższy pion to tzw. pion pomocniczy, który pomimo rozwiązania SB, nie został rozwiązany, i z całym dobytkiem inwentarza, łącznie z pracownikami przeszedł do UOP i aktualnie istnieje w strukturach ABW.
Część pracowników przeszła do policji, gdzie powstał pion TO.
Pragnę przypomnieć, iż zgodnie z ustawą „organem bezpieczeństwa państwa są centralne jednostki SB i ich odpowiedniki w terenie, te jednostki, które zostały rozwiązane w momencie utworzenia UOP”.
Niestety, "łaska Pańska na pstrym koniu jeździ"! Nowy Pan (PO) nie zastanawiał się długo, obdzielił "łaską" wszystkich, pozbawiając ich emerytur.
Pracownicy "betki", a szczególnie ich ładniejsza część, nie pogodzili się z losem - walczą o swoje prawa w "państwie prawa".
Pomimo iż nastała nam Prezydencja Unijna RP, Panie z "betki" nie objadają się truskawkami, nie puszczają „bączków”, wzięły sprawy w swoje ręce.
Poniższy e-mail dowodem:
Koleżanki i Koledzy - byli funkcjonariusze Biura "B" - jest inicjatywa żeby skonsolidować nasze środowisko i podjąć próbę wyłączenia Biura "B" spod ustawy obniżającej nam świadczenia emerytalne (wzorem innych jednostek). Ponieważ sami wiecie, że żaden sąd tą sprawą się nie zajmie, jedyną drogą jest złożenie właściwego wniosku popartego aktami prawnymi do prezesa IPN-u. W tym celu proponuję, aby kilkuosobowa (3-4 osoby) delegacja umówiła się na rozmowę z mec. Świątkiewicz (to ona jako pierwsza wyraziła, jeszcze rok temu, zdziwienie, że "betka" jako jednostka została objęta ustawą) w celu przygotowania przez nią dokumentów (ustalenia wynagrodzenia za tę pracę) - jeśli oczywiście wyrazi na to zgodę. Myślę, że każdy zdaje sobie sprawę, że nikt nie zagwarantuje pozytywnego dla nas rozstrzygnięcia, ale powinniśmy spróbować. Musimy coś robić, bo jak sami widzicie, nikt się za nami nie ujmie i powinniśmy liczyć tylko na siebie. Na ten apel proszę o odpowiedzi, jeśli będziecie zainteresowani, zostaną podjęte kroki, o których napisałam (i koszty rozłożą się na wiele osób, przez co będą prawdopodobnie niewielkie). Proszę tę informację rozesłać do innych osób, żeby było nas jak najwięcej. Pozdrawiam - Barbara M.
"Kobiety łagodzą obyczaje" – powiedział klasyk.
Kobiety to nasza mądrość, cóż my "meni" bez nich znaczymy". Pomysł jest przedni.
Panie Pośle, Pan nas zawsze wspierał – doradzał, Pańska strona internetowa – rubryki Poradnik dla emerytów mundurowych i Internauci piszą... cieszą się wielką poczytnością w internecie.
Być może wielu "beciarzy" zobaczy swoje "światełko w tunelu" i dołączy do inicjatywy Pani Barbary.
Z wyrazami szacunku
- były pracownik pionu "B" - td
PS
List ministra Majewskiego jest wielce wymowny, a słowa profesora Widackiego nie wymagają komentarza.
(dane adresowe do wiadomości posła J. Zemke, 1 lipca 2011 r.)






RSS: Aktualności

