Komentarz na gorąco...
Jaki będzie raport komisji J. Millera?
Prace nad tym raportem niepokojąco się przeciągają. Bardzo się obawiam, że ustalenia komisji ministra Millera i raport zostaną upublicznione w przeddzień rozpoczęcia polskiej prezydencji w Unii Europejskiej. Warto przypomnieć, że 1 lipca Polska na pół roku przejmie w Unii przewodnictwo, będziemy organizowali wówczas prace Rady Unii. Jeżeli ten raport ukazałby się krótko przedtem, to niestety obawiam się, że on może zdominować aktywność Polaków i aktywność rządu. Trochę dzisiaj mamy do czynienia z podobną sytuacją u przewodzących UE Węgrów, gdzie mocno dyskutuje się nad zmienianą tam ustawą medialną.
NATO obejmie dowództwo operacji w Libii
Sekretarz generalny Anders Fogh Rasmussen poinformował, iż NATO obejmie dowództwo operacji w Libii.
To oznacza przede wszystkim, że Sojusz Północnoatlantycki przejmie dowodzenie w tej operacji od Amerykanów, i że w operacji będą brały udział jednostki z państw natowskich. Ale najważniejsze jest tu dowodzenie, bo operacja ma charakter wielonarodowy i w takim przypadku musi być jasność kto określa cele, co chce się w wyniku ataków osiągnąć, kto i jakie siły skieruje do ataku, a także – gdyby doszło do niepowodzenia – kto odpowiada za niepowodzenie.
Wyraźnie widać, że Amerykanie nie chcą się ponad miarę angażować w ten konflikt. Amerykanie dzisiaj biorą na siebie główny ciężar walki w Afganistanie, mają swoje siły w Iraku w różnych bazach, więc uznali, że w Libii główna rola powinna przypaść NATO i niektórym europejskim państwom.
Moim zdaniem, jest to decyzja słuszna. NATO funkcjonuje kilkadziesiąt lat i nie może być tak, że jak dochodzi do konfliktu w świecie, to natychmiast dowództwo przejmują oficerowie Stanów Zjednoczonych, bo za bardzo innych nie ma, którzy byliby w stanie kierować wielkimi operacjami. NATO ma doświadczenie i szansę, by sobie poradzić.
W Polsce ukuto na interwencję w Libii dobre określenie, że jest to „koalicja chętnych”. Kraje natowskie nie będą zmuszane do udziału w operacji libijskiej. Tutaj jest inaczej niż w Afganistanie, gdzie mamy całkowitą operację natowską, w której uczestniczą wszystkie państwa należące do NATO. W Libii mamy „koalicję chętnych”, wśród których są państwa natowskie, chociaż dochodzą sygnały, że jakiś udział chciałby wziąć Katar czy Zjednoczone Emiraty Arabskie. Być może to trochę wyjdzie poza kraje NATO. Ale podkreślam jeszcze raz, że decyzja, by za tę operacji odpowiadało NATO jest decyzją słuszną, co na szczęście nie oznacza w tym konkretnym przypadku, że Polska powinna do tej operacji desygnować swoje siły wojskowe.
My jako państwo jesteśmy – jeśli chodzi o zapewnianie pokoju w świecie – od 50 lat aktywni, dziesiątki tysięcy żołnierzy polskich uczestniczyło w różnych misjach, w tym na pewno kilka tysięcy żołnierzy, którzy mieszkają na terenie województwa kujawsko-pomorskiego (i Korea, i wielka misja egipska, i teraz misja na Bałkanach, gdzie są żołnierze z województwa). Polska ma udział duży.
Przyszłość energii atomowej
Unia zaczyna zastanawiać się nad przyszłością wykorzystania energii atomowej – takie oświadczenie złożył unijny komisarz ds. energii Guenther Oettinger, a dzisiaj odbyło się na ten temat spotkanie ministrów wszystkich unijnych państw.
Jakie jest moje zdanie? Nie da się pewnie rozwijać cywilizacji bez zasilania w energię atomową. Dlatego, że inne źródła energii, te dziś dostępne, będą się wyczerpywały. Nie da się uzyskiwać potrzebnej ilości energii wyłącznie ze źródeł ekologicznych (myślę tutaj o różnych spiętrzeniach wody, wiatrakach itd.). A więc bez energii atomowej cywilizacja w dłuższej perspektywie się nie rozwinie, natomiast rzeczą fundamentalną jest, by te elektrownie, a właściwie reaktory były bezpieczne.
Chcąc być obiektywnym powiem, że póki co, do tego momentu w Japonii, pomimo straszliwego kataklizmu, pomimo ekstremalnych warunków, którym zostały poddane te elektrownie, nie doszło do jakiegoś większego skażenia, nie mamy powtórzenia Czarnobyla.
W wyniku awarii, która była efektem błędów ludzkich (ich kumulację mieliśmy w Czarnobylu), lecz kataklizmu – ani nikt nie zginął bezpośrednio, ani nie ma póki co żadnych danych, by ktoś został napromieniowany w takim stopniu, by zagrażało to jego życiu.
Paradoksalnie ta katastrofa w Japonii pokazywałaby, że jednak można w warunkach ekstremalnych gwarantować podstawowe bezpieczeństwo funkcjonowania elektrowni atomowych, ale to, o czym tu piszę, odnosi się do obecnego momentu. Inaczej może być jutro czy pojutrze…
Janusz Zemke
Bruksela, 16 marca 2011 r.
Zaangażowanie Unii Europejskiej w Libii
Podczas spotkań poselskich często pytano mnie – czy Unia Europejska powinna zaangażować się w jakiś sposób w Libii?
Mamy tam bardzo skomplikowana i niejasną sytuację, a do tego jeszcze szczątkowe tylko informacje o tym, co faktycznie dzieje się w Libii poza relacjami oglądanymi w telewizji.
Kaddafi okazał się szaleńcem i łajdakiem, bo skoro przywódca państwa każe z samolotów bombardować miejsca, gdzie mogą być niewinni ludzie, to jest mordercą. Tamten reżim upada w okrutny sposób.
Bardzo zadziwiają mnie wypowiedzi różnych komentatorów porównujących rewolucje w krajach arabskich do polskich wydarzeń z 1989 r. Tu porównania nie ma. U nas przekazano władzę w sposób pokojowy i miał kto ją przejąć. Tam dochodzi do morderstw na masową skalę, grabieży majątku narodowego i nie bardzo widać, kto mógłby władzę dalej sprawować i w jakim kierunku kształtować tamten ustrój państwowy.
Bronię polskich żołnierzy na misjach
J. Motlagh, korespondent „The Time” w afgańskiej prowincji Ghazni, w grudniowym artykule skrytykował poczynania polskich żołnierzy na tamtejszej misji. Co prawda, amerykański generał dyw. John F. Campbell przeprosił listownie szefa MON B. Klicha za wypowiedzi oficerów w „The Time”, ale sprawa pozostała i jest komentowana.
Ja myślę, że ta publikacja nie odzwierciedla prawdy do końca. Amerykanie chcieliby, żeby inne kontyngenty, (a jest ich aż 47 z państw NATO, a także żołnierze z wielu państw spoza NATO) tak samo aktywnie uczestniczyły w działaniach bojowych jak Amerykanie. Polacy – moim zdaniem słusznie – są, jeśli chodzi o działania bojowe, bardziej wstrzemięźliwi, bardziej wyważeni, biorą w nich udział wyłącznie wtedy, kiedy to jest absolutnie konieczne. Natomiast uwagi amerykańskie są o tyle niesłuszne, że nie da się porównać polskiego wojska i wojska Stanów Zjednoczonych. Wojsko Stanów Zjednoczonych było dosłownie przez dziesięciolecia przygotowywane do misji o charakterze ekspedycyjnym, czyli do działań daleko poza terytorium własnego kraju, natomiast wojsko polskie przygotowywane było do działań przede wszystkim na kontynencie europejskim. I my najnormalniej w świecie nie mamy ani dla przykładu rozwiniętego transportu na takie duże odległości, ani własnego zwiadu satelitarnego i dziesiątków rzeczy.
Więc to są takie troszeczkę pretensje na zasadzie, że my robimy tyle, to wy powinniście robić to samo.
Mamy dobrych żołnierzy! Ja będę zawsze bronił polskich żołnierzy na misjach. W misjach, a o tym mało kto wie, że zaczęły się w 1953 r., wzięło udział w sumie 95 tys. żołnierzy polskich, w tym bardzo wielu żołnierzy z województwa kujawsko-pomorskiego.
Moim zdaniem, udział Polski jest udziałem dużym. Warto przypomnieć, że polscy żołnierze uczestniczą w działaniach w Afganistanie od 9 lat, bo to już tyle czasu minęło, wykonują tam swoje zadania bardzo dobrze. I czas wracać. I trzeba mówić głośno o tym, że ta misja powinna się kończyć, domagać się określenia kalendarza zakończenia misji, bo wiecznie tam nie możemy tkwić.
W tej chwili mamy tam ósmą zmianę, za chwilę będziemy mieć dziesiątą… Efektów natomiast zbyt dużych nie ma. Trzeba Afgańczykom przekazywać odpowiedzialność za bezpieczeństwo, to jest ich kraj, a inni mogą pomagać, szkoląc, dostarczając sprzęt, ale nie brać na siebie głównego ciężaru walki.
Jak PE dyscyplinuje posłów
Szeroko komentowane jest w mediach niedawne dziwne zachowanie posła na Sejm RP Ludwika Dorna. Przez cały czas mego przebywania w Brukseli i Strasburgu porównuję funkcjonowanie polskiego parlamentu i europarlamentu. Myślę, że dobre wzorce warto naśladować.
Otóż, przez 15 miesięcy sprawowania funkcji posła do Parlamentu Europejskiego nie widziałem ani jednego parlamentarzysty, który by się „zataczał” z powodu spożycia alkoholu albo niewłaściwie zachowywał. Nie oznacza to wcale, że tam się alkoholu nie pije.
Funkcjonuje jednak w PE prosty mechanizm: po ewentualnym niegodnym zachowaniu się eurodeputowanego, przewodniczący parlamentu ma prawo jednoosobowo nałożyć na niego sankcję finansową. Jest ona stosunkowo wysoką, gdyż wynosi ok. połowy miesięcznej diety. Jak się okazuje, jest to narzędzie bardzo skuteczne.
Janusz Zemke
17 grudnia 2010 r.
Dobre wieści z NATO dla Bydgoszczy
17 listopada br. uczestniczyłem w spotkaniu ze stałym przedstawicielem RP przy NATO, ambasadorem Bogusławem Winidem, podczas którego ambasador przedstawił - w kontekście zbliżającego się szczytu UE, USA i NATO w Lizbonie - informację na temat nowej strategii NATO oraz jej konsekwencji dla Polski.
Strategia ta przewiduje m.in. zmniejszenie liczby dowództw i centrów szkoleniowych NATO w Europie z 11 do 6.
Z uzyskanych od ambasadora informacji wynika, że zmiany te nie dotyczą Centrum Szkolenia Sił Połączonych NATO w Bydgoszczy, które zdobywa sobie coraz silniejszą pozycję w NATO.
Podtrzymane zostaną także plany utworzenia w Bydgoszczy batalionu łączności NATO, który będzie dysponował najnowocześniejszymi, mobilnymi środkami łączności. O czym z zadowoleniem informuję,
Janusz Zemke
Bruksela, 17 listopada 2010 r.
Dzierżawa embraerów to półśrodek
Zdarzenia związane z awariami samolotów i kłopotliwym powrotem do kraju pielgrzymów, którzy udali się na miejsce katastrofy samolotu pod Smoleńskiem dowodzi, że z wyposażeniem Polski w samoloty było od dawna nie najlepiej i jest tak nadal.
Mimo zapowiedzi, że sprawa zostanie rozwiązana przez MON, dalej stosuje się tylko półśrodki w postaci dzierżawienia embraerów od LOT-u. Ja to silnie krytykuję, bo państwo polskie w tej sytuacji i tak nie będzie miało dyspozycyjnych samolotów.
Budżet na armię znów okrojony?
Jak podają media – rząd w poszukiwaniu oszczędności znów zamierza sięgnąć do budżetu utrzymania wojska.
Według dotychczasowych zasad nakłady na wojsko stanowiły tzw. wydatki sztywne i w budżecie państwa stanowiły corocznie 1,95 proc. PKB.
Wiemy jak bardzo polska armia potrzebuje pieniędzy na unowocześnienie sprzętu, na szkolenia, na profesjonalizację.
Pomysł, z jakim wyszedł minister finansów J.V. Rostowski utrzymuje wprawdzie wskaźnik 1,95 proc. PKB, ale rozliczany ma być on nie w okresie rocznym, ale w ciągu... sześciu lat.







RSS: Aktualności

