Janusz Zemke
Pobierz Adobe Flash Player by odtworzyć animację.
Pobierz Adobe Flash Player by odtworzyć animację.

GALERIE FOTO

Obraz 4904

Uważam, że...

Czy z miliardów MON zyskały firmy regionu?

– Czy z wydanych przez MON 13 miliardów na modernizację polskiej armii skorzystały firmy zbrojeniowe w regionie kujawsko-pomorskim?
Minister Antoni Macierewicz informował przecież z dumą, że inwestował w polskie firmy zbrojeniowe i to uznaję za słuszny kierunek.

Tylko pamiętać trzeba, że np. w przypadku bydgoskiego Nitro-Chemu – podpisane kontrakty są zasługą poprzedniego zarządu spółki, a nie obecnego. Z Belmą na produkcję m.in. min umowy są rzeczywiście podpisane. Wojskowe Zakłady Lotnicze nr 2 z kolei dają sobie znakomicie radę, ale jest to firma, która powinna zacząć myśleć o przyszłości. Firma daje sobie radę w obecnych czasach, problem jednak polega na tym, że za moment samoloty Su-22 czy MiG - w których remontach bydgoskie WZL się specjalizują - „skończą się”. Po prostu będą za stare, żeby ich używać. Za dziesięć lat myśliwski MiG-29 przestanie być samolotem użytecznym z prostego, technicznego punktu widzenia. Dlatego uważam, że zakład powinien już dziś starać się o coś nowego, powinien dać krok naprzód.

Minister zapowiadał, że w bydgoskich WZL–ach będzie centrum skupiające w sobie wszystkie technologie produkcji dronów dla polskiej armii. Tylko że z zamówień na drony nikt nie wyżyje.
Nie znaczy to jednak, że nie dostrzegam pozytywów działania MON. rozwiązał problem szeregowych zawodowych, żołnierzy z olbrzymim doświadczeniem na misjach, którzy nie mieli możliwości zostać w armii. Ich przymusowe odchodzenie do cywila było dla mnie niezrozumiałe, a był to stan utrzymywany przez poprzedni rząd. Na pewno pozytywem są także podwyżki dla uposażeń dla armii oraz dla pracowników cywilnych. Pierwszy, najważniejszy negatyw to wymiana kadry w zarządach firm pracujących dla armii. To są, moim zdaniem, w wielu przypadkach, fatalne decyzje.

Wiele innych też wydaje się nieracjonalnych wobec priorytetów armii. Tworzymy Wojska Obrony Terytorialnej, o których szef MON mówi, że kosztowały tylko 5 procent budżetu w 2017 roku. Przypomnę jedynie, że to więcej niż na Marynarkę Wojenną i wojska specjalne. WOT ma pomagać w usuwaniu zagrożeń. Kiedy mianowicie użyto tych sił podczas letnich nawałnic? Nigdy ich nie widziałem. Ciągle tylko słyszymy, że trwają ćwiczenia z mniejszym lub większym skutkiem. Na miejscu szefa MON inwestowałbym w obronę przed cyberatakami. Teraz można sparaliżować kraj z odległości kilku tysięcy kilometrów. I to jest prawdziwe zagrożenie, a nie straszenie agresją ze strony Rosji, która nie ma najmniejszego interesu, by nas (i zarazem całe NATO) atakować.

Janusz Zemke

Warszawa,
2 stycznia 2018 r.

***

Czytaj całość »

GALERIA STAŻYSTÓW POSŁA J. ZEMKE

Obraz 642

Polska Prezydencja w Radzie UE

1 stycznia 2012 r. po raz siódmy w historii prezydencję w Radzie Unii Europejskiej przejęła DANIA. Tym samym zakończyło się, sprawowane od 1 lipca 2011 roku polskie przewodnictwo w Radzie Unii Europejskiej.

Czytaj całość »

Pobierz Adobe Flash Player by odtworzyć animację.

W UNII EUROPEJSKIEJ

* W UE na jednego emeryta pracuje teraz czterech Europejczyków. W 2020 r. będzie ich pięciu, a w 2060 r. tylko dwoje.

* Średni wiek przejścia na emeryturę w 2010 r. to 61,4 lata.

* Przewidywana dziś długość życia mężczyzn to 76 lat, kobiet - 82. W 2060 r. będzie to już 84 lata dla mężczyzn i 89 lat dla kobiet.

* Odsetek liczby osób pracujących w porównaniu do liczby osób powyżej 75 roku życia wzrośnie z 25,4 proc. dziś do 53,5 proc. w 2060 r.

* W 2060 r. wydatki publiczne związane ze starzejącym się społeczeństwem będą wynosić już 4,75 proc. PKB, a wydatki związane z emeryturami 2,4 proc. PKB.

Czytaj całość »

Internauci piszą...

Niby nic, niby drobiazg...

* Szanowny Panie Pośle,
pozwoliłam sobie do Pana napisać, ponieważ dzisiaj wzruszyło mnie drobne acz wyjątkowe zachowanie Pana asystenta.

Mieszkam w Toruniu, w budynku gdzie na dole jest usytuowane Pana biuro poselskie. Pracuje tam bardzo grzeczny, taki wysoki Pan (nawet nie wiem, jak ma na imię…). Dwukrotnie zupełnie bezinteresownie pomógł mi rozwiązać problem mojej drukarki, zawsze dla wszystkich ma miły uśmiech, a dzisiaj na dzień dobry obdarzył mnie czerwonym kalendarzykiem posła na rok 2018, z życzeniami oby same dobre wiadomości „przynosił”. Niby nic, niby drobiazg, a ile aury życzliwości i piękna zasiał...

Przyznać muszę, że się wzruszyłam.
Tak mało ostatnio spotyka się miłych, bezinteresownie życzliwych ludzi…☹

Proszę Go brać za przykład dla pozostałych swoich pracowników.

Nie należę do żadnej partii, ale z okazji Nowego Roku życzę dużo zdrowia oraz wszelkiej pomyślności dla Pana i osób Panu bliskich.

Z pozdrowieniami
(dane adresowe do wiadomości posła J. Zemke), 11 stycznia 2018 r.

***

Czytaj całość »

Kurs obsługi komputera

Obraz 3145

EUROPEJSKIE DROGI – radio Pomorza i Kujaw

Polecamy Państwu wysłuchanie audycji Wojciecha Sobocińskiego pt. "Europejskie drogi", które cyklicznie nadawane są w środy o 12,15 na antenie Polskiego Radia Pomorza i Kujaw. 

 

Czytaj całość »

Licznik odwiedzin

9617316
Obecnie stronę przegląda
32 użytkownik(-ów)
  • RSS RSS: Aktualności
  • RSS RSS: Komunikaty
  • Zapraszamy seniorów z Kujaw i Pomorza na bezpłatne kursy “Komputer oknem na świat”. Zgłoszenia przyjmują biura poselskie Janusza Zemke w Bydgoszczy (tel. 737 48 75 71), Toruniu (tel. 736 83 29 27), Włocławku (tel. 736 83 29 28), Inowrocławiu (tel. 736 83 29 29), Grudziądzu (tel. 736 83 29 30) oraz Piotrkowie Kujawskim (tel. 604 43 83 72).

Komunikaty

* 19 stycznia br. o godz. 17,oo poseł Janusz Zemke był gościem redaktor Karoliny Lewickiej w stacji radiowej TOK FM, w audycji "Wywiad polityczny". Zapraszamy do słuchania już w internecie.

* 16 stycznia br. w "Faktach" TVN  poseł Janusz Zemke w materiale redaktora Pawła Płuski komentował historię obietnic zakupu systemu Patriot przez A. Macierewicza. Jutro w Waszygtonie ekipa MON negocjować będzie warunki zakupu systemu.

– Antoni Macierewicz nie był przez partnerów amerykańskich traktowany do końca serio, stąd była cena zaporowa, dziś Amerykanie z tej ceny (10,5 mld $) ustępują i otwiera się pole do negocjacji - mówił J. Zemke.

* Od 15 do 18 stycznia br. w Strasburgu obradowano na pierszej w nowym roku sesji plenarnej Parlamentu Europejskiego. Europosłowie omawiali projekty praw dotyczących czystszej energii, manifestacje w Iranie, przejęcie przez Bułgarię rotacyjnej prezydencji Rady UE od Estonii i wykorzystanie europejskiej technologii szpiegowskiej przez reżimy autorytarne, zobacz agendę obrad, teksty wystąpień posła J. Zemke w debatach TUTAJ

O problemach Unii Europejskiej w minionym i nowym roku mówił przewodniczący Rady Europejskiej Donald Tusk

* 12 i 13 stycznia br. poseł Janusz Zemke przebywał na spotkaniach w województwie kujawsko-pomorskim.

  • 12 stycznia o godz. 18,oo – tradycyjne spotkanie noworoczne z aktywem lewicy – samorządowcami, działaczami organizacji społecznych i politycznych z różnych środowisk, Bydgoszcz, ul. Łochowska

  • 13 stycznia o godz. 14,oo – otwarte spotkanie w gminie Wielgie (powiat lipnowski) z mieszkańcami i sympatykami lewicy, Ośrodek Kultury, ul. Szkolna 15

* 11 stycznia br. przed gmachem Sejmu RP od godz. 13.00 odbyła się manifestacja poparcia dla Obywatelskiej Inicjatywy Ustawodawczej FSSM RP dot. zmiany ustawy z 1994 r. o zaopatrzeniu emerytalnym funkcjonariuszy mundurowych... w zakresach dokonanych ustawą represyjną z 16 grudnia 2016 r. Przedstawiciele OIU złożyli w Kancelarii Sejmu RP listy z ponad 249 tysiącami podpisów poparcia zebranych na terenie całego kraju, czytaj więcej...

* 9 stycznia br. o godz. 18,50 w programie telewizji Polsat News "Wydarzenia", poseł Janusz Zemke skomentował dzisiejsze zmiany
w rządzie Mateusza Morawieckiego, podkreślając, iż odwołanie szefa MON "było decyzją odważną i dającą szanse na przełom" Na fot. nagranie wypowiedzi przez red. Dorotę Bawołek na Rondzie Schumana w Brukseli.

* 5 stycznia br. poseł Janusz Zemke gościł w programie "Tak jest" w TVN24, gdzie komentował m.in. pierwszą wizytę nowego premiera Polski na Węgrzech, udział europosłanki PO Róży Thun w niemieckim reportażu nt. praworządności w Polsce, relacje Polski z organami Unii Europejskiej.

* 2 stycznia 2018 r. poseł Janusz Zemke był gościem redaktora Jana Wróbla w rozmowie dnia, audycji Poranek TOK FM o godz. 7,20. Natomiast w papierowym wydaniu "Expressu Bydgoskiego" opublikowany został artykuł redaktora Wojciecha Mąki pt. "Z tych dronów nikt nie wyżyje" z wypowiedziami Janusza Zemke dot. podsumowania minionego roku w armii. Zapraszamy do słuchania i czytania.

* 30 grudnia br. o godz. 19,35 w "Faktach po Faktach" w TVN24,  gościem redaktora Piotra Marciniaka był poseł Janusz Zemke. Wśród tematów rozmowy były informacje MON o rzekomych postępach w modernizacji polskiej armii po wydaniu 20 mld z budżetu, błędy w zabezpieczeniu wizyty prezydenda A. Dudy w Kuwejcie, możliwość zmiany na stanowisku szefa MON.

* Zapraszamy do czytania artykułów w "Poradniku dla emerytów...", gdzie znajdują się m.in. teksty listu Federacji Stowarzyszeń Służb Mundurowych do dyrektora Agencji Praw Podstawowych Unii Europejskiej w Wiedniu oraz odpowiedź dyrektora ZER MSWiA o liczbie odwołań od jego decyzji i spraw skierowanych do Sądu Okręgowego w Warszawie.

* 16 grudnia br. poseł Janusz Zemke uczestniczył w obradach Rady Krajowej Sojuszu Lewicy Demokratycznej w Warszawie.

* 15 grudnia br. w programie "Prawy do Lewego. Lewy do Prawego" w Polsat News 2, jednym z gości poseł Janusz Zemke ze studia w Lublinie. Dyskusja z europosłem Adamem Szejnfeldem (PO) dotyczyła m.in. europejskiego debiutu polskiego premiera Mateusza Morawieckiego.

* 15 grudnia br. poseł Janusz Zemke przebywa na spotkaniach poselskich w Lublinie:

  • godz. 14,30 – spotkanie z samorządowcami lewicy z województwa lubelskiego

  • godz. 16,00 – konferencja prasowa dla dziennikarzy lokalnych mediów, sala przy ul. Beliniaków 7;
  • godz. 17,00 – otwarte spotkanie z mieszkańcami na temat aktualnej sytuacji w Unii Europejskiej, ul. Beliniaków 7.

Sonda

Jak PE powinien wpływać na przyszłość Europy?

Komentarz na gorąco...

Nierealna efektywność energetyczna w sprawozdaniu PE

– Podczas zakończonych dopiero co obrad Parlamentu Europejskiego w Strasburgu, wypowiedziałem się na temat sprawozdania Komisji Przemysłu, Badań Naukowych i Energii dotyczącego zmiany dyrektywy PE i Rady Europejskiej w sprawie efektywności energetycznej.

Zgadzając się z ogólnymi celami sprawozdania, niestety, nie mogłem poprzeć jego ostatecznego kształtu.
Rozumiem, że powinniśmy sobie stawiać ambitne cele i dążyć do poprawy efektywności energetycznej. Wydaje mi się jednak, że przyjęte założenia, by do 2030 roku podnieść efektywność energetyczną, aż o 35 proc. jest założeniem iluzorycznym!

Nie powinniśmy przyjmować rozwiązań prawnych, które kierunkowo wydają się słuszne, jednak w praktyce będą nierealne do osiągnięcia, spowodują zastosowanie wielu wyjątków dla różnych sektorów gospodarki.

Moim zdaniem, przyjęte rozwiązania mogą doprowadzić do ubóstwa energetycznego, gdyż łatwiej redukuje się zużycie energii, w przypadkach, gdy jest ono bardzo wysokie, jak ma to miejsce w wielu krajach; zaś znacznie trudniej w państwach, które dopiero dynamicznie się rozwijają, gdyż rozwój ten także wymaga zużywania energii.

Janusz Zemke

Strasburg,
18 stycznia 2018 r.

***

Czytaj całość »

GALERIA LAUREATÓW KONKURSÓW

Obraz 1251

FUNDACJA im. JERZEGO SZMAJDZIŃSKIEGO

Obraz 1327

Strona Komisji Europejskiej po polsku

* Funkcjonuje specjalna strona internetowa Komisji Europejskiej w języku polskim. Zapraszamy do korzystania z jej treści TUTAJ

Staże i wizyty naukowe
w Parlamencie Europejskim

Pragnąc wnieść swój wkład w rozwój edukacji europejskiej i szkolenie zawodowe oraz umożliwić obywatelom poznanie zasad funkcjonowania instytucji, Parlament Europejski oferuje różne rodzaje staży i „wizyt naukowych” w Sekretariacie Generalnym PE oraz w innych instytucjach europejskich.

Czytaj całość »

Kalendarz

20 Stycznia 2018
Sobota
Imieniny obchodzą: Miła, Fabian i Sebastian
Do końca roku zostało
345 dni.

Ostatnia aktualizacja

0

Komentarz na gorąco...

Strona: 1, 2, 3, 4, 5, 6, 7, 8, 9, 10 z 11

Wersja PDF Powiadom znajomego Drukuj

Polityczna degradacja generałów

– Zapowiedź szefa MON, Antoniego Macierewicza o odebraniu gen. Wojciechowi Jaruzelskiemu oraz gen. Czesławowi Kiszczakowi stopni generalskich oceniam jako prymitywną zemstę, dokonaną na ludziach, którzy już nie mogą się bronić. Nie da się bowiem tego określić inaczej niż jako czysta zemsta z niskich pobudek. Jest to chęć przekreślenia niełatwego życiorysu ludzi z pobudek, które nie są jednoznaczne i jest jeszcze zbyt wcześnie, by je w taki sposób oceniać. Nie możemy zapominać, że generał Jaruzelski, a także generał Kiszczak doprowadzili do demokratycznych przemian w Polsce, do Okrągłego Stołu i pokojowego przekazania władzy drugiej stronie ówczesnego sporu politycznego. Do dziś Polska stawiana jest jako przykład takich demokratycznych przemian na całym świecie i z tamtej perspektywy docenia się rolę gen. Jaruzelskiego w tym procesie.

Gen. Jaruzelski był żołnierzem, przeszedł cały szlak bojowy ze Wschodu do Berlina, ryzykując życiem i poświęcając się w obronie ojczyzny, walcząc z hitlerowskim okupantem i wyzwalając polskie ziemie. Dzisiaj nikt nie może przekreślić jego żołnierskich zasług z tego okresu. Tym bardziej zapowiedź degradacji oznacza działanie z wyjątkowo niskich pobudek.

To nie Antoni Macierewicz nadawał gen. Jaruzelskiemu stopień i to nie on ma prawo mu go odebrać. Niech nie zapomina, że on też nie będzie wieczny i nie wiadomo, jak historia i potomni ocenią jego działania. Poza tym, aby zdegradować oficera w taki sposób, w jaki zapowiedział to obecny minister obrony, należałoby wcześniej zmienić Ustawę o powszechnym obowiązku obrony. Ona wyraźnie określa, w jakich okolicznościach można komuś obniżyć bądź odebrać stopień wojskowy.

Są takie trzy sytuacje: niezłożenie przysięgi, zrzeczenie się obywatelstwa polskiego oraz prawomocne orzeczenie sądu w tej sprawie. W przypadku obu generałów nie mamy do czynienia z żadną z tych sytuacji.

Jeśli jednak minister Macierewicz zdecyduje się na tak ryzykowny krok, nie może zapominać, że takie rozwiązania będą mogły zostać zastosowane także wobec innych, w przyszłości. Taką decyzją otworzy on bowiem furtkę do praktykowania zemsty dyktowanej bieżącą polityką, z czego mogą skorzystać jego następcy. Jeżeli raz się tego dokona, konsekwencje mogą ponosić następne pokolenia.

Janusz Zemke

Strasburg, 14 grudnia 2016 r.
 

Wersja PDF Powiadom znajomego Drukuj

Ustawa karą za służbę w "PRL - totalitarnym państwie"

– W 2009 roku posłowie PiS i PO, przy sprzeciwie SLD, przyjęli ustawę, która radykalnie obniżyła emerytury b. funkcjonariuszom organów bezpieczeństwa.

Przyjęto wtedy zasadę, że każdy kto służył w nich do 1990 r., za rok służby otrzymywał świadczenie wg wskaźnika 0,7%, a nie 2,6%. Za pracę po 1990 roku liczono im świadczenia wg wskaźnika 2,6%.
Ówczesny Klub Poselski SLD zaskarżył tę ustawę do Trybunału Konstytucyjnego, gdyż sprzeciwialiśmy się wprowadzeniu zasady odpowiedzialności zbiorowej.

Trybunał Konstytucyjny nie zgodził się z naszą argumentacją. Po wykorzystaniu krajowej drogi odwoławczej w polskich sądach, wielu funkcjonariuszy złożyło skargi do Europejskiego Trybunału Praw Człowieka w Strasburgu. Wspieraliśmy ich argumentacją prawną. Niestety, także Trybunał w Strasburgu nie podzielił argumentów skarżących.

Przygotowywana nowelizacja ustawy w swej represyjności idzie znacznie dalej. Pogłębia nie tylko odpowiedzialność zbiorową, ale jest po prostu aktem zemsty.

Przyjmuje się bowiem, że każdy kto służył chociażby 1 dzień do 1990 roku w organach bezpieczeństwa państwa, a potem ponad 20 lat lojalnie służył w organach III RP, to i tak za wszystkie lata służby (a nie tylko do 1990 roku) poniesie odpowiedzialność w postaci obniżenia świadczeń emerytalnych. Za każdy rok służby, także tej w III RP będzie miał wskaźnik 0,5 %, podczas gdy w systemie powszechnym obowiązuje 1,3 %.

Czyli, jeżeli ktoś pracował miesiąc w technice operacyjnej do 1990 r., a potem był 25 lat wzorowym policjantem, to i tak emeryturę będzie miał zmniejszoną pięć razy (z 2,6% do 0,5 %).

Dodatkowo rozszerzono katalog organów bezpieczeństwa państwa, które są oceniane jak dyskwalifikujące. Dotyczy to np. służby w Biurze Ochrony Rządu, w wywiadzie i kontrwywiadzie wojskowym.
Występują dzisiaj dalej przypadki, że emerytury byłych funkcjonariuszy są wysokie. Należało więc zająć się nimi, a nie po raz drugi karać dziesiątki tysięcy funkcjonariuszy. Ponadto ustawa obejmie także renty inwalidzkie oraz renty rodzinne po zmarłych byłych funkcjonariuszach.

Rząd podaje, że ustawa dotknie ok. 35 tysięcy ludzi. Skala rzeczywista będzie jednak większa.
W projekcie ustawy określa się wprost, że PRL była państwem totalitarnym. Może to wkrótce – np. w związku z potrzebami budżetu państwa – prowadzić do znacznego rozszerzenia grup osób, którym radykalnie zostanie obniżona emerytura.

Przecież do 1990 roku służyli w wojsku obecni emeryci wojskowi, funkcjonariusze więziennictwa i wielu innych służb mundurowych.
Wprowadzana obecnie ustawa już rozszerza grupy osób, które będą miały obniżone emerytury. Nikt nie da gwarancji, że ten proces nie będzie jeszcze pogłębiony.

***
Więcej w opracowaniu Poradnika dla emerytów mundurowych...:
http://www.janusz-zemke.pl/_poradnik/_news/18/0/3712/projekt_ustawy_ponownego_.html

Janusz Zemke

Strasburg, 24 listopada 2016 r.

***

 

Wersja PDF Powiadom znajomego Drukuj

Donald Trump 45. prezydentem USA. Co to oznacza dla Europy i Polski?

– To będzie trudny moment dla Unii Europejskiej, a wynika on z wielu niejasności. Trump podczas kampanii wyborczej krytycznie oceniał wiele spraw europejskich. Wielokrotnie zapowiadał, co jest dla nas szczególnie ważne, że Stany Zjednoczone zmniejszą swoje zaangażowanie w Europie. Gdyby dotrzymał słowa z kampanii, ale dobrze wiemy, że potem to w życiu różnie bywa, ale warunkowo – gdyby tego słowa dotrzymał, to oznaczałoby dla Europy, w tym także dla Polski, cały szereg dużych problemów.

Jak wiemy – bezpieczeństwo Unii i Europy opiera się w dużym stopniu na potencjale Stanów Zjednoczonych i sojuszu natowskiego. Pamiętajmy, że spośród 28 państw UE aż 24 państwa należą do NATO, a mniej więcej 70 proc. całego natowskiego potencjału stanowią siły Stanów Zjednoczonych. Gdyby zatem rzeczywiście okazało się tak, że USA radykalnie zmniejszyłyby swą obecność w Europie, to bezpieczeństwo europejskie byłoby słabsze, ale mogłoby też oznaczać dla Europy konieczność dużego zwiększenia wydatków na bezpieczeństwo i obronę. Idąc dalej, takie decyzje zawsze odbijają się na poziomie życia, dzieją się kosztem czegoś, przykładowo świadczeń socjalnych, itd.

Jestem zaniepokojony, bo te przedwyborcze zapowiedzi Donalda Trumpa nie były dobre dla Europy.

Natowskie bezpieczeństwo państw zasadza się na idei, że jak coś jakiemuś z nich grozi, to wszystkie zrzeszone w NATO państwa czują się odpowiedzialne za bezpieczeństwo tego jednego. Zapowiedziana przez Trumpa zmiana polegać ma wpierw na ocenie zaangażowania danego państwa w zobowiązania wobec USA, czy wystarczająco dużo wydaje na swoje wojsko, a dopiero później na podjęciu decyzji czy warto je bronić. To oznacza różne traktowanie państw, które dziś wchodzą do NATO i nie wiadomo co stanowiłoby kryterium oceny któremu państwu pomożemy, a któremu nie.

Na pewno wynik wyborów w USA spędza sen z powiek przywódcom takich państw, jak Litwa, Łotwa, Estonia… Mam też niejasność, czy Stany Zjednoczone wywiążą się z tych obligacji jakie na siebie przyjęły podczas szczytu natowskiego w Warszawie, bo pamiętajmy, że zobowiązania Stanów Zjednoczonych dotyczyły umieszczenia sił rotacyjnych USA w państwach, takich jak Polska, Litwa, Łotwa, Estonia, Bułgaria i Rumunia. Amerykanie przewidzieli na to środki finansowe, ale tylko na najbliższy rok budżetowy, o czym się w Polsce raczej nie mówiło. Chodzi o kwotę 3 miliardów 200 milionów dolarów. Jeśli Donald Trump będzie chciał to zmienić, (a trzeba dodać, że republikanie zdobyli większość w Kongresie i on może zrobić wszystko), to mogłoby się okazać, że za rok będziemy musieli przede wszystkim liczyć na siebie. Niestety Polska nie ma takiego potencjału i nie będzie miała, żeby samodzielnie mogła zadbać o swoje bezpieczeństwo. Musimy liczyć na siebie, ale także liczyć na sojusznicze wsparcie, i tu podkreślę z całą mocą – te zapowiedzi Donalda Trumpa z kampanii wyborczej – dla Polski były zapowiedziami złymi.

Tylko…, to była kampania wyborcza, teraz zaczyna się twarde życie i odpowiedzialność. Zobaczymy zatem niedługo czy te zapowiedzi rzeczywiście będą realizowane. Będzie na to cały rok przyszły…

Janusz Zemke

Bruksela, 9 listopada 2016 r.

***


 

Wersja PDF Powiadom znajomego Drukuj

Caracali nie będzie. Zastój w modernizacji wojska

– Zerwano negocjacje z francuskim producentem odnoszące się do warunków offsetu w przetargu na zakup śmigłowców Caracal. Co to oznacza? Na przykład w Inowrocławiu mamy brygadę, która jeszcze przez wiele lat będzie latać na śmigłowcach poradzieckich. Ze względów technicznych będą musiały być one wycofywane z wojska.

To, co się stało z Caracalami, świadczy niestety, o zupełnym zastoju w technicznej modernizacji wojska. W bieżącym roku planowano wydać na ten cel ponad 10 miliardów złotych, a wydatki w pierwszym półroczu wynosiły 1,2 miliarda.
Dlaczego jest to niepokojące? Ponieważ to nie tylko wojsko nie dostanie nowoczesnego sprzętu, ale te pieniądze mogą nie trafić do polskiego przemysłu!

Z jednej strony, mówi się o gigantycznych pieniądzach, które zostaną przeznaczone na techniczną modernizację wojska, o wydaniu kwoty przekraczającej 130 miliardów w ciągu następnych lat, ale fakty są takie, że nie ma poważnych decyzji, które pozwalałyby mądrze spożytkować te pieniądze.
Problem polegał na tym, że od początku PiS było przeciwne Caracalom. Tylko, że już rok temu rząd mógł unieważnić przetarg i rozpocząć nowy. Tymczasem stracono rok, a polska armia nie jest modernizowana.

Zaskakująco pan minister dokonał zakupu śmigłowców Black Hawk z wolnej ręki, tylko że to była wolna ręka ministra Macierewicza.

Moim zdaniem, zadecydowała - niestety - głównie polityka. Od przetargu można odstąpić, gdyby pojawiła się awaryjna sytuacja związana z pilnymi potrzebami wojska. Moim zdaniem, nic takiego się nie stało. Finał jest taki, że nie do końca wiemy, ile śmigłowców teraz Polska kupi, jaka będzie ich cena - krótko mówiąc: to, co się dzisiaj dzieje, jest bardzo mało przejrzyste.

Janusz Zemke

Strasburg-Warszawa, 6-11 października 2016 r.

***

Wersja PDF Powiadom znajomego Drukuj

Polacy ofiarami Brexitu

* W wielu moich wypowiedziach medialnych jeszcze przed referendum w Wielkiej Brytanii o pozostaniu czy wyjściu z Unii Europejskiej mówiłem, że ofiarami Brexitu będzie Polska i Polacy pracujący na Wyspach. Gorzka to satysfakcja, tym bardziej, że glebę do takiej sytuacji tworzyli populiści i kłamcy szczujący w Wielkiej Brytanii przeciwko cudzoziemcom i Polakom, których tam jest prawie milion i przeciwko Unii Europejskiej. A w Polsce bardzo wielu polityków życzliwie przyglądało się temu bez żadnej refleksji. Tak jak dla Polaka imigrantem jest Czeczen lub Ukrainiec, tak dla Brytyjczyków Polak.

Minister Waszczykowski od początku zapowiadał, że będzie rozwijał strategiczne partnerstwo z Wielką Brytanią, w domyśle – kosztem Unii Europejskiej. Skoro jednak ten strategiczny partner wyszedł ze Wspólnoty, wypada mieć nadzieję, że z bezpieczeństwem Polaków będzie lepiej. Ale na to się nie zanosi, mimo zaklęć szefa naszej dyplomacji.

Wczorajszy wyjazd ministrów spraw zagranicznych i spraw wewnętrznych do Londynu i spotkanie się tam z ich odpowiednikami miał typowo charakter propagandowy i pijarowski. Nie znaczy więcej niż zasygnalizowanie Brytyjczykom, że sprawa jest ważna. Co prawda po powrocie odtrąbią sukces, ale przecież przed kilkoma dniami był w Polsce szef brytyjskiej dyplomacji. Boris Johnson powiedział, że stosunki brytyjsko-polskie przechodzą z poziomu dobrych do świetnych, pozostaje więc czekać na efekty w postaci m.in. większej ochrony polskich obywateli. Jednakże napady brytyjskich chuliganów na imigrantów są w sporej mierze nieprzewidywalne i nie da się chronić wszystkich.
Moim zdaniem, wpierw powinno się odbyć spotkanie obu pań premier, Beaty Szydło z Theresą May, a potem ministrowie obu krajów powinni wypracować szczegółowe plany bezpieczeństwa Polaków.

Uważam, że Polacy na Wyspach powinni się bardziej zorganizować. Napady z powodu pochodzenia narodowościowego musiałyby być zgłaszane nie tylko policji ale nagłaśniane w mediach, by powoli zmieniać nastawienie lokalnych władz i mieszkańców.
Jeśli nie będzie widocznych zmian, to część Polaków będzie decydowała się na wyjazd, jednak myślę, że częściej będą szukali pracy raczej w Niemczech, Holandii czy Skandynawii, niż wracali do Polski.

Janusz Zemke
Bruksela, 6 września 2016 r.

***

Czytaj całość »

Wersja PDF Powiadom znajomego Drukuj

Pucz w Turcji

* Z próbą zamachu wojskowego w Turcji jest dość niejasna sytuacja. To, że do puczu doszło – wszyscy wiemy, ale nie wiemy do końca kto za tym stał. Pucz był w zasadzie wewnątrz armii. Nie do końca wiadomo, jaki miał zasięg, dlatego, że nawet ci żołnierze, którzy dziś są aresztowani, mogli nie wiedzieć do końca w czym na rozkaz biorą udział.

Pierwszy problem dotyczy skali, a ta skala ma fundamentalne znaczenie dla dalszej sprawności i roli politycznej armii tureckiej. Turcja jest mocarstwem w tym regionie i teraz nie mamy odpowiedzi na pytanie – czy obecna władza całkowicie panuje nad wojskiem? Jest więcej pytań niż odpowiedzi.

W wymiarze politycznym, obecna turecka władza nie wykonuje resetu w stosunkach zagranicznych, ma umowę z Unią Europejską dot. migrantów, ale co ciekawe, niedawno odnowiła po 6 latach stosunki z Izraelem, nawiązuje kontakty z Rosją i teraz nie wiadomo z czego ten bunt wynika. Czy przykładowo nie było zgody na to, czy jak się ładnie mówiło, to walka o demokrację. Nie bardzo wierzę w takie tłumaczenia, że wojsko robi zamach, żeby był wyższy poziom demokracji.

Ciekawe będzie jak ów zamach wpłynie na sprawy wewnętrzne Turcji. Ja się zgadzam z taką tezą, że wokół Turcji będzie stabilizacja i Turcja szybko się wycofa z ostrych sformułowań wobec Stanów Zjednoczonych, bo zdecydują o tym interesy gospodarcze i wojskowe. Natomiast obecne władze skrupulatnie wykorzystają sytuację zamachu do eliminacji ludzi, którzy ich zdaniem mogliby szkodzić prezydentowi R. Erdoğanowi. Także metodami policyjnymi, decyzjami dyktatorskimi, dla których usprawiedliwieniem będzie sprzątanie kraju po puczu.

Janusz Zemke

Warszawa, 17 lipca 2016 r.

***
 

Wersja PDF Powiadom znajomego Drukuj

Szczyt NATO w Warszawie i co dalej...

* 8 i 9 lipca odbywać się będzie w Warszawie szczyt NATO. To bardzo ważne spotkanie, zważywszy, że takie szczyty organizowane są mniej więcej co dwa lata. Wezmą w nim udział przywódcy i najważniejsze osoby z natowskich państw – prezydenci, premierzy, kanclerz (28 osób), ale równie liczna będzie grupa przedstawicieli państw, które mają różne umowy podpisane z NATO, np. prezydent Ukrainy, Gruzji, król Jordanii itd. Będzie to w tym roku pod względem politycznym najistotniejsze spotkanie po II wojnie światowej.

Każdy szczyt kończy się decyzjami. Tym razem zapadną decyzje, które są ważne dla Polski, Rumunii, Bułgarii, Litwy, Łotwy i Estonii.
Począwszy od roku 2014 zmieniła się w NATO optyka w postrzeganiu Rosji. To jest związane z agresją rosyjską na Krym i z tym, co dzieje się na wschodniej Ukrainie. Rosja do 2014 r. uznawana była przede wszystkim jako partner. Liczono, że będzie partnerem w rozwiązywaniu różnych problemów z bezpieczeństwem na świecie.

Jednak Rosja to dla NATO obecnie problem, dlatego że używa czynnika wojskowego do osiągania swoich celów. NATO szuka odpowiedzi na takie nowe zagrożenia. Jedną z odpowiedzi była znacznie większa skala ćwiczeń natowskich, choćby na terenie Polski. Liczba żołnierzy natowskich, którzy u nas ćwiczą wzrosła w ciągu ostatnich lat kilka razy. Kolejną z tych odpowiedzi będzie ulokowanie na wschodzie 4 grup bojowych, nieco większych od klasycznych batalionów, liczących po ok. tysiącu osób.

Rosja ma 4 okręgi wojskowe, w tym największy, zachodni, z siedzibą w Petersburgu, działający na kraje bałtyckie, liczy ponad 250 tys. żołnierzy. W związku z tym, to co dzisiaj robi NATO, to nie jest odpowiedź czysto wojskowa, bo te 4 tysiące żołnierzy natowskich na wschodniej flance nie równoważy wojskowego potencjału sił rosyjskich. Głównie więc jest to odpowiedź o charakterze politycznym i świadomościowym.

Dzisiaj jakikolwiek konflikt nie tylko angażowałby żołnierzy nadbałtyckich czy polskich, ale głównie państw natowskich.
Ja należę do tych, którzy uważają , że polityka Rosji jest złą i naganną, ale z tego wcale nie wynika, że Rosja chciałaby zaatakować przykładowo terytorium Polski. Politycy, którzy mówią, że na wschodniej granicy rosyjskie wojsko jest zagrożeniem dla Polski – nie mówią prawdy. Trzeba przygotowywać się na różne scenariusze i gromadzić tu pewien potencjał, bo w razie konfliktu pierwsze uderzenie muszą brać na siebie poszczególne państwa, dlatego tak ważna jest zdolność, sprawność, skuteczność polskiego wojska. To wniosek, który obok szczytu natowskiego, powinien stanowić główny przedmiot naszego zainteresowania.

Warszawski szczyt przyjmie ustalenia aktualne wobec dzisiejszej sytuacji, natomiast wielkie znaczenie będą miały wyniki wyborów w USA. Pani H. Clinton opowiada się za silnym NATO, natomiast D. Trump jest przeciwnikiem ingerencji USA w Europie, uważając, że to Europejczycy powinni sami zadbać o swoje bezpieczeństwo, a on jest za porozumiewaniem się z Rosją. Wynik wyborów w Stanach Zjednoczonych może zatem znacząco wpłynąć na kształt decyzji warszawskiego szczytu NATO. Może to odbić się na wysokości przyjmowanego co roku budżetu Stanów Zjednoczonych, przeznaczanego na obecność i działania w ramach NATO.

USA patrzą na bezpieczeństwo w wymiarze globalnym. Chciałyby angażować Rosję do rozwiązywania problemów w Afryce północnej czy Syrii, a wschodnia flanka jest tylko jednym i wcale nie najważniejszym problemem. Ważniejsze są inne teatry działań – Azja i Pacyfik, rosnąca potęga Chin i terroryzm w północnej Afryce.

Janusz Zemke

Strasburg, 6 lipca 2016 r.
 

Wersja PDF Powiadom znajomego Drukuj

ANAKONDA w Polsce

– W Polsce odbywają się największe od 1989 roku ćwiczenia wojsk NATO pod kryptonimem ANAKONDA. Są one prowadzone w części północno-zachodniej kraju, w tym wiele zadań wojskowych realizowanych jest na poligonach województwa kujawsko-pomorskiego, był Toruń, Chełmno, ale za chwilę będzie Ustka, Drawsko Pomorskie. Jest taka logika ćwiczeń, że odbywa się je w pewnej odległości od potencjalnego miejsca teatru działań, a poza tym Bydgoszcz jest siedzibą brygady logistycznej, Inspektoratu Wsparcia Sił Zbrojnych, obejmujących całą polska armię.

Jednym z efektów owych ćwiczeń może być sprawdzenie się jednostek w Bydgoszczy, wskazanie na potrzebę inwestowania w śmigłowce w Inowrocławiu, albo, że przykładowo jednostka w Chełmnie będzie musiała być troszeczkę większa…

Polskie wojsko zmniejszyło się w ostatnich 20 latach aż trzykrotnie. Na wojskowej mapie Polski nasze województwo ma relatywnie duży potencjał wojskowy – Bydgoszcz, Toruń, Inowrocław, Chełmno, Grudziądz. Mamy też kilka przedsiębiorstw pracujących dla wojska, np. Wojskowe Zakłady Lotnicze nr 2, Belma, Polon w Bydgoszczy, WZU w Grudziądzu. Są to firmy, które przy programie modernizacji polskiego wojska, przy zwiększanych środkach na te modernizacje – będą miały co robić. Ten strumień środków finansowych na potrzeby wojska będzie też w jakimś stopniu trafiać do naszego województwa.

Będąc pytany: Czy z tak dużą infrastrukturą wojskową nasz region jest narażony na skutki ewentualnego konfliktu, będąc jednym z pierwszych celów ataku? – odpowiadam, że takich celów teoretycznie jest znacznie więcej. Ja nie przewiduję żadnych sytuacji uderzenia zbrojnego na Polskę w bliższej perspektywie. Zadania realizowane podczas manewrów przewidują ćwiczenia o charakterze sztabowym, bo niewątpliwie Rosjanie mają na świecie kilka tysięcy celów dla swoich rakiet, w tym w Polsce.

Ćwiczenia prowadzone w ramach ANAKONDY obejmują ponad 30 tys. żołnierzy z 24 państw, ale pokazują, że nie ma wewnątrz NATO takiego samego podejścia wszystkich państw wobec potencjalnych zagrożeń. Obserwujemy większą aktywność żołnierzy ze Stanów Zjednoczonych (po raz pierwszy od 26 lat, czyli zakończenia zimnej wojny Amerykanie wykonali pod Toruniem tak duży desant spadochronowy, gdzie przerzucili na ponad 10 tys. kilometrów żołnierzy elitarnej 82 Dywizji Powietrznodesantowej). Mamy natomiast dość symboliczny udział Francuzów (przypomnę, że jeszcze 2 lata temu było ich 1200) oraz relatywnie niski udział żołnierzy Bundeswehry.
Np. Niemcy uważają, że blisko Rosjan tak dużych ćwiczeń nie powinno się przeprowadzać, a Francuzi – przypuszczam, mają pretensje do Polski o to, że nie rozstrzyga przetargu na śmigłowiec, który w pierwszym etapie mogli wygrać, a teraz nie wiadomo.

Te ćwiczenia pokazują też, że państwa Europy, od Niemiec na południe, czyli myślę o Francuzach, Włochach, Hiszpanach czy Portugalczykach – inaczej dzisiaj oceniają zagrożenia. Bo z ich punktu widzenia, główne zagrożenie w Europie stanowi codzienna fala uchodźców. Podkreślam, że tak jest dzisiaj, bo gdyby to się zmieniało i zagrożenie ze Wschodu miało rzeczywiście realny charakter, podkreślam – realny, a nie jak się niektórym politykom wydaje, że ono już wisi nad nami, to zakładam, że w takiej sytuacji mamy prawo liczyć także na wsparcie armii tych państw.

Inne są też wyobrażenia konfliktu. Nie jest tak, jak kilkadziesiąt lat temu, że mamy front i zgromadzone po obu stronach wrogie siły. Dziś rakiety mają zasięg po kilka tysięcy kilometrów. Obecnie technika wojskowa umożliwia rażenie celów na innym terenie oddalonym o wiele tysięcy kilometrów. Nie ma potrzeby by na naszym terytorium były takie środki do rażenia.

Co oznacza stwierdzenie Rosji, że odpowie adekwatnie na manewry NATO w Polsce? Już teraz Rosja wzmacnia wojskowo swoje zachodnie granice do 30 tys. żołnierzy, a w Kaliningradzie znajdą się zapewne rakiety i inne rosyjskie uzbrojenie. Nasza odpowiedź zaś winna być taka: my nie szukamy konfliktów, musimy sami mieć dobry potencjał wojskowy, oćwiczony z sojusznikami. Te manewry pokazują, że jesteśmy w stanie z sojusznikami współdziałać. Wojsko musi się szkolić.

Janusz Zemke
Strasburg, 9 czerwca 2016 r.

***
 

Wersja PDF Powiadom znajomego Drukuj

Groźba Brexitu

– Przed nami referendum w Wielkiej Brytanii o ewentualnym wyjściu z Unii Europejskiej (23 czerwca 2016 r.). Prawnie – gdyby to referendum było na TAK, czyli ponad 50 proc. osób chciało wyjścia z Unii, to wtedy zacznie się długi proces wychodzenia. To nie oznacza wyjścia z dnia na dzień.

Przewiduje się, że „wychodzenie” trwałoby ok. dwóch lat, ale w praktyce oznaczałoby, że po samym referendum – zarówno Unia, jaki i Wielka Brytania – musiałyby zacząć na nowo układać swoją współpracę. Gdybyśmy dzisiaj spojrzeli się na Wielką Brytanię, to na 10 partnerów handlowych ważniejszych dla tego państwa, aż 8 są to członkowie Unii Europejskiej (oraz USA i Chiny).

Są oczywiście do przyjęcia różne modele, bo mamy tego typu sytuacje, że Unia utrzymuje dobre gospodarcze stosunki z państwami, które do Unii nie należą (np. Norwegia, Szwajcaria). Dla przykładu współpracę Unii ze Szwajcarią reguluje aż 120 dwustronnych umów sektorowych.

W przypadku Wielkiej Brytanii zacząłby się proces negocjacji owych umów z Unią. Dodam tylko, że w przypadku Szwajcarii te negocjacje trwały aż 10 lat. W wyniku pozytywnego wyniku czerwcowego referendum, zacząłby się czas chaosu gospodarczego, ale ja się boję także – oprócz tego, że Unia byłaby słabsza – początku dużych kłopotów dla licznej grupy Polaków w Wielkiej Brytanii.
W Wielkiej Brytanii, w wielu jej częściach obserwujemy bardzo różny stosunek do Unii, co może przełożyć się na wynik referendum. Np. bardzo prounijna jest cała Szkocja.

To tam niedawno odbyło się referendum czy Szkocja ma być częścią Wielkiej Brytanii. Większość głosujących opowiedziała się za pozostaniem. Gdyby teraz większość mieszkańców Wielkiej Brytanii powiedziałoby NIE Unii, to wtedy Szkoci (na poziomie 70 proc. prounijni) odpowiedzieliby – to my chcemy kolejnego referendum na temat niepodległości, a boję się, że wtedy wynik byłby inny. Czyli – cała Wielka Brytania mogłaby mieć szereg wewnętrznych kłopotów.
Może zdecydować też stosunek Brytyjczyków do imigrantów, ale także dwa inne czynniki – Wielka Brytania historycznie nigdy częścią Europy nie była. Była to zawsze wyspa, mocarstwo światowe, dlatego izolacja od Europy była dla części Brytyjczyków czymś istotnym. Poza tym narasta w Wielkiej Brytanii, może nie tyle niechęć do imigrantów, ale do tego, by im płacić przyzwoite pensje, by otrzymywali taką pomoc socjalną, jaką otrzymują obywatele Wielkiej Brytanii.

I tutaj dotykamy istotnej sprawy dla setek tysięcy Polaków, którzy szybko staliby się ofiarami wyjścia Wielkiej Brytanii z Unii.
Po wyjściu z Unii, nieobowiązujące już unijne powiązania o charakterze socjalnym mogłyby skłonić Brytyjczyków do niewypłacania świadczeń obywatelom spoza Wielkiej Brytanii. Trzeba by też mieć pozwolenie na legalną pracę, o co imigrantom jest trudno.

Efektem mogłaby być fala wielkich powrotów Polaków z Wielkiej Brytanii do kraju.
Osoby, które tam są podejmowałyby próby uzyskania obywatelstwa brytyjskiego – też nieproste, trwające długo i kosztownie. Należałoby też się spodziewać ostrzejszych kontroli na zewnątrz (lotniska, porty). Wyjście Wielkiej Brytanii z Unii byłoby dotkliwe w wymiarze całej Unii, Wielkiej Brytanii, ale też mogłoby zaboleć setki tysięcy osób.

Ze statystyki wynika, że na Wyspach znajduje się ok. 850 tys. Polaków. Załóżmy, że w efekcie Brexitu część z nich decyduje się na powrót do kraju, co przekłada się na gospodarkę polską, są większe kłopoty z zatrudnieniem młodych ludzi, pojawia się grupa osób, która już zaczęła inne życie, przekazywali część zarobionych pieniędzy rodzinom w Polsce, teraz sytuacja by się zmieniła. Pojawiłaby się frustracja wobec gorszego traktowania Polaków w Wielkiej Brytanii.

Gospodarka brytyjska stanowi 18 proc. PKB Unii. Gdyby to odpadło, to przewartościowaniu musiałyby ulec fundusze unijne, nawet już zaprogramowane na lata 2014–2020. W tych latach Polska powinna otrzymać z unijnego budżetu ponad 100 mld euro. Tylko, żebyśmy je dostali, ktoś musi je do unijnego budżetu wpłacić. Wygląda to tak, że my dostajemy rocznie do budżetu państwa, samorządów terenowych kilkanaście miliardów euro. Inwestycje powstałe z unijną pomocą są dziś w każdej gminie, mieście zauważalne.

Są takie państwa (jak Niemcy czy Wielka Brytania), które co roku na czysto wpłacają do budżetu unijnego kilka miliardów euro. (W tym Wielka Brytania wpłaca od 7 do 9 mld euro).

Po czerwcowym referendum na NIE, zacząłby się proces wychodzenia z Unii, ale nie wiemy co Wielka Brytania zrobi ze swoją składką do budżetu UE. Może od razu wstrzymać płatności, co jest bardzo prawdopodobne. Nagle w budżecie UE zaczyna brakować iluś miliardów euro. Unia nie może zaciągać kredytów ani emitować obligacji, jak np. banki, może wydawać wyłącznie tyle, ile ma dochodów.

Unia Europejska ma wtedy dwa wyjścia –może wystąpić do państw członkowskich żeby zwiększyły swoją składkę do unijnego budżetu (teraz – 1 proc. PKB) – na co raczej nie będzie zgody. Drugie wyjście – skorygowanie budżetu Unii na kolejne lata. To oznacza cięcia w różnych zakresach wydatków. Tymczasem w Polsce zaczynamy właśnie rozpędzać kolejny program inwestycyjny, np. budowę S-5 w województwie kujawsko-pomorskim na kwotę kilku miliardów złotych, modernizację dworców, torów kolejowych, odtwarzania dróg wodnych.

Te cięcia bardzo mocno dotknęłyby Polski, o czym stwierdzam z dużym bólem. Mam bowiem wrażenie, że część osób w naszym kraju nawet z sympatią przygląda się temu, co się w Wielkiej Brytanii dzieje. „– Skoro Unia sobie nie radzi z różnymi problemami, to nawet dobrze, żeby ta Brytania wyszła…”.

Podkreślam z całą mocą, jeżeli Wielka Brytania wyszłaby z Unii, to na tym straci Unia, także Wielka Brytania, ale jedną z ofiar będzie też Polska.

Janusz Zemke
Strasburg, 12 maja 2016 r.

***


 

Strona: 1, 2, 3, 4, 5, 6, 7, 8, 9, 10 z 11