Wydruk pochodzi ze strony: http://www.janusz-zemke.pl/_goraco/_news/15/0/331/strata_dla_polskich_sil_z.html
Co dla polskiej armii oznacza fakt tragicznej śmierci dowódców wszystkich sił zbrojnych w Polsce?
– Od strony formalnej – luki w dowodzeniu nie ma, bo wszędzie są pierwsi zastępcy dowódców i oni przejmą obowiązki dowódcze. Nie naruszono na szczęście zasady i nie lecieli również zastępcy dowódców.
Natomiast pozostanie trudna do zatarcia wyrwa po ludziach, którzy odeszli na zawsze. Byli przez lata przygotowywani do swych funkcji, bo nie dzieje się to z dnia na dzień. Posiadali bogaty dorobek w służbie, doświadczenie wojskowe w Polsce, mieli za sobą misje zagraniczne, ukończone specjalistyczne szkolenia, m.in. akademie amerykańskie. Gen. Gongor był niemal gwiazdą – perfekcyjnie posługując się francuskim i angielskim. Ze swoim doświadczeniem i dorobkiem byłby doskonałym kandydatem na ważne stanowiska w NATO.
Ich następcy będą potrzebowali czasu, by dojść do takiego mistrzostwa, to jak kwiat, który potrzebuje odpowiednich warunków i czasu by zakwitnąć. Nie zawsze będzie tak, że zastępca dowódcy będzie nadawał się na szefa, to kwestia wielu czynników, m.in. cech psycho-fizycznych. Po wypadku CASY, kiedy zginęła niemal połowa kadry dowódczej, w lotnictwie sytuacja będzie niebywale trudna. Należy życzyć ministrowi obrony narodowej B. Klichowi, by uporał się z tymi sprawami bez większych problemów.
Uważam, że nominacje na szefów rodzajów wojsk należałoby pozostawić do decyzji już nowo wybranego Prezydenta RP (I zastępcy będą pełnić swe funkcje tymczasowo, co nie wyklucza możliwości otrzymania nominacji na szefów). Czynić to z wielkim namysłem i wszechstronną konsultacją. Pośpiech może być tu złym doradcą.
Strata dla wojska jest poważna. Poza tym nigdzie na świecie
w tym samym momencie w warunkach pokoju nie zginęło tylu dowódców!
Czy to, że tyle ważnych dla kraju osób poleciało jednym samolotem było zgodne z procedurami?
– Procedury określają precyzyjnie, że nie powinni razem latać prezydent z premierem, czy prezydent z marszałkiem Sejmu. Resztę pozostawia się osądowi zdrowego rozsądku. Mogłoby być jeszcze gorzej, bo przecież rozważano czy ma być jeden lot czy dwa. Mało brakowało, aby na pokładzie tego samolotu znalazł się jeszcze premier z ministrami. Zwykle należy przewidywać skutki, bo lot zawsze niesie jakieś ryzyko, by ewentualne straty były jak najniższe.
Janusz Zemke, 10 kwietnia 2010 r.