Internauci piszą...
Będą grzeczni?
* Premier Donald Tusk spotkał się z kierownictwami Otwartych Funduszy Emerytalnych, a wiec przedstawicielami środowiska, dla którego w dyskusji o pieniądzach nie ma mowy (i słusznie) o jakichkolwiek sentymentach, tym bardziej o uległości.
Co miał do powiedzenia premier ,,rekinom” finansjery, którym polski system prawny powierzył nasze, przyszłych emerytów, miliardy złotych? Upominał, prosił i groził.
Upominał za nadmierną dbałość o interesy funduszy, a niedostateczną o przyszłych emerytów. Prosił o poprawę w postępowaniu i zachowaniu. Na koniec groził, że jeśli nie nastąpi poprawa, to rząd (czytaj premier Donald Tusk), przystąpi do działania.
Reprymenda jak w stosunku do dzieci z klas od I do III. Możemy tylko domyślać się rechotu pań i panów prezesów po wyjściu ze spotkania. Postępowanie, obliczone na zrobienie wiatru, nie pierwsze, raczej typowe dla premiera Donalda Tuska, podważa autorytet władzy publicznej i państwa.
Po zapowiedzi, że nauczyciele będą dobrze zarabiali, że świetnie będą się miały pielęgniarki, że kastrować się będzie pedofilów, waluta euro zostanie wprowadzona w 2011 roku – pan premier Donald Tusk powinien powstrzymywać się przed dalszym „mieszaniem powietrza”, a skoncentrować się na skutecznym rozwiązywaniu problemów. Otwarte Fundusze Emerytalne dbają o swoje interesy w ramach obowiązującego prawa, a premier nie zarzucił OFE naruszenia prawa.
To prawo jest złe, co do tego nie ma wątpliwości. Wątpliwości nie mają szczególnie przyszli emeryci, których kosztem OFE budują swój nieuzasadniony dobrobyt. Koalicja rządząca wspólnie z prezydentem RP może i powinna to prawo zmienić.
Spotkanie premiera z kierownictwami OFE miałoby sens, gdyby jego celem była konsultacja projektu ustawy, przed skierowaniem go do Sejmu lub zakomunikowanie kierunków zmian w projekcie rządowym, skierowanym pod obrady parlamentu. Mimo ciągłych zapowiedzi Platformy Obywatelskiej o gotowości do podjęcia reform, szuflady z ustawami pozostają puste. W takiej sytuacji niewiele może pomóc „swój” prezydent, bo po prostu nie ma czego podpisywać.
Panie premierze, jak długo będziemy zmuszani do obserwowania ruchów pozornych, zagrań maskujących brak umiejętności lub chęci do podejmowania rzeczywistych wyzwań?
To nie jest uprawianie polityki, tylko działalność reklamowa. Czy chce Pan powiedzieć, że Polacy padli ofiarą oszustwa wyborczego ze strony Platformy Obywatelskiej? Jeśli tak, to czas na dymisję!
Jan Wadoń
Radomice – Lipno, 29 sierpnia 2010 r.
Żałuję!
* Żałuję, że w drugiej turze wyborów prezydenckich głosowałem na Bronisława Komorowskiego, mimo że do lokalu wyborczego szedłem ze szczerym zamiarem skreślenia obu kandydatów…
Cóż to za prezydent, który nie potrafi rozwiązać pierwszej prostej sprawy krzyża przed Pałacem Prezydenckim, „bronionego” przez grupkę fanatyków? Czy celowo czeka na eskalację konfliktu? Jeśli tak, to niech powie w imię czego? Tego krzyża nie powinno być tam już dawno, a dla jego przeniesienia w godne i właściwe mu miejsce powinien wystarczyć majestat państwa i autorytet urzędu prezydenta. Jedno i drugie pan prezydent Bronisław Komorowski niszczy od pierwszych dni urzędowania.
Cóż to za prezydent, który chce umieścić tablicę na Pałacu Prezydenckim, a jednocześnie dopuszcza do jej odsłonięcia półśrodkami, prawie ukradkiem. Panie Prezydencie, albo uznaje Pan, że zgodnie z konstytucją, w państwie neutralnym światopoglądowo nie ma miejsca dla krzyża na terenie najwyższego urzędu Rzeczypospolitej, albo świadomie dopuszcza Pan do łamania prawa i sam to prawo łamie!
Albo uznaje Pan, że właściwą formą uczczenia pamięci ofiar katastrofy lotniczej pod Smoleńskiem jest umieszczenie tablicy na Pałacu Prezydenckim i nadaje temu wydarzeniu właściwą rangę, albo taki wariant Pan odrzuca, a nie chowa głowę w piasek.
Jako obywatel Rzeczypospolitej Polskiej mam prawo oczekiwać od Prezydenta RP umiejętności podejmowania decyzji, a nie uników i półśrodków, w których na dodatek wtóruje premier i przewodniczący rządzącej partii. Strach pomyśleć, w jakim chaosie i w jakiej anarchii znajdziemy się za kilka miesięcy.
W drugiej turze wyborów prezydenckich zagłosowałem, w moim przekonaniu, na „mniejsze zło”. Okazuje się, że nie można dokonywać wyboru między „pożarem”, a „powodzią”. Oba żywioły, chociaż różne, okazują się równie niszczące.
Niech to doświadczenie będzie dla nas wyborców nauczką na przyszłość.
Jan Wadoń
Radomice, Lipno, 12 sierpnia 2010 roku
Krzyż w służbie polityki dzieli społeczeństwo i osłabia demokratyczne państwo
* Mamy kolejną wojnę o krzyż. Tym razem ten, postawiony przez harcerzy, przed pałacem prezydenckim. Należy wierzyć, że jego postawienie było wynikiem autentycznej reakcji młodych ludzi na tragiczną katastrofę lotniczą pod Smoleńskiem.
Krzyż stoi na terenach pałacu prezydenckiego, a więc najwyższego urzędu Rzeczypospolitej Polskiej, której konstytucja gwarantuje neutralność światopoglądową państwa.
Ukształtowane w dwudziestoleciu demokratycznej Polski stosunki między państwem, a kościołem katolickim, stanowią podręcznikowy przykład hipokryzji z obu stron i pogardy dla stanowionego prawa. W myśl konstytucji Polska jest państwem neutralnym światopoglądowo, a w rzeczywistości państwem religijnym, z wszechobecną religią rzymskokatolicką.
Co z innymi religiami oraz ich symbolami? Czy polskie państwo zapewnia i zapewni eksponowanie ich symboli w skali równorzędnej do religii rzymskokatolickiej?
Jedną z istotnych cech demokracji jest poszanowanie praw mniejszości, w tym mniejszości religijnych. Jeśli uznajemy prawo do eksponowania symbolu wyznawców religii rzymskokatolickiej w państwowej przestrzeni publicznej, to takie samo prawo musimy przyznać wyznawcom wszystkich innych religii i związków wyznaniowych, legalnie działających w Polsce.
Wszędzie tam, gdzie w obiektach publicznych wisi krzyż, powinien wisieć półksiężyc, gwiazda Dawida oraz symbole wielu innych religii. Gdyby ten model był możliwy do zrealizowania, pozostanie pytanie, gdzie w tak „zagospodarowanej” państwowej przestrzeni publicznej jest miejsce dla niewierzących, pełnoprawnych obywateli Rzeczypospolitej? Gdzie jest miejsce w państwowej przestrzeni publicznej, „zagospodarowanej” wyłącznie krzyżem, dla wyznawców innych religii i niewierzących?
Współczesne demokracje już dawno rozwiązały ten problem. Rozwiązaniem jest nieudawana, a rzeczywista neutralność światopoglądowa państwa. Niekwestionowanym prawem i celem każdej religii jest szerzenie wiary i zdobywanie jej wyznawców we wszystkich krajach, na wszystkich kontynentach, ponad granicami państw.
Zadaniem demokratycznego państwa jest tworzenie warunków dla materialnego i intelektualnego bytu każdej jednostki oraz całego społeczeństwa, bez względu na wyznawaną religię i poglądy polityczne. Zadania tego nie spełnia państwo polskie, w którego instytucjach, zaczynając od Sejmu, przez większość urzędów, przedszkoli i szkół, wskazuje się jedynie słuszną religię i naucza jej za państwowe pieniądze. Wbrew zapisom Konstytucji, Rzeczypospolita Polska stała się państwem religijnym, a kościół katolicki podmiotem politycznym. Krzyż w coraz mniejszym stopniu jest symbolem religijnym, a staje się narzędziem walki politycznej.
„Obrona krzyża” przed pałacem prezydenckim jest kolejnym etapem jego użycia w zaostrzającej się walce, przede wszystkim między prawicą, a prawicą.
Powstała sytuacja powinna być punktem zwrotnym w kształtowaniu stosunków między demokratycznym państwem, a kościołami i związkami wyznaniowymi, w tym kościołem katolickim i jego wyznawcami. Ostatnie wydarzenia z krzyżem w tle osłabiły państwo, a ich dalsza eskalacja doprowadzi do anarchii. Najwyższy czas wprowadzić konstytucyjną neutralność państwa, w którym wyznawcy wszystkich religii oraz niewierzący będą czuli się równoprawni w państwowej przestrzeni publicznej.
Tylko państwo neutralne światopoglądowo zapewni swobodę poglądów każdemu obywatelowi z osobna, poszczególnym grupom społecznym oraz wspólnotom wyznaniowym.
Jan Wadoń
Radomice, Lipno, 3 sierpnia 2010 roku.
***
Jestem pod wrażeniem...
Witam Pana bardzo serdecznie.
Na początku chciałam powiedzieć, że niezmiernie się cieszę, że taka osoba jak Pan reprezentuje Polskę na arenie międzynarodowej, europejskiej.
Jestem pod wielkim wrażeniem Pańskiej pracy i zaangażowania jako europosła, a kiedyś jako wiceministra obrony narodowej. Pamiętam jak ze śp. Jerzym Szmajdzińskim tworzyliście świetny tandem w tym resorcie...
Cieszę się również, że tak wybitny lewicowy polityk jak Pan – wspierał Pana Grzegorza Napieralskiego w kampanii prezydenckiej.
Wierzę, że wybory samorządowe, jak i parlamentarne będą równie udane dla Sojuszu Lewicy Demokratycznej, jak te prezydenckie. Na zakończenie chciałam Pana bardzo gorąco pozdrowić i powiedzieć, że z takich eurodeputowanych, jak Pan jest się dumnym.
Z wyrazami szacunku
Monika (adres e-mail do wiadomości posła, 28 lipca 2010 r.)
***
IPN weryfikuje swoje błędne decyzje
* W związku z tym, że PESEL został przez IPN błędnie zakwalifikowany do tzw. organów bezpieczeństwa państwa, każda osoba, wobec której wydana została taka decyzja, a następnie ZER dokonał obniżenia świadczenia emerytalnego, powinna wystąpić o weryfikację takiej decyzji do:
Dyrektor Biura Udostępniania
i Archiwizacji Dokumentów IPN
ul. Towarowa 28,
00-839 Warszawa
tel. 22-581-86-01; fax 22-581-86-34
A tutaj adresy kontaktowe, na które można przesyłać informacje o byłych funkcjonariuszach Departamentu PESEL (aby Instytut mógł zweryfikować dane podane w informacjach o przebiegu służby):
tel. 22-581-87-40,
maile można kierować na adres koordynatora zespołu:
joanna.sobotka@ipn.gov.pl oraz renata.soszynska@ipn.gov.pl
(Info zamieszczone na stronie www.zbfsop.pl, 19 lipca 2010 r.)
***
Najpierw zapoznać się ze swoimi aktami w IPN, potem do sądu
* Panie Europośle,
przesyłam Panu link do informacji z Sądu Okręgowego w sprawie aktualnych rozpraw sądowych, dot. obniżenia emerytur pracownikom służb PRL.
W artykule pod linkiem czytamy m.in.:
12 lipca br. rozprawy dot. odwołań o wysokość emerytur przeciwko ZER MSWiA w Warszawie w większości przypadków zostały odroczone. Sędzia po rutynowym pytaniu: czy odwołujący podtrzymuje odwołanie, pytała czy zapoznał/a/ się ze swoimi aktami osobowymi w w IPN.
Tego rodzaju pytanie ze strony Sądu pojawiło się po raz pierwszy od początku rozpatrywania odwołań o obniżeniu wysokości emerytur.
Ponieważ dotychczas żadna osoba tego nie uczyniła, sędzia cierpliwie tłumaczyła i zachęcała do zrobienia tego przy najmniejszych nieprawidłowościach, gdyż akta IPN bywają bardzo lakoniczne, niekompletne, pomijane są okresy służby, itp. Informowała, że w maju 2010 r. weszły w życie przepisy znowelizowanej ustawy o IPN, które uprawniają każdego do występowania z wnioskiem o wgląd do własnych akt osobowych znajdujących się w IPN. Teoretycznie IPN w ciągu 7 dni powinien akta udostępnić, jeśli nie musi być prowadzona dodatkowa kwerenda."
Cały artykuł dostępny TUTAJ
Sprawa jest o tyle istotna, iż mogą się zapoznać z tym wszyscy pokrzywdzeni emeryci, którzy jeszcze nie próbowali drogi sądowej.
Pozdrawiam
"zweryfikowany 07%" (dane adresowe do wiadomosci posła, 16 lipca 2010 r.)
***
14% Napieralskiego i co dalej?
* Napieralski to golem, którego stworzyła PO?
Po morderczym finiszu Bronisław Komorowski wygrał prezydenturę, minimalnie pokonując Jarosława Kaczyńskiego. Cała władza w rękach PO? Z dwóch kandydatów pretendentów Komorowski - Kaczyński, naród wybrał Bronisława Komorowskiego (ksywa "hrabia-gajowy”).
Jarosław Kaczyński starał się jak mógł, ale niestety finiszował jako drugi.
Obydwaj Panowie puszczali oczka do elektoratów innych ugrupowań usilnie zabiegając o głosy. Lepszym okazał się “gajowy”, jeżeli wierzyć sondażom, część elektoratu lewicowego wyraźnie go wsparła.
Prezes Kaczyński też się starał, przywołując pamięć Gierka, ale pamiętliwy, ostrożny elektorat postkomuchów nie ryzykował głosów na aktualnego "wilka w owczej skórze".
Jedno tylko mnie cieszy, iż Pan Jarek zadeklarował, że nie będzie "wojenek", oraz że więcej nie nazwie mnie postkomuchem - jak będzie zobaczymy? Lewica to brzmi dumnie!
Naród głosując na Komorowskiego chyba wiedział co robi, świadomie dając pełnię władzy Platformie. Jak PO wykorzysta zaufanie narodu?
Czy Donek i Bronek wypełnią wyborcze obietnice, poprowadzą kraj w kierunku rozwoju postępu - zgody, pokaże czas.
Teraz z niecierpliwością będę oczekiwał wraz z innymi na spełnienie obietnic.
Obietnic populistycznych, podjętych przez Komorowskiego i w jego imieniu przez Premiera Tuska. W kolejce oczekują: żołnierze, lekarze, pielęgniarki, renciści, emeryci, grono pedagogiczne, kobiety-parytety, in vitro itd.
Jak będzie z szeroko pojętym pluralizmem? Moje obawy są uzasadnione, "kiedyś” gros władzy w rękach jednej partii skutkowało Frontem Jedności Narodu. Jakie były skutki, to przerabialiśmy. Oby to już była historia. Chociaż historia lubi się powtarzać?
Jako sympatyka lewicy niepokoją mnie waśnie w SLD. Siłą lewicy jest jedność jej szeregów. 14% G. Napieralskiego wyraźnie było nie na rękę dla niektórych prominentnych działaczy lewicy, jak też prawicy, co jakoś przetrawili. Rzucony na „pożarcie” dumnie stanął na pudle .
Wyraźnie, odważnie podkreślając, iż lewica jest w grze. Dziękujemy Panie Grzegorzu. Nasze serca są z Panem.
Jako szef partii Napieralski wyraźnie zapowiedział, że kogo poprze lewica w drugiej turze wyborów, ogłosi po konsultacji z elektoratem.
Jeździł, słuchał, w efekcie wybrał racjonalną, dyplomatyczną decyzję.
Mądry, doświadczony życiowo elektorat lewicy, zagłosuje w zgodzie z własnym sumieniem, stosownie do wymogów demokracji.
Wyraźnie zdegustowało mnie i moich przyjaciół, wybieganie przed szereg, ”orkiestrę” niektórych prominentnych działaczy lewicy i deklarowanie poparcia dla Komorowskiego. W moim odczuciu było to takie niesmaczne.
Przyzwoitość, odrobina szacunku dla szefa SLD, nakazywała tym "panom" głoszenie swoich deklaracji poparcia, po jego wystąpieniu.
Dlaczego Ci "panowie” tak się spieszyli?
Można zrozumieć prawa demokracji, ale jak się jest w jednej drużynie i gra "mecz"?
W odczuciu ludzi lewicy, szarego elektoratu, Napieralski obrał dobry kurs. Jaki będzie port docelowy?
Młodość wsparta życzliwością, doświadczeniem ludzi życzliwych, wyciągnięte wnioski, nauki 20 lat demokracji w RP, mogą dać szansę na budowę prężnej lewicy, która w przyszłości obejmie ster władzy w Polsce.
Przyszłe wybory samorządowe i parlamentarne będą sprawdzianem, pokażą czy idziemy dobrym kursem.
Aktualnie na scenie politycznej Polski mamy dwóch "Stanczyków": liberalny Palikot i konserwatywno-kościelny Gowin, obydwaj na swój sposób rozweselają, intrygują.
"Nie jest przecież niczym zaskakującym, że w wielu sprawach nam bliżej do lewicy, niż do PSL-u" – pisze kontrowersyjny poseł PO. I wymienia: in vitro, parytet, media publiczne, wojska w Afganistanie. "W tych wszystkich sprawach Komorowski i PO proponowała rozwiązania zbliżone do propozycji SLD" – twierdzi Palikot."
Gowin zaś twierdzi: Napieralski to golem, którego stworzyła PO.
Będzie ciekawie?
PS
Wg Wikipedii: Golem, hebr – w tradycji żydowskiej istota utworzona z gliny na kształt człowieka, ale pozbawiona duszy rozumiejącej neszama, a zatem również zdolności mowy.
(dane adresowe do wiadomości posła, 8 lipca 2010 r.)





RSS: Aktualności

